5 pytań o duszę Irmy Grese: pozdrowienia z grobu

Dusza niemieckiej dziewczyny
Czasem inspiracja do wpisu na bloga przychodzi w jednej chwili: pod wpływem przeczytanego komentarza, który jakiś Czytelnik zechciał zostawić na mojej stronie. Pod jednym z artykułów na temat biografii Irmy Grese ktoś anonimowo napisał dość mocne słowa: "Ależ po co ocalać duszę tej sprawczyni, ona z całą pewnością nie miała duszy, i niech ją piekło pochłonie, myślę że już to się stało". Wszystkie komentarze na moim blogu są moderowane, więc sama muszę zatwierdzić publikację każdego z nich, aby pojawił się na stronie. I już, już miałam usunąć tą treść, bo wydawała mi się zbyt kontrowersyjna, ale coś mnie powstrzymało i ostatecznie zaakceptowałam wpis. Dał mi wiele do myślenia.
Komentarz dotknął czegoś głębszego i bolesnego: tematu śmierci i tego, co dzieje się z martwym człowiekiem po tej "drugiej stronie" i jego duszą. Takie pytania zadaje sobie każdy, kto zetknął się kiedykolwiek ze śmiercią kogoś bliskiego. Ten proces emocjonalny nazywamy żałobą i jest to naturalny sposób na poradzenie sobie z cielesnym odejściem naszych bliskich.
Pisałam wcześniej, że nie ma dla mnie takiego słowa jak "tabu" w odniesieniu do nadzorczyń obozowych. W przypadku Irmy Grese spotykają się ze sobą nawet dwa zagadnienia tabu: jedno jest zawsze połączone postacią samej Irmy Grese, a drugie tabu jest tematem szeroko pojętej śmierci: kary śmierci, przygotowywania się do świadomej śmierci, śmierci wywołanej nienaturalnie - poprzez egzekucję, anonimowego pochówku, braku pamięci, wojennej traumy pokoleniowej... mogłabym wymieniać te wszystkie poboczne zagadnienia w nieskończoność.
Śmierć Irmy Grese nie była dobrą śmiercią. W ogóle śmierć ludzi skazanych odgórnie przez sądowe urzędy na "szubieniczny" sposób zakończenia życia - nigdy nie była dobrą śmiercią. To prawda, że żyjący modlą się przede wszystkim o dobrą śmierć dla siebie. Każdy musi przez nią przejść i każdy chce, aby odbyło się to w miarę spokojnie oraz bezboleśnie. Śmierć jest jednak normalnym elementem życia, a nawet w pewnym sensie - przejściem do jego kontynuacji. Śmierć na szubienicy w przypadku Irmy Grese można nazwać dosadniej: zabójstwem sądowym, gdyż właśnie wtedy, w grudniu 1945 roku została zabita, a nie tylko okaleczona, a dokonano tego w świetle wyroku sądowego oraz ludzkiej ręki sprawiedliwości. Tak więc śmierć Irmy Grese nie była dobrą śmiercią. Nie była śmiercią z przyczyn naturalnych. Była śmiercią pełną strachu, cierpienia i niepewności. A jeśli już ktoś umiera tak straszliwą, hańbiącą śmiercią warto przyjrzeć się z bliska, jak wyglądała śmierć ludzi na szubienicy w Hameln.
Dlatego postanowiłam napisać dodatek do swojej książki "Schnell!", nazwałam go na wzór brytyjskich dokumentów: "Appendix A" - dotyczy w całości zagadnienia śmierci Irmy Grese oraz procedury przeprowadzania egzekucji przez powieszenie na podstawie zachowanych dokumentów. A dokumenty, które odnalazłam, ułożyły się w jeszcze bardziej tragiczny obraz tego, jak umierała młoda strażniczka z Auschwitz. Może więc warto przestać wreszcie bać się rozmów na temat umierania? W polskiej kulturze coraz mniej czasu poświęca się na usłyszenie głosów zmarłych, a oni przecież chcą nam bardzo wiele powiedzieć i pokazać! Trzeba na nowo nauczyć się ich słyszeć oraz odpowiadać na ich prośby.
