Jedenaste Przykazanie: Nie bądź obojętny!

To, co dzieje się obecnie w polskiej literaturze nawiązującej do wydarzeń II wojny światowej - jest po prostu obrzydliwe! Chęć zysku przeważyła nad prawdą historyczną. Co gorsza, więźniowie obozów koncentracyjnych stają się jedynie tłem do opisów gwałtów oraz przemocy ze strony personelu SS. We współczesnych książkach "holo-polo" zakłamuje się wizerunek nadzorczyń obozowych i wypacza reguły obowiązujące personel pracujący w obozach.
Obiecałam, że nie będę obojętna wobec przekłamań historii, dlatego napisałam trzystronicowy list do wydawnictwa "Bellona", które odpowiada za najnowszą książkę "Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz" (2026). Książka jest tak zła, że już chyba gorzej być nie może... Wykorzystywanie wizerunku osoby, która zmarła 80 lat temu w wyniku egzekucji sądowej i pokazywanie jej działalności głównie z perspektywy sadystycznej gwałcicielki lub niezaspokojonej seksualnie nadzorczyni - nie jest poprawnym sposobem na przedstawianie sprawców Zagłady!
Warto więc zastosować "Jedenaste Przykazanie": reagować i nie być obojętnym na to, co niektórzy autorzy próbują nam wmówić w swoich pseudo-historycznych publikacjach.
Chciałabym wyrazić swoje zaniepokojenie publikacją książki autorstwa Christophera Machta i Anny Lerke pt. „Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz”, która ukazała się nakładem wydawnictwa "Bellona" w maju 2026 roku.
Pragnę zwrócić uwagę na rozdział dotyczący nadzorczyni Irmy Grese, gdyż sama od wielu lat interesuję się tą postacią oraz zbieram dokumenty archiwalne na jej temat. Rozdział dotyczący Grese wydaje się być jedynie dodatkiem do „notatek” autorstwa Josefa Mengele, jednak po zapoznaniu się z jego treścią zauważyłam wiele nieścisłości oraz błędów merytorycznych. Rzekome zapiski z dziennika Irmy Grese dotyczą głównie kontaktów seksualnych tej nadzorczyni z innymi osobami z personelu obozu, a także zawierają liczne sceny gwałtów oraz kontaktów intymnych z kobietami, więźniarkami Birkenau.
Mam świadomość, że postać Irmy Grese wciąż wzbudza skrajne emocje i jest symbolem zbrodni II wojny światowej. Nie oznacza to jednak, że można tej jednej młodej nadzorczyni przypisywać zachowania lub wydarzenia, które nie znajdują potwierdzenia w dokumentach archiwalnych, bądź przedstawiają hipotezy autorów lub literackie wyobrażenia jako ustalone fakty.
Trudno uznać za przekonujące zastrzeżenie o przypadkowej zbieżności imion i nazwisk, skoro autorzy posłużyli się konkretnymi postaciami historycznymi, a osoba Irmy Grese została ukazana w sposób wyjątkowo obsceniczny, wulgarny oraz zseksualizowany. Poniżej przedstawiłam trzy przykłady, które szczególnie zwróciły moją uwagę, a które odnoszą się do nadzorczyni Grese:
• Kwiecień 1943 (str. 290) – Epatowanie przemocą i brutalnymi aktami seksualnymi, w których uczestniczą więźniarki obozu koncentracyjnego. Obóz Birkenau staje się tłem sensacyjnej fabuły: W wolnych chwilach lubię zadbać o siebie. Wyprasować mundur, zrobić piękną fryzurę czy makijaż. Lubię w tym całym syfie czuć się piękna. Tak dla kontrastu i dla podkreślenia, kto tu jest rasą panów. A najbardziej to wyczekuję spotkań i orgietek. Przybyłam tu miesiąc temu, a więźniarki już drżą na mój widok. Najbardziej gustuję w młodych, pięknych i zgrabnych Polkach. To nie tajemnica. Zmuszam je do brutalnego seksu. Mają mnie zaspokajać nawet, kiedy cierpią. Ale nie jestem lesbijką. Po prostu korzystam z okazji. Z ciał. Piękne ciała zmarnują się tylko pracując, więc zanim stracą swój wdzięk, to mam szansę trochę ich poużywać. Nie odmawiam też seksu z jakimś przystojnym esesmanem. Lubię seks grupowy,
z kobietami i mężczyznami.
• Czerwiec 1943 (str. 301) – Opis aktu seksualnego między lekarzem Josefem Mengele, a nadzorczynią Irmą Grese, który swoją wymową przypomina scenariusz ostrego filmu pornograficznego: Josef przyszedł dzisiaj do mojego domu i jak gdyby nigdy nic powiedział, że mam się rozbierać. Zapytałam go, o co chodzi, a on odpowiedział, że mam nie udawać. (...) Seks z nim był nie z tej ziemi. Wiem już, że go powtórzymy. Nie może być inaczej. Było dokładniej tak, jak myślałam, że będzie. Wziął mnie szybko i brutalnie. Bez żadnych ceregieli i pieszczenia. (…) Rżnęliśmy się jak dzikie zwierzęta.
• Listopad 1943 (str. 307) - Rozdział dotyczący nadzorczyni Irmy Grese zawiera opisy o charakterze pornograficznym, a także pedofilskim jako czynności seksualnej pomiędzy 20-letnią kobietą (nadzorczynią) a 13-letnią dziewczynką (więźniarką). Tego typu opisy godzą przede wszystkim w szacunek do Ofiar obozów koncentracyjnych: Jakiś czas temu zaczęłam uprawiać seks z więźniarką dość młodą. Robimy to często i regularnie. Ma ona jakieś kilkanaście lat. Trzynaście? Chyba coś koło tego. Jest śliczna, a ja uczę ją życia. Inna nadzorczyni, Maria Mandl, nawet powiedziała, że traktuję ją jak niewolnicę seksualną. Może i jest coś w tym, bo lubię się z nią pieprzyć sam na sam, albo z kimś. Lubię jak ona tylko przygląda się orgiom. Czasami ona odmawia, ale uczę ją, że lepiej mnie nie denerwować.
Proszę pamiętać, że wydając zgodę na publikację tego typu literatury, biorą Państwo odpowiedzialność za szerzenie wiedzy na temat wydarzeń II wojny światowej. Rozumiem, że beletrystyka korzysta z prawa do fikcji. Jednak w przypadku publikacji dotyczących Zagłady oraz bazujących na rzeczywistych postaciach historycznych, odpowiedzialność wydawcy obejmuje również ocenę, czy zastosowane środki literackie nie prowadzą do zatarcia granicy pomiędzy udokumentowaną historią a fikcją. W dzisiejszym świecie, który przesycony jest przemocą, treściami o podtekście seksualnym oraz filtrami sztucznej inteligencji, rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek etyki i moralności.
Irma Grese zmarła w wyniku egzekucji sądowej w grudniu 1945 roku w więzieniu w Hameln. Jej postać już w czasie procesu wzbudzała wiele emocji i kontrowersji. To, że Irma Grese nie żyje od 80 lat nie znaczy, że można dowolnie inspirować się historią jej życia oraz przekształcać na własny użytek, aby wzbudzić niezdrową fascynację lub podniecenie u współczesnych czytelników. Niezależnie od odpowiedzialności karnej Irmy Grese, przypisywanie jej czynów nieznajdujących potwierdzenia w źródłach historycznych nie służy ani poznaniu historii, ani kulturze pamięci. Proszę też pamiętać, że w Niemczech wciąż żyją krewni z jej rodziny, a wydarzenia z 1945 roku nadal mocno wpływają na kolejne pokolenia, zmagające się z traumą i pamięcią wojny.
Przez ostatnie dwa lata współpracowałam z niemieckimi oraz brytyjskimi historykami gromadząc materiały archiwalne na temat wydarzeń w Hameln z drugiej połowy lat 40. XX wieku. Przeprowadziłam kilka kwerend naukowych w niemieckich archiwach, aby dowiedzieć się, jak przygotowywano egzekucje oraz pochówki osób powieszonych w latach 1945-1949 na szubienicy w Hameln. W czerwcu 2026 roku przekazałam obszerny zbiór dokumentacji archiwalnej na temat nadzorczyni Irmy Grese do archiwum Muzeum Auschwitz. Zależy mi, aby każda zainteresowana osoba, pisząc artykuł prasowy, pracę naukową lub książkę beletrystyczną mogła mieć swobodny dostęp do autentycznych dokumentów archiwalnych na temat tej konkretnej nadzorczyni.
Książki takie jak "Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz" zawierające niesprawdzone informacje niepoparte kwerendą archiwalną, mogą prowadzić do podważenia społecznego zaufania do ustaleń historycznych oraz utrudniać oddzielenie faktów od fikcji literackiej. W sprawie tej publikacji skontaktowałam się z pracownikami naukowymi z Centrum Badań Muzeum Auschwitz, aby mogli zapoznać się z treścią przedstawioną w niniejszej książce. W ciągu ostatnich kilku lat pracownicy tej instytucji wielokrotnie apelowali o większą ostrożność przy wyborze autorów piszących na temat Zagłady, zwłaszcza jeśli tyczy się to publikacji o charakterze paradokumentalnym.
Jako osoba od lat prowadząca badania nad tą tematyką uważam, że zwłaszcza w odniesieniu do sprawców zbrodni obowiązkiem historyka, pisarza lub wydawcy jest zachowanie rzetelności źródłowej oraz wyraźne oddzielenie faktów od domysłów. Mała adnotacja w stopce redakcyjnej nie jest wystarczającą informacją wskazującą na fikcję literacką.
Dokonałam analizy tej publikacji pod kątem jej zawartości merytorycznej. Poniżej przedstawiam najważniejsze błędy i nieścisłości, które powielono w książce "Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz":
• Fałszywa konwencja "odnalezionego pamiętnika" – autorzy stylizują tekst na autentyczne zapiski Irmy Grese i Josefa Mengelego, choć są to całkowicie fikcyjne monologi, które mogą sprawiać wrażenie oparcia na źródłach historycznych.
• Rażące błędy chronologiczne – Irma Grese już w kwietniu 1943 r. ma znać określenie "Jędza z Belsen", mimo że w tym czasie nie służyła jeszcze w obozie Bergen-Belsen.
• Całkowicie fikcyjny romans Irmy Grese z Josefem Mengelem – książka przedstawia regularny związek seksualny między nimi, mimo że brak jakichkolwiek źródeł historycznych potwierdzających taką relację.
• Przypisanie Irmie Grese udziału w eksperymentach medycznych Mengelego – autorzy opisują jej asystenturę przy eksperymentach, choć nie ma dowodów, że pełniła taką funkcję.
• Fałszywe przedstawienie udziału nadzorczyń w selekcjach na rampie – książka sugeruje, że Grese razem z Mengelem prowadziła selekcje transportów na rampie w Auschwitz, choć selekcje należały do lekarzy SS, a nie nadzorczyń obozowych.
• Niezgodne z realiami przypisanie Grese kierowania więźniarek do domu publicznego – brak podstaw źródłowych, by twierdzić, że posiadała takie kompetencje.
• Przedstawienie obozu jako miejsca nieustannych orgii i kontaktów seksualnych załogi SS – tworzy to wypaczony obraz funkcjonowania KL Auschwitz, sprowadzając rzeczywistość obozową do sensacyjnej erotyki.
• Przypisanie Irmie Grese licznych gwałtów na więźniarkach jako faktów – kwestia jej rzekomych kontaktów seksualnych z więźniarkami nigdy nie została potwierdzona.
• Powielanie schematów literatury "holo-polo" lub nurtu nazisploitation – książka przypomina stylistyką pornograficzne "stalagi" i filmy eksploatacji pokroju "Ilsa, She Wolf of the SS", a nie publikację opartą na badaniach historycznych.
• Antropomorfizacja psa Grese – określenie psa jako "psa-nazisty", który sam wybiera ofiary do rozszarpania, ma charakter literackiej groteski, a nie opisu historycznego.
• Błędy dotyczące miejsca służby Grese w listopadzie 1944 r. – opisy jej działań nie odpowiadają rzeczywistemu przydziałowi służbowemu i sytuacji organizacyjnej obozu w końcowym okresie jego funkcjonowania.
• Brak logiki w kontaktach z więźniarkami – z jednej strony bohaterka zakłada rękawiczki, aby nie dotknąć więźniarek podczas bicia, z drugiej autorzy opisują liczne kontakty seksualne z nimi, co przeczy przedstawionej motywacji.
• Zacieranie granicy między fikcją a historią – zastosowanie pierwszoosobowej narracji i szczegółowych opisów może sprawiać wrażenie autentycznych wspomnień, mimo że są one literacką fikcją.
• Uprzedmiotowienie ofiar obozu – więźniowie i więźniarki stają się przede wszystkim tłem dla brutalnych i erotycznych scen, co odsuwa na dalszy plan rzeczywiste doświadczenia ofiar.
• Dominacja sensacji nad faktami historycznymi – zamiast rekonstrukcji realiów Auschwitz książka koncentruje się na przemocy seksualnej i szokowaniu czytelnika, co prowadzi do zniekształcenia obrazu historii.
Mam nadzieję, że w przyszłości publikacje wydawane przez wydawnictwo "Bellona" dotyczące Zagłady będą poddawane bardziej wnikliwej ocenie merytorycznej oraz redakcyjnej. Niniejsza wiadomość jest moim sprzeciwem wobec braku poszanowania tragicznej historii II wojny światowej, pamięci oraz badań naukowych, w tym także historyków, którzy swoją pracą próbują świadczyć o autentycznych wydarzeniach mających miejsce w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych.
Jeżeli zaś autorzy "odnajdą" w przyszłości jeszcze jakieś nieznane dotychczas dzienniki osób pracujących jako personel obozu Auschwitz, powinni przed publikacją skonsultować się z historykami, mogącymi poddać te sensacyjne zapiski właściwej analizie i krytyce.
Zwracam się do Państwa z prośbą o ponowną refleksję nad standardami redakcyjnymi stosowanymi przy publikacjach dotyczących Zagłady. Literatura dotycząca niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych powinna opierać się na wyraźnym oddzieleniu faktów od fikcji literackiej. Historia II wojny światowej zasługuje na najwyższe standardy rzetelności.
Zobacz też:


As I've commented before on this blog, these publications outrage me! And perhaps people feel that because Irma Grese RIP is eighty years dead, that somehow means she's not a real person - but she was and she is!
OdpowiedzUsuńI will always condemn any false or misleading reports about the female supervisors. Nobody can fool me. It’s really sad that we have to defend historical truth these days. You’re right – just because someone has been dead for 80 years doesn’t mean you can write whatever you like to their detriment. It’s all utterly disgusting…
Usuń