
Auschwitz: pornografia i makabra (18+)
"Bestsellery 'z Auschwitz' najczęściej sięgają po konwencję melodramatu, w której mimo budzących grozę przeżyć ofiar obozów i Zagłady świat po wojnie wraca do normy, dobro zwycięża zło, a ponadczasowe zasady i wartości pozostają nietknięte. (...) Chcę się zastanowić, czy naseksualizowane i zbrutalizowane obrazy przemocy w polskich bestsellerach wojennych jedynie eksploatują tę tematykę dla rozrywki, czy można potraktować je jako sposób radzenia sobie z traumatycznym doświadczeniem historycznym".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
Czuję, że dochodzę do ściany. I z bezsilności mam ochotę walić głową w mur. To, co dzieje się na polskim rynku wydawniczym sprawia, że zaciskam zęby oraz pięści i piszę kolejne recenzje na blogu, bo nic innego nie mogę w tej sprawie zrobić. I chyba ta niemoc jest najgorsza: oto wieloletnie badania historyków lub pracowników naukowych są spychane w przepaść na korzyść pseudo-literatury "holo-polo". Kicz i fikcja wygrywają z prawdą i rzetelnością naukową - w takich czasach przyszło nam żyć i karmić się "wiedzą" na temat Zagłady.
Rzecz jasna należy pokazywać i piętnować złą literaturę - taką, która robi więcej szkody niż pożytku. I nie zamierzam milczeć, kiedy coraz to nowi autorzy próbują zniekształcać wizerunek nadzorczyń obozowych. Niestety znowu wszystko kumuluje się w osobie Irmy Grese. Nie rozumiem, co ta dziewczyna zrobiła współczesnym ludziom, że tak bardzo jej nienawidzą?
Przykład zdjęcia wygenerowanego przez AI.
Napiszę wprost: ręce precz od Irmy Grese!
Jeśli ktokolwiek zamierza tworzyć teksty oparte jedynie na opisach skrajnej przemocy, sadyzmu oraz scen nasyconych erotyką, a wręcz pornografią - dla własnego dobra - niech sobie zaoszczędzi podejmowania trudu takiej "twórczości" literackiej już w momencie otwierania programu do tworzenia publikacji.
Nie jest to żadna groźba, bardziej ostrzeżenie lub przestroga. Wydając publikację pod swoim nazwiskiem autor może narazić się na ośmieszenie lub otwartą krytykę ze strony bardziej świadomych czytelników lub osób pracujących w instytucjach i placówkach edukacyjnych oraz muzealnych, których działalność dotyczy pamięci Zagłady. Polski rynek wydawniczy zna już takie przypadki, kiedy autor literatury pseudo-historycznej potrafił krytykować negatywną recenzję od badacza naukowego i wchodzić z nim w publiczną polemikę, uparcie trwając przy swojej racji. Po takiej wymianie zdań, nagłośnionej odpowiednio przez media społecznościowe - przegranym może być tylko ktoś, kto uważa siebie za "mądrzejszego od Boga".
Wybrałam trzy najohydniejsze książki "holo-polo", w których występuje postać Irmy Grese, zaprezentowana w sposób urągający jakimkolwiek kryteriom czy standardom literatury "opartej na faktach" - jak zapewne chcieliby widzieć te publikacje ich autorzy. Te trzy książki to całkowita FIKCJA LITERACKA! Ich autorami są: Alberto Vázquez-Figueroa, pisarz z Hiszpanii (rok urodzenia: 1936); Reyes Monforte, pisarka także pochodząca z Hiszpanii (rocznik 1975) oraz niemiecki autor Christopher Macht, (urodzony w 1976 roku), który często wspomina o swoich polskich korzeniach. Wszystkie trzy książki osobiście zamówiłam i przejrzałam, aby móc zacytować ich fragmenty - są one na tyle obsceniczne, że według mnie tego typu literatura powinna być kierowana wyłącznie do osób pełnoletnich.
Przykłady literatury "holo-polo", w której pojawia się postać Irmy Grese.
"Bestia z Auschwitz i Blond Anioł. Obie kołysały biodrami, ale Grese mocniej kręciła pupą - zapewne celowo".