No właśnie, może warto odpowiedzieć na zaproszenie od zmarłych, wyruszyć w daleką podróż, pochylając się nad zagadnieniem śmierci i odpowiedzieć sobie na kilka ważnych, egzystencjalnych pytań: czy Irma Grese miała duszę i czy rzeczywiście pochłonęło ją piekło? Przyjrzyjmy się temu bliżej - zapraszam do wspólnych rozważań podczas fotograficznego spaceru po cmentarzu Am Wehl!
1. Czy Irma Grese miała duszę?
To podstawowe pytanie, które często przewija się w komentarzach, nie tylko na moim blogu, ale w większości wpisów na portalach społecznościowych, w których zamieszczone zostały wpisy na temat Irmy Grese. Jeśli już pada słowo "dusza" w odniesieniu do Irmy Grese, to jest ono napisane w kontekście jawnego życzenia, aby jej dusza specjalnie cierpiała lub pojawiają się przypuszczenia, że ta osoba w ogóle nie miała duszy - była zbyt zła i okrutna.
W wielu religiach, zwłaszcza katolickiej czy ewangelickiej wierzy się, że człowiek zbudowany jest nie tylko z cielesnej powłoki, ale także z duszy. Nie jestem teologiem, więc aby zrozumieć kilka aspektów religijnych, zwłaszcza jeśli chodzi o wiarę ewangelicką - zasięgnęłam porady u... ewangelickiego księdza. Napisałam maila z prośbą o konsultację do parafii ewangelicko-augsburskiej w Warszawie i uzyskałam odpowiedzi na kilka kwestii, które intrygowały mnie od dłuższego czasu:
"W centrum naszej wiary znajduje się prawda, że człowiek zostaje zbawiony z łaski przez wiarę, a nie dzięki swoim uczynkom (por. List do Efezjan 2,8-9). Oznacza to, że nawet najbardziej grzeszny człowiek - jeśli w pokorze i skrusze zwróci się do Boga - może zostać przyjęty i zbawiony. Nie dlatego, że na to zasłużył, ale dlatego, że Bóg jest miłosierny".
Jest to zgodne także z nauką kościoła katolickiego: każdy człowiek może zostać zbawiony, nawet największy zbrodniarz, jeśli przed śmiercią wyrazi skruchę i poprosi Boga o łaskę przebaczenia. Wszystkie "znaki na ziemi i niebie" wskazują więc na to, że Irma Grese była człowiekiem w pełni tego słowa znaczeniu, a tym samym posiadała duszę.
2. Czy Irma Grese wierzyła w życie pozagrobowe?
Tak, Irma Grese wierzyła w życie pozagrobowe. Jest na to dowód w postaci jej własnych listów pisanych do rodziny, a także tego, jak zachowywała się i co mówiła w czasie procesu sądowego. Jeśli zsumuje się wszystkie wydarzenia, wtedy można mieć ogląd całości tego, co siedziało w głowie Irmy Grese. A przynajmniej spróbować to wyjaśnić.
W ostatnim liście datowanym na dzień 11 grudnia 1945 roku, który Irma Grese napisała w nocy lub nad ranem w areszcie w Lüneburgu, padły bardzo ciekawe słowa, przy których warto zatrzymać się na chwilę.
"Nie czuję się tak, jakbym miała spotkać się ze śmiercią, ale bardziej tak, jakby wysłano mnie na spotkanie z kimś, kto czeka na mnie z utęsknieniem" (Mir ist nicht so, als ob ich in den Tod gehen soll, sondern als ob ich zu jemande geschickt werde, der mit großer Sehnsucht auf mich wartet). Te słowa bardzo mi się podobają, bo są odzwierciedleniem wiary katolickiej i ewangelickiej. Śmierć nie powinna być dla nas smutnym wydarzeniem, nie dla osób wierzących. To ma być niczym spotkanie po latach ze znajomym, który ucieszy się na nasz widok i przyjmie nas w otwarte ramiona. Tym kimś, mógł być dla Irmy Grese jej zmarły kilka miesięcy wcześniej przyjaciel, Franz Hatzinger, esesman, z którym poznała się w czasie pracy w obozie Auschwitz. Jeśli właśnie jego miała na myśli Irma Grese (a wiadomo, że wcześniej dużo mówiła swoim siostrom o tym mężczyźnie), to prawdopodobnie wyobrażała sobie, że po śmierci fizycznej będzie mogła nadal widzieć swojego przyjaciela w życiu pozagrobowym.
