W dalszej części tej książki zamierzam donośnie wygłaszać długie peany na cześć kilku kobiet, które zabijały nazistów. Żyjemy w czasach, kiedy oczekuje się od nas, że będziemy szanowali wszystkich bez wyjątku i powstrzymamy się od przywalenia zwolennikom nazizmu, więc możecie sądzić, że jestem trochę niesprawiedliwa. W takim razie pozwólcie, że zapoznam was z deprawacją nazistki Irmy Grese.
Komentarz: "Deprawacja nazistki" aż razi w oczy. Nie wiadomo jakiej narodowości byli owi "naziści", którzy zostali wymienieni aż trzy razy we wstępie. Typowo amerykańska narracja. Irma Grese była Niemką. Z tekstu nie wiadomo, gdzie urodziła się Irma Grese (podano tylko, że na wsi), ani w jakim regionie. Nie podano dokładnej daty jej urodzenia ani śmierci. Styl pisania jest bardzo naiwny, infantylny: "przywalić zwolennikom nazizmu".
Irma, czasem nazywana piękną bestią z Belsen lub hieną z Auschwitz, należała do SS (Schutzstaffel), tak zwanego "elitarnego korpusu" partii nazistowskiej. SS odpowiadało za nadzór obozów koncentracyjnych, w których przeprowadzano "ostateczne rozwiązanie" – bardziej znane jako Holokaust. Irma zaczęła pracować jako strażniczka w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau w 1942 roku, a w 1945 roku przeniosła się do obozu Bergen-Belsen, gdzie została naczelniczką oddziału więźniarek. W tych już i tak okrutnych obozach koncentracyjnych słynęła ze skrajnego okrucieństwa.
Komentarz: Irma Grese była nazywana Irmą Grese. A jeśli już chcemy podać słowo, jakim ją określano w czasie jej pracy w obozie Auschwitz, to nie była to ani "Piękna bestia" ani " Hiena z Auschwitz". Najczęściej Irmę Grese określano mianem... "anioła" - od jej wyglądu. Irma Grese nie należała do SS! Ten błąd często powtarzają osoby, które nie znają systemu funkcjonowania obozów koncentracyjnych. Nadzorczynie obozowe były cywilnymi pracownicami, które podpisywały kontrakt jako pomocnice "SS-Gefolge". Irma Grese nie należała więc do żadnego "elitarnego korpusu SS"! W rzeczywistości nadzorczynie znajdowały się na najniższym szczeblu hierarchii personelu obozowego. W oczach mężczyzn z SS, lekarzy SS lub nawet zwykłych wartowników, niemieckie kobiety pracujące w obozach nie przedstawiały zbyt dużej wartości.
W tekście pominięto szkolenie Irmy Grese w obozie Ravensbrück, które trwało od lipca do września 1942 roku, po którym została w październiku wysłana do obozu Auschwitz. Irma Grese nie "przeniosła się" do obozu Belsen, gdyż żadna nadzorczyni nie mogła sama z siebie przenieść się do pracy w innym obozie. Musiała specjalnie poprosić o takie pozwolenie na pracę w obozie Belsen, aby być blisko swojego przyjaciela, podoficera SS o nazwisku Hatzinger. Wiemy to z jej własnych słów z sądowego przesłuchania.
Irma Grese nie była "naczelniczką oddziału więźniarek" w Belsen. To całkowite kłamstwo! Tak jest, jak powtarza się nieprawdziwe informacje zaczerpnięte z gazet z 1945 roku, kiedy Irmę Grese przedstawiano jako "szefową nadzorczyń" oraz "asystentkę Kramera". Irma Grese pełniła czasowo w Belsen obowiązki "kierowniczki służby pracy" - przydzielała więźniarki do pracy w konkretnych komandach.
Strażnik SS musi się naprawdę postarać, aby wyróżnić się jako wyjątkowo paskudny, zwłaszcza że jego praca polega na zaharowywaniu więźniów na śmierć, bezzwłocznym mordowaniu ich w komorach gazowych lub wstrzykiwaniu im trucizny do żył. Ale Irmie to się udało.