Niewinnie brzmiący tytuł książki "Pocztówki ze Wschodu" zawiera w sobie wszystko to, co najgorsze jeśli chodzi o merytoryczną stronę opisywanych wydarzeń z obozu Auschwitz, a raczej całkowity jej brak. W książce występują, poza więźniarkami, trzy postaci z personelu obozu: Josef Mengele, Maria Mandl oraz Irma Grese. Wszystkie zostały przedstawione poprzez całkowicie seksualną perwersję swoich czynów wobec uwięzionych kobiet: są tam wielokrotne gwałty, jest aborcja, są tortury i jest... lizanie ciał więźniarek. Trzymajcie się więc mocno!
"Bestia miała na sobie niedzielny strój. Był nieskazitelnie czysty, doskonałego pomnika władzy i porządku nie burzyły żadne zagniecenia ani plamki. Obszerna skórzana peleryna osłaniała białą koszulę, czarny krawat, szarą marynarkę i długą spódnicę. Jedwabne pończochy, które co niedzielę otulały nogi Mandel, za każdym razem przyciągały wzrok Elli. (...) Mandel miała długie, smukłe nogi, proporcjonalne do ramion i szczupłych dłoni. Jej palec wskazujący budził większą panikę niż szczekanie psów, które często zabierała ze sobą wyłącznie po to, by zastraszyć więźniarki. W niektóre niedziele rezygnowała ze skórzanych oficerek, ale tego dnia było zimno i od rana padał deszcz. Te buty były nieodzownym elementem stroju każdej szanującej się strażniczki. Później Ella będzie musiała wypolerować je pastą na błysk; znowu zedrze sobie skórę z dłoni, a potem trudno jej będzie usunąć czarną, lepką maź o przenikliwym zapachu, która zawsze zostaje między palcami".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 46.
Nie da się nie zauważyć bardzo wyraźnego fetyszu butów w książkach "holo-polo". Każdy esesman lub nadzorczyni noszą czarne oficerki, w których więźniowie mogą się przeglądać, jak w lustrze. Te wysokie, błyszczące oficerki zawsze musi pucować jakaś więźniarka. Buty nadzorczyń są książkowym atrybutem ich władzy oraz cierpienia wobec więźniów, którymi sprawcy je kopią. W rzeczywistości każda nadzorczyni miała w swojej garderobie dwie pary wysokich wojskowych butów. Była to część ich uposażenia służbowego.
"Grese była pomocnicą Mandel i jedną z jej najpilniejszych uczennic; nie pozostawała też w tyle, jeśli chodzi o okrucieństwo. Roztaczała wokół siebie intensywny zapach wody różanej, zawsze była idealnie umalowana i uczesana. W zamian za życie oraz dodatkowe racje zupy i chleba powierzyła pieczę nad swoimi blond włosami francuskiemu więźniowie, który przed wojną pracował jako fryzjer w jednym z najlepszych paryskich salonów piękności".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 47.
Jeśli więc kiedyś będąc w Birkenau poczujecie nagle w powietrzu zapach wody różanej, już wiecie, kogo możecie się spodziewać za swoimi plecami... W książce "Pocztówki ze Wschodu" można też poznać kilka "mądrości" Irmy Grese, np. taką: "Jedyną rzeczą, która sprawia mi większą przyjemność niż strzelanie do więźniarek, jest strzelanie do ciężarnych więźniarek, bo mam świadomość, że eliminuję dwoje wrogów Hitlera" (str. 212).
Josef Mengele parokrotnie dokonuje gwałtu na żydowskiej więźniarce o imieniu Ella, głównej bohaterce książki "Pocztówki ze Wschodu". Jedna ze szczegółowo opisanych scen gwałtu dzieje się w domu komendanta Auschwitz, Liebehenschela, w czasie przyjęcia dla personelu SS.
"Wychodząc z salonu, Mengele dał znak strażnikowi, którego zabrał ze sobą na kolację: mężczyzna odczekał kilka minut, po czym złapał Ellę za ramię i zmusił ją do pójścia za lekarzem. Nikt niczego nie zauważył - nikt poza szesnastoletnią więźniarką, która pracowała w rezydencji jako służąca. Dziewczyna doskonale wiedziała, że jej jedynym ratunkiem będzie dyskrecja.