Najciekawszy fragment z listu jest na końcu, kiedy Irma Grese reżyseruje w głowie moment pożegnania, w trakcie wchodzenia do wojskowej ciężarówki:
"Jutro, jeśli uda mi się Was zobaczyć z auta, spróbuję po raz ostatni pożegnać Was żywa, z uśmiechem na ustach i przykładając prawą dłoń do lewej piersi - nie w geście 'tutaj!', lecz 'Heil!'. Dla Anneli, mojej wiernej przyciółki, jeszcze raz mocno zacisnę prawą połę mojej kurtki i gdy szybko znikniecie mi z oczu, będzie mi towarzyszył Wasz duch, a ja odwiedzać Was będę każdej nocy i czuwać nad Waszym bezpieczeństwem!". (Wenn es mir morgen noch vergönnt sein soll, Euch vom Auto aus zu sehen, will ich mich noch zum letzten Gruß in voller Lebensgröße, mit lachendem Gesicht von Euch durch das Zeichen mit der rechten Hand an die linke Brust, für alle Zeiten verabschieden. Dann heißt es aber nicht 'Hier' sondern 'Heil'. Zu Anneli, meiner Getreuen, werde ich noch einmal die rechte Seite meiner Jacke straff ziehen und dann seid Ihr meinen Augen für kurze Zeit entschwunden, Euer Geist wandert mit mir und ich werde Euch dann jede Nacht besuchen, und wenn es somit, vor all dem Bösen bewahren!).
Tutaj są dwa ważne aspekty. Pierwszy - to nietypowa obietnica złożona przez Irmę Grese swojemu rodzeństwu, że będzie odwiedzać bliskich już po śmierci. Właściwie to ostatnie zdanie można przetłumaczyć tak: "...a ja będę Was odwiedzała każdej nocy, i w ten sposób chroniła Was przed wszelkim złem!". To bardzo ciekawe słowa, które wyszły spod ręki byłej nadzorczyni. Osoby skazane na śmierć zazwyczaj próbowały w listach uspokoić bliskich, zapewniając ich o własnej odwadze oraz opiece nad rodziną - już po śmierci. A gdyby tak się zastanowić, kto zazwyczaj odwiedza nas w nocy i czuwa nad naszym bezpieczeństwem, kiedy śpimy? Oczywiście - Anioł Stróż! Czyżby więc Irma Grese widziała siebie w roli opiekuńczego anioła dla swojej rodziny? Bardzo możliwe, że w ten sposób wizualizowała to w swojej głowie.
W tym fragmencie listu pojawiło się także słowo "Heil!", połączone z gestem, który chciała pokazać Irma Grese w chwili ostatniego pożegnania z rodzeństwem obserwującym załadunek skazanych osób do wojskowych ciężarówek. O tym geście i jego ukrytym znaczeniu napisałam więcej w punkcie czwartym tej analizy.
"W przeciwieństwie do nauczania Kościoła rzymskokatolickiego, luteranizm nie uznaje czyśćca. Wierzymy, że po śmierci dusza człowieka trafia bezpośrednio do wieczności - do wspólnoty z Bogiem albo do oddzielenia od Niego. Nie ma stanu pośredniego. Ostateczny sąd należy do Boga, który zna serce człowieka".
Czy dusza Irma Grese lub jakaś jej część rzeczywiście pozostała wśród żywych? Czy spełniła swoją obietnicę i odwiedzała rodzeństwo, czuwając na ich bezpieczeństwem? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Możliwe, że według wiary ewangelickiej, dusza Irmy Grese poszła prosto do wieczności, może jak uczy kościół katolicki - oczekuje na pomoc w czyśćcu? A może już została osądzona, bo tylko Bóg zna jej serce?
Miałam też pewną bardzo smutną refleksję, której doświadczyłam w archiwum w Hameln, kiedy pochylałam się nad dokumentami z ekshumacji z 1954 roku. Czy rodzina odrzuciła prośbę Irmy Grese, aby o niej zawsze pamiętać? W liście z 11 grudnia 1945 roku wyraźnie napisała: "Powinniście zawsze o mnie pamiętać" (Ihr sollt ewig an mich denken). Ba, można nawet jeszcze mocniej przetłumaczyć to zdanie, gdyż słowo "ewig" znaczy "wiecznie", a więc Irma Grese napisała: "Powinniście wiecznie o mnie pamiętać". To też są częste słowa u osób umierających: proszenie o pamięć. A jednak, od 1954 roku nikt nie zgłosił się do zarządu cmentarza w Hameln z pytaniem, czy grób nr 113 jest opłacony. Przez dziesięciolecia nikt nie przyszedł do archiwum miasta Hameln, aby zobaczyć akt zgonu o numerze 725/46. Czy w takim razie rodzina Irmy Grese chciała o niej zapomnieć?