Komentarz: To także jest całkowite kłamstwo. Strażnicy nie musieli "starać się", aby więźniowie umierali. Więźniowie umierali w Auschwitz, poprzez wyniszczającą niewolniczą pracę, brak odpowiedniego wyżywienia, a także skandaliczne warunki sanitarne powodujące ciężkie choroby. Już to wystarczyło, aby ludzie masowo umierali. Duża liczba osób została natychmiast po przyjeździe zgładzona w komorach gazowych i działo się tak od połowy 1943 roku, a apogeum masowej eksterminacji przypadło w Auschwitz na lato 1944 roku. Truciznę wstrzykiwano więźniom najpierw do żył, a później bezpośrednio do serca i nazywało się to "szpilowaniem". Tak wyglądała śmierć Maksymiliana Kolbe w celi głodowej bloku 11. W pewnym sensie, w bardzo podobny sposób, zmarła też Irma Grese. Wykonano na niej "szpilowanie" po egzekucji, kiedy wisiała już na linie, ale jej serce jeszcze pracowało. Trucizna (chloroform) spowodowała natychmiastowe zatrzymanie akcji serca.
Strażniczki rzadko kiedy bezpośrednio popełniały morderstwa. Czasami uważano je za odrobinę bardziej litościwe od kolegów piastujących te same stanowiska. Wiele z nich nie było oddanymi członkiniami partii nazistowskiej (NSDAP), tylko miejscowymi kobietami szukającymi stabilnego zatrudnienia. (Tak na marginesie, jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli przyjąć pracę, która wyda wam się niemoralna, przypomnijcie sobie, jak źle ci ludzie zostali zapamiętani przez historię). Irma nie pasowała do tego schematu. Lubiła swoje zajęcie i choć wywierano na nią lekką presję, aby przybrać takie nastawienie, rzekomo z własnej woli zamieniła obóz w Auschwitz w "sadystyczny plac zabaw".
Komentarz: Owszem, nadzorczynie miały niepisany zakaz używania broni palnej. Natomiast w oficjalnych regulaminach i rozkazach komendantów obozów zakazywano znęcania się lub bicia więźniów. Tylko Führer mógł decydować o życiu lub śmierci osób przetrzymywanych w obozach koncentracyjnych. To prawda, że był tylko niewielki odsetek nadzorczyń, które należały do partii.
Wtrącenie w tekst o Irmie Grese adnotacji o przyjmowaniu niemoralnej pracy jest słabe. Czasami zdarza się tak, że można przyjąć nieświadomie taką pracę i w taki sposób pozyskiwano także nadzorczynie, zwłaszcza od 1943 roku. Z każdej sytuacji zawsze można spróbować się wydostać, niekoniecznie trzeba tkwić w toksycznym środowisku, a niektóre z historii nadzorczyń obozowych też to pokazywały.
Irma Grese zamieniła cały obóz Auschwitz w "sadystyczny plac zabaw"? Jedna nadzorczyni terroryzowała kilkaset tysięcy więźniów? Sami sobie odpowiedzcie, jak to brzmi...
Nic w jej przeszłości nie wskazywało na to, że tak będzie. Irma dorastała na wsi, była typowym pierwowzorem wiejskiej młodzieńczej Fräulein o blond włosach, którą naziści podziwiali. Próbowała zostać pielęgniarką, ale nie udało jej się. Pewna więźniarka Auschwitz, Vera Alexander, powiedziała PBS: "Myślałam, że jest głupiutką wiejską kmiotką. A stała się kimś tylko dlatego, że nosiła mundur i dzierżyła bat w dłoni".
Komentarz: Irma Grese nie była żadnym "pierwowzorem wiejskiej Fräulein", gdyż poza nią w Niemczech żyło jeszcze kilka milionów innych dziewcząt o blond włosach i niebieskich oczach, "które naziści (naziści!) podziwiali".
Została zdemoralizowana. Fania Fénelon, ocalała z obozów śmierci, która spisała swoje przeżycia w pamiętniku Playing for time (Granie na czas), zanotowała: "Kobiety nauczyły się bać kary w postaci jej uwagi, zwrócenie na siebie choćby cienia jej uwagi oznaczało chlast bata na sutku". Gdy w rany wdawało się zakażenie, co było naturalne w tych warunkach, Grese lubiła patrzeć, jak "lekarze" z Auschwitz je "operują".
Irma jako jedna z niewielu kobiet mogła posiadać broń i nie wahała się jej użyć przeciwko więźniarkom Auschwitz-Birkenau. Vera Alexander wspominała:
Zastrzeliła pewną kobietę, która stała przede mną. Jej mózg wylądował na moim ramieniu. Nazajutrz po selekcji Irma przyszła, żeby się ze mną spotkać. Nie chciałam z nią rozmawiać. Spytała: "Złościsz się na mnie?". Odparłam: "Prawie mnie wczoraj zabiłaś". Na to ona powiedziała: "Jedna mniej, to się nie liczy".