Weszli po schodach prowadzących na piętro. Korytarz tonął w półmroku rozjaśnionym przez nieliczne lampy umieszczone w strategicznych miejscach. Esesman podprowadził Ellę pod przedostatnie drzwi i kazał jej wejść do pokoju.
W pokoju również panował mrok, rozświetlany jedynie blaskiem wpadającym przez dwa okna. Kiedy oczy Elli przywykły do ciemności, zaczęła rozpoznawać kontury mebli: fotel, okrągły stół z czterema krzesłami, dużą szafę, biurko, toaletkę z lustrem... To właśnie w nim dostrzegła pomarańczowy punkcik. Dopiero po chwili zrozumiała, że tylko odbicie. Po drugiej stronie pokoju stał doktor Mengele. czekał na nią, paląc papierosa ze złotym ustnikiem. Kiedy się zaciągał, końcówka rozżarzała się, wydobywając z mroku jego widmową twarz. Przez przerwę pomiędzy jedynkami wydmuchiwał dym.
- Podejdź. No już - rozkazał, stając przy oknie.
Ella posłusznie się zbliżyła. dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. Poczuła charakterystyczna woń niemieckiego tytoniu, cuchnący oddech i słodkawy zapach rumu. Uciekła spojrzeniem i wbiła je w podłogę, tak jak ją nauczono.
- Podnieś głowę.
Dziewczyna utkwiła wzrok w złotym guziku niemieckiego munduru. Tylko na tyle się odważyła. Dłonie Mengelego uniosły jej twarz i odwróciły ją w stronę okna. Przez chwilę spoglądał na ciągnący się od czoła do policzka ślad po uderzeniu Mandel. Palce lekarza przejęły władzę nad skórą Elli: przebiegł opuszkami po świeżej ranie. Kiedy skończył, rozpiął jej bluzę, potem koszulę, a wreszcie rozebrał ją do naga. Dziewczyna drżała, podczas gdy doktor śledził wzrokiem trasy, które wcześniej przemierzyła szpicruta Bestii. W pokoju było zimno, a paraliżujący strach nie działał rozgrzewająco. Mengele odwrócił ją, żeby dokładniej obejrzeć rany. O dziwo żadna nie krwawiła. Miała szczęście. Gdyby została wychłostana batem, miałaby teraz skórę w strzępach. Mengele badał jej okaleczone plecy, delikatnie, w milczeniu. Słyszała jego ciężki oddech, nieco świszczący, zapewne wskutek palenia. Nie wiedziała, co z nią zrobi, miała jednak świadomość, że jeszcze nie zaczął. Wreszcie odwrócił ją do siebie twarzą i zapytał:
- Mandel?
Odpowiedziało mu milczenie Elli, która znów wbiła wzrok w drewnianą podłogę.
- Uważaj, żeby nie wpaść w ręce Irmy, ona dosłownie zedrze z ciebie skórę. Zauważyłem, jak patrzyła na ciebie dziś przy torach i później, podczas koncertu. Lubi ładne rzeczy, ma słabość do piękna, ale nie wystarcza jej jego podziwianie; musi je zniszczyć, to silniejsze od niej. Widziałem jak chłoszcze piersi najpiękniejszych więźniarek batem owiniętym celofanem. Znęca się nad nimi tak długo, aż oszpeci im twarze. A potem wysyła je do mnie, żebym spróbował przywrócić im dawny wygląd. I błaga, żebym zrobił to bez znieczulenia. Nie odchodzi na kok od stołu operacyjnego, nie chce, żeby cokolwiek ją ominęło: krzyki bólu, widok żywego mięsa i krwawiących ran... Myślę, że sprawiają jej szczególną przyjemność.