Zasmuciły mnie słowa Helene Grese, która w 1987 roku powiedziała, że nigdy nie chciała pójść na cmentarz Wehl, kiedy szczątki powieszonych osób przeniesiono do kwatery CIII, a groby - chociaż anonimowe - były ogólnodostępne. Czy przyczyną takiego podejścia rodzeństwa Grese była trauma związana z procesem i egzekucją ich siostry? Wciąż też mam nieprzyjemne wrażenie, że archiwalną kwerendę powinno raczej wykonać rodzeństwo Grese, a nie ja. Moja książka "Schnell!" jest opowieścią o zmarłych. Dziś najbliższe rodzeństwo Irmy Grese też już nie żyje, a ja zbieram i opisuję dokumenty, które nie dotyczą mojej rodziny, chociaż ta historia stała się mi bardzo bliska. Irma Grese wciąż pozdrawia mnie z głębokiego grobu poprzez archiwalne dokumenty i trudno się nie zgodzić z taką rzeczywistością. Trzeba ją zaakceptować.
3. Czy dusza Irmy Grese ma swojego Anioła Stróża?
Zawsze lubiłam cmentarze: ich spokój i atmosferę zadumy. Na swoim koncie na Instagramie mam zdjęcia aniołów z różnych cmentarzy, po których spacerowałam, nawet w czasie wakacyjnych wyjazdów. Wyjątkowo lubię niemieckie cmentarze, bo tam jest wszystko, co jest mi potrzebne, aby odpocząć: cisza, rosłe drzewa, zadbane groby ziemne i przede wszystkim są one: anioły. Gipsowe figurki aniołków zdobią ukwiecone groby. Po każdym wyjeździe powiększa się moja kolekcja zdjęć tych małych figurek, przy których zazwyczaj jest umieszczony napis zapewniający o modlitwie i pamięci.
A wracając do zagadnienia Anioła Stróża... Czas teraźniejszy w pytaniu "Czy dusza Irmy Grese ma Anioła Stróża" wcale nie jest tutaj przypadkowy. W wierze katolickiej uznaje się, że Anioł Stróż jest duchowym pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem i towarzyszy mu przez całe ziemskie życie, wspiera go w chwili śmierci, jest też razem z nim w zaświatach. Po śmierci człowieka Anioł Stróż nigdzie się nie wybiera, a wręcz przeciwnie - nie odstępuje duszy nawet na krok! Idąc tym tropem można stwierdzić, że Irma Grese miała Anioła Stróża za swojego życia i ma go nawet teraz - będąc już w zaświatach. Jednym z najważniejszych zadań Aniołów Stróżów jest wspieranie człowieka w przekroczeniu progu życia i śmierci - jest to kluczowy moment, w którym decydują się też losy ludzkiej duszy. Bardzo możliwe, że to właśnie Anioł Stróż był jedyną osobą, chociaż niewidzialną, która towarzyszyła Irmie Grese w celi śmierci i to dzięki jego wsparciu mogła znaleźć w sobie pokłady odwagi, aby przejść przez tą procedurę z należytą godnością i odwagą.
4. Czy dusza Irmy Grese zostanie zbawiona?
O ocalenie swojej własnej duszy Irma Grese poniekąd sama zadbała w grudniu 1945 roku, na dzień przed egzekucją. Ze słów Helene Grese, która rozmawiała ze swoją skazaną siostrą jeszcze w areszcie w Lüneburgu można wywnioskować, że Irmie Grese zależało na rozmowie z pastorem przed wykonaniem egzekucji. Zwróciłam na to szczególną uwagę. Osoby wierzące bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że warto dobrze przygotować się do swojej śmierci, a jednym z takich etapów przygotowania jest spotkanie z osobą duchowną.
Nie inaczej było w przypadku osób skazanych na śmierć. Umożliwiono wszystkim skazanym spotkanie z księdzem lub pastorem, bo nawet dla niemieckich zbrodniarzy wiara była ważnym czynnikiem ich egzystencji. Nawet jeśli ideologia nazistowska przysłoniła możliwość aktywnego udziału w wierze ewangelickiej czy katolickiej, to na chwilę przed egzekucją skazani nie mieli już nic więcej do stracenia. Irma Grese mogła więc spotkać się z pastorem Graewe, którego nazwisko zostało zanotowane na liście osób, mogących przebywać w więzieniu w Hameln w czasie, gdy były przeprowadzone egzekucje.
Nie wiadomo, o czym dokładnie rozmawiała Irma Grese z pastorem. Może właśnie wtedy wyraziła skruchę za swoje postępowanie? Wiadomo zaś, że pastor Graewe mocno modlił się za dusze osób skazanych na śmierć, gdyż otaczał ich szczególną opieką duchową, jak zanotowano w jednym z dokumentów. Z informacji pochodzącej od Petera Wiebke, który rozmawiał z Lieschen Grese wiadomo też, że w styczniu 1946 roku Lieschen pojechała do Hameln, aby osobiście spotkać się z pastorem Graewe. Zapewne chciała dowiedzieć się jak wyglądały ostatnie godziny życia jej siostry. Pisząc swoją książkę zależało mi na tym, aby odnaleźć jakiekolwiek informacje o tym pastorze, gdyż odegrał on ważną rolę w przejściu Irmy Grese z życia do śmierci.
"W tym sensie, jeśli Irma Grese w ostatnich chwilach życia szukała duchowego wsparcia, prosiła o obecność pastora i być może w geście, który Pani opisała, chciała wyrazić nadzieję na 'Heil' - zbawienie, ocalenie duszy - to nie możemy tego lekceważyć. W języku niemieckim słowo 'Heil' rzeczywiście oznacza nie tylko 'zdrowie' czy 'ocalenie', ale także 'zbawienie'. W kontekście wiary ewangelickiej to jedno z najważniejszych pojęć, choć niestety zostało wypaczone przez ideologię nazistowską".
Czy dusza Irmy Grese zostanie zbawiona? Nigdy nie będę umiała odpowiedzieć na to pytanie. To wie tylko osoba, od której zależy zbawienie duszy człowieka. Można jedynie stwierdzić fakty i opisać to, co działo się za murami więzienia w Hameln. Ewangelicki ksiądz stwierdził w mailu, że "nie możemy tego lekceważyć" i miał rację, jeśli ktoś skazany na śmierć próbował ratować swoją duszę poprzez kontakt z osobą duchowną czy pokazywał gestem prośbę o swoje zbawienie - to były ważne znaki świadczące o głębokiej duchowości. Niewiele osób zwróciło uwagę na ten gest połączony ze słowem "Heil!". A jeśli już ktoś przeczytał słowo "Heil!" w zestawieniu z Irmą Grese wniosek mógłby nasunąć się mu tylko jeden: ta dziewczyna była zawładnięta ideologią, skoro idąc na śmierć myślała o tym, aby wykonać nazistowski gest pozdrowienia. Ale czy na pewno był to gest nazistowski? Według mnie... nie.
Zgadzam się z ewangelickim księdzem, że użyte przez Irmę Grese słowo "Heil" nie miało nic wspólnego z nazistowskim pozdrowieniem. Pewnego razu wpisałam frazę: "Co oznacza słowo Heil?" do przeglądarki, a pierwsze co zobaczyłam, wcale nie było odniesieniem do Hitlera, tylko do ewangelickiego słowa oznaczającego "zbawienie". Wtedy treść pożegnalnego listu Irmy Grese nabrała głębszego znaczenia: dziewczyna, którą wysyłano w podróż na śmierć, żegnała się ze swoją rodziną - pokazując im gest swojego błogosławieństwa i nadziei na własne zbawienie. Słowo "Heil" opisywało relację między człowiekiem a Bogiem. Myślę, że gdyby Irma Grese chciała oddać cześć Führerowi, wykonałaby pełny gest wyciągniętej ręki, a w liście dopisałaby wiadome nazwisko.
Proszę też zauważyć, że Irma Grese praktycznie w ogóle nie powoływała się w swoich zeznaniach ani w czasie przesłuchania w sądzie na czołowych przywódców Rzeszy Niemieckiej. Tylko jeden raz wspomniała o Heinrichu Himmlerze i to w kontekście tego, że ma w sobie tyle samo winy, co najwyżsi rangą dowódcy SS.
"Nie nauczamy również, że dusze zmarłych obserwują życie żyjących. Biblia mówi, że po śmierci człowiek 'zasypia' w oczekiwaniu na zmartwychwstanie ciała i życie wieczne (por. 1 Tes 4,13-18). Ciało, choć ulega rozkładowi, nie jest bez znaczenia - wierzymy w zmartwychwstanie ciała, ale nie w sensie biologicznym, lecz przemienionym, duchowym (por. 1 Kor 15)".
Śmierć jest niczym sen. Z każdego, nawet najdłuższego snu, wszyscy kiedyś się obudzimy.
5. Czego potrzebuje dusza Irmy Grese?
Skoro tak naprawdę nie wiadomo, gdzie dokładnie jest dusza Irmy Grese i co się z nią dzieje, to po co właściwie o tym pisać i się nad tym zastanawiać? Tak naprawdę nikt z żyjących nie wie, co dzieje się po tej drugiej stronie. W rozmowie o duszy niemieckiej zbrodniarki nakładają się różne problemy natury teologicznej, filozoficznej oraz etycznej: Jak pogodzić to, że Irma Grese była ewangeliczką, a ja jestem katoliczką? Czy można modlić się za osoby, które zostały przez ludzi osądzone jako sprawcy/zbrodniarze/mordercy? Czy w badaniach nad Zagładą można mówić na temat pamięci o sprawcach? Czy sprawcom Zagłady należy się godny pochówek? Czy zbrodniarze zasługują na Boże miłosierdzie i ludzkie przebaczenie?
Śmierć jest rozmową dwóch serc w ciszy cierpienia. Każdy radzi sobie inaczej ze śmiercią bliskich. Rodzina Irmy Grese z pewnością o niej nie zapomniała, a niemożność odwiedzania jej grobu (jak jeszcze istniał) na cmentarzu Wehl była wynikiem długoletniej traumy emocjonalnej po doświadczeniach z procesu sądowego oraz medialnej nagonki na tę konkretną rodzinę. Wielokrotnie już pisałam o bardzo niepokojącym zjawisku internetowego hejtu na Irmę Grese. W pewnym momencie sytuacja zaczęła się nawet wymykać spod kontroli. Jak bardzo trzeba być ogłupiałym, aby życzyć śmierci komuś, kto zmarł 80 lat temu w wyniku sądowej egzekucji? A tego typu komentarzy wobec Irmy Grese można przeczytać bardzo, bardzo wiele... Zawsze warto podjąć konstruktywną krytykę, ale nigdy nie będzie mojej zgody na pośmiertne hejtowanie zmarłych, kimkolwiek byli za życia!
Sami widzicie, że śmierć Irmy Grese otwiera nowe, bolesne rany przeszłości. Im głębiej wejdzie się w ten grób, tym więcej pojawia się pytań, na które prawdopodobnie nigdy nie znajdzie się odpowiedzi. Każdy musi rozważyć te dylematy w swoim sercu i samodzielnie się z nimi zmierzyć. Moja książka "Schnell!" jest też nieśmiałą próbą zmierzenia się z zagadnieniem: "Jak wyglądają nasze relacje ze zmarłymi?". Trzeba tych relacji powoli się nauczyć i z czasem pozwolić, aby zmarli sami nas poprowadzili we właściwym kierunku.
Jeśli mam po tych rozważaniach odpowiedzieć na pytanie o duszę Irmy Grese - tak szczerze z ręką na sercu - to rozczaruję większość osób, życzących Irmie Grese za pomocą komentarzy w Internecie, aby cierpiała męki w ogniu piekielnym: według mnie, poprzez postawę w więzieniu oraz spotkanie z pastorem, Irma Grese dobrze przygotowała się do śmierci, a tym samym uratowała swoją duszę od całkowitego potępienia.
Czego więc tak naprawdę potrzebuje dziś dusza Irmy Grese?
Odpowiedź jest tylko jedna: Świętego spokoju.
Odpowiedź jest tylko jedna: Świętego spokoju.
Zdjęcia wykonałam na cmentarzu "Am Wehl" w lipcu 2025 roku.
Zobacz też:








Komentarze
Prześlij komentarz