Komentarz: To też nieprawda. Irma Grese nie była jedną z niewielu kobiet, które posiadały broń. Wiadomo, że nadzorczynie broń palną nosiły, a zanim ją dostały do ręki powinny były ukończyć szkolenie z jej obsługi. Więźniarki nie musiały uczyć się specjalnie unikania kary od nadzorczyni. Takie były reguły obozu: bardzo wyraźnie były podane zasady zachowywania się nadzorczyń wobec więźniarek i więźniarek wobec nadzorczyń. Tak był ten świat obozowy skonstruowany. Każdy musiał znać swoje miejsce w szeregu. "Bat na sutku"? Co to ma znaczyć? Chyba, że w czasie selekcji, kiedy więźniarki musiały rozebrać się przed komisją lekarską oraz nadzorczyniami pilnującymi właściwego przebiegu selekcji.
I rzeczywiście dla Irmy to się nie liczyło. Świadkowie z obozu potwierdzili, że biła kobiety z błahych powodów, takich jak "noszenie złych butów lub pończoch". Zastrzeliła dwie kobiety, które próbowały uciec z komory gazowej. Szczuła swojego wygłodzonego psa na więźniarki, by je pogryzł lub zabił. (Wolałabym, żeby nie robiła wielu rzeczy, ale przede wszystkim by nie wciągała psa w swoje czyny, ponieważ psy są z natury dobre).
Komentarz: Nie czytałam żadnej relacji, aby Irma Grese uderzyła więźniarkę za niewłaściwe buty. Zazwyczaj więźniarki były bite za to, że stojąc boso podkładały sobie kawałki papieru pod stopy, ale to były częste sytuacje w obozie Ravensbrück. Więźniarka mogła otrzymać chłostę za kradzież chleba i butów innej więźniarce (uprzednio zgłoszoną nadzorczyni przez więźniarkę funkcyjną). Za dodatkową, nieregulaminową odzież także groziła więźniarkom kara doraźna, czyli bicie ręką lub pejczem. Wiadomo, że Irma Grese dosyć surowo pilnowała przestrzegania regulaminu obozowego, bo tak została przyuczona do tej pracy.
Irma Grese nie mogła zastrzelić więźniarek uciekających z komory gazowej, bo nadzorczynie nie miały prawa nawet zbliżyć się do obszaru, gdzie krematoria i komory gazowe się znajdowały. Nie było więc takiej możliwości, aby młoda 20-letnia nadzorczyni samodzielnie zaprowadziła więźniarki do budynku, w którym znajdowała się komora gazowa, ani nie mogła stać w jego pobliżu! Irma Grese według jednej z relacji postrzeliła więźniarki, które próbowały uciec przez okno baraku w czasie selekcji. Ale jak wiadomo, niczego konkretnie nie ustalono w tej sprawie: do dzisiaj nie wiadomo, w którym miejscu działa się ta sytuacja, kiedy to dokładnie się wydarzyło, ani kim były owe ofiary.
Po wojnie jako jedna z zaledwie trzech strażniczek usłyszała wyrok śmierci. Została zgładzona w grudniu 1945 roku, a jej ostatnie słowo brzmiało: "Szybko". Byłe więźniarki obozu koncentracyjnego otrzymały specjalne przepustki, by mogły patrzeć, jak zawisa na szubienicy.
Komentarz: To zdanie wprowadza w całkowity błąd! Wynika z niego, jakby po wojnie osądzono tylko jedną nadzorczynię - a to nieprawda! Czyli tylko Irma Grese usłyszała wyrok śmierci? A przecież razem z nią w tym samym dniu 13 grudnia 1945 roku zmarły na szubienicy w Hameln jeszcze dwie inne nadzorczynie. Absolutnie proszę nie wierzyć, że jakiekolwiek byłe więźniarki mogły obserwować egzekucje w Hameln! Poza specjalnie wybranymi świadkami, nikt inny nie miał prawa nawet zbliżyć się do więziennych murów. Autorka nie podała konkretnego dnia egzekucji ani miejsca wykonania wyroku. Dobrze, że chociaż wiedziała o ostatnim, charakterystycznym słowie Irmy Grese, które było jej prośbą o szybkie zakończenie psychicznej agonii, spowodowanej świadomym czekaniem na śmierć.
Aż się prosi, by dodać: "Jedna mniej".
Komentarz: Odbiję piłeczkę i napiszę: Uff, jedna recenzja żenującego artykułu mniej.
*
Komentarze
Prześlij komentarz