Rejestr głosu Mengelego w żadnym momencie się nie zmienił. Ella wiedziała, że doktor mówi prawdę. Słyszała o okrucieństwie i sadyzmie Irmy Grese, ale nigdy z ust mężczyzny, z którym strażniczka podobno dzieliła łóżko i szeroki wachlarz perwersyjnych zabaw. Grese słynęła z bestialstwa, ze zwierzęcej drapieżności, która pchała ją do strzelania do więźniarek i spuszczania psów na dzieci, a także z nimfomanii: uprawiała seks z esesmanami, w tym z doktorem Mengelem i jej ukochanym Josefem Kramerem, i zmuszała najurodziwsze więźniarki do udziału w orgiach, po których zawsze trafiały do komory gazowej. Ella znała plotki krążące na temat Irmy Grese - nazywanej w obozie Blond Aniołem - ale w tym momencie to nie jej się bała.
- Ma obsesję na punkcie Cyganek - ciągnął Mengele. Jego oddech przypominał bolesne stękanie. - Podobnie jak Rudolf Höss. To cię ratuje, chociaż nie wiem, na jak długo. Obserwowała cię przez cały dzień: twoje oczy, włosy, skórę, twarz, piegi, a zwłaszcza piersi. Nawet ja nie mam nad nią kontroli, kiedy upatrzy sobie jakąś piękną kobietę. A ty jesteś piękna. Trzymaj się od niej z daleka, od jej bicza i jej psów".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 223-225.
Coś mi przypomina ten fragment... Może książka powinna mieć tytuł "50 twarzy Josefa Mengele"? Lub wprost: "Opowiadania erotyczne Z AUSCHWITZ".
"Z ust Mengelego nie padło już więcej żadne słowo. Zaczął całować ciało Elli, zdrętwiałe, znieczulone strachem i poczuciem bezsilności, sparaliżowane nie tyle wskutek wcześniejszej chłosty, ile w wyniku nieoczekiwanego zachowania lekarza. Spodziewała się brutalnej napaści, on tymczasem potęgował napięcie, pieszcząc jej rany. Wciąż była pewna, że w którymś momencie przypuści atak. Nie mogło być inaczej - każde spotkanie z tym człowiekiem ubranym w schludny mundur kończyło się użyciem przemocy.
Tego wieczoru kolejny raz ją zgwałcił, nie przejmując się tym, że ktoś może wejść do pokoju. Nie obchodziło go, że znajdują się w domu komendanta, że na parterze przebywa całe kierownictwo obozu. Był pewien, że nie poniesie żadnych konsekwencji. (...)
Przy kolejnych natarciach jej ciało obijało się o szybę w oknie. Nie zamknęła oczu. Rzadko je zamykała, kiedy była bita czy gwałcona. 'Lepiej wbij wzrok w jakiś nieruchomy punkt i skup na nim całą uwagę', poradziła jej Alicja, domyśliwszy się, co robią jej Mengele i Mandel".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 226-227.

Nadzorczynie chodzą parami po całym obozie, bo nie mają nic innego do roboty. Kołyszą zawadiacko biodrami lub kręcą pupą i zawsze pojawiają się w miejscach, w których czuć zapach krwi oraz śmierci - takie opisy najczęściej pojawiają się w książce "Pocztówki ze Wschodu".
"Tymczasem na korytarzu pojawiły się Maria Mandel i Irma Grese. Bestia z Auschwitz i Blond Anioł. Obie kołysały biodrami, ale Grese mocniej kręciła pupą - zapewne celowo. Chciała się wyróżniać, nawet u boku swojej mistrzyni. Mandel zresztą wcale to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - napawało ją dumą. Obie wyglądały jak rasowe Aryjki: starannie uczesane, szykowne. Grese zawsze malowała się jak aktorka filmowa, Mandel wolała naturalność. Kilka więźniarek widziało, jak Blond Anioł ćwiczy przed lustrem miny, spojrzenia i śmiech, jak przekrzywia głowę, gestykuluje, pociera palcami zęby. Wyszykowały się jak na przyjęcie. Ich żarłoczne spojrzenia mówiły same za siebie: zwabił je tu zapach krwi i śmierci. Ktoś musiał je poinformować o narodzinach bliźniąt. Ella poczuła wodę różaną, którą codziennie zlewała się Grese. Była przekonana, że perfumy to jej kolejny sposób na znęcanie się nad więźniarkami (...). Miejsce Grese zawsze pachniało różami".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 399.
Rozbawił mnie krótki fragment z rowerem. W książce personel SS korzysta z jednego, starego roweru. I robi z niego użytek na wszystkie możliwe sposoby:
"Kapitan SS przyjechał rowerem, z którego zwykle korzystała Irma Grese, a czasami także Maria Mandel - rozklekotanym, ze skręconą, nienadającą się wyprostować kierownicą, pokrytym odrapaną białą farbą (choć deportowani regularnie go odmalowywali). Dźwięk rowerowego dzwonka budził popłoch wśród więźniów: zwiastował, że nadciągają esesmani, którzy mogli zdzielić ich kijem, batem, karabinem albo czymkolwiek, co akurat mieli pod ręką. Jeśli zerwał się łańcuch, Irma Grese używała go do chłostania swoich ofiar. Rower był nie tylko praktycznym, ale i rozrywkowym środkiem transportu".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 343-344.
Rzecz jasna personel SS mógł korzystać z wielu rowerów, jednak trzeba było zostawiać je w stojakach specjalnie do tego przygotowanych. Nie można było stawiać rowerów pod ścianami dowolnych budynków, gdyż więźniowie mogliby próbować zabrać taki porzucony lub niezabezpieczony rower. A tutaj w książce personel SS musi korzystać z jednego zniszczonego roweru, a jeśli spadnie łańcuch, Irma Grese bije nim więźniarki, po czym zapewne znowu go zakłada i... jedzie dalej. Rzeczywiście, bardzo rozrywkowy rower!
"Motyw zakazanej miłości (w wersji melodramatycznej) lub przemocy seksualnej (w odmianie erotycznego horroru) między esesmanem a więźniarką to zresztą prawdziwy topos bestsellerów 'z Auschwitz'. Tu, jak w innych polskich powieściach, żydowskość bohaterki nie odgrywa żadnej roli: wbrew realiom historycznym nie stanowi dla niej podstawy tożsamości ani nie stwarza specjalnego niebezpieczeństwa w trakcie wojny i po osadzeniu w obozie".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
Przykład zdjęcia wygenerowanego przez AI.
Na koniec pozwólmy jeszcze wykazać się Marii Mandel. Ona też uwielbia znęcać się erotycznie nad więźniarką Ellą. Traktuje ją jak swoją maskotkę lub seksualną zabawkę.
"Lęki Elli zawsze znajdowały potwierdzenie. Nienawidziła tego. Nie próbowała się bronić, kiedy Mandel zdarła z niej bluzkę i rzuciła ją twarzą na kanapę. Łatwo pozwoliła się obezwładnić: nie wyrywała się, nie uchyliła przed ciosem. Zrezygnowała z oporu, bo wiedziała, że na nic się on nie zda, tylko pogorszy sytuację. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą. Czekała na kolejny atak, nawet nie zastanawiała się, jaką przybierze postać. Tymczasem Mandel dotknęła jej skóry w dolnej części pleców. Miała lodowate dłonie. Ella odruchowo się skuliła.
- Nie wierć się, bo tylko wszystko pogorszysz - ostrzegła ją Bestia.
Posłuchała i leżała nieruchomo, pozwalając, by Mandel zdecydowała o jej losie".
"Pocztówki ze Wschodu", str. 475-476.
"Przemoc w obozie, włącznie z seksualną, jest ukazywana jak spektakl, na który w świecie przedstawionym patrzą więźniowie i esesmani, na innym poziomie (…) Popularne powieści często oskarża się o kicz i pornografię, choć używa się tych zarzutów raczej do wyrażenia krytycznej oceny niż opisania zjawiska. Oskarżenie o pornografię może dotyczyć komercjalizacji poważnego tematu, etycznego odrętwienia, wreszcie właśnie voyeurystycznej fascynacji. W istocie jednak chodzi o łamiący podstawową zasadę narracji o Zagładzie brak empatii wobec ofiar".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
"Nie rozumiała, co zamierza strażniczka, do momentu, aż coś wbiło się w jej ciało. Ostrze noża albo jakiejś inne broni haratało jej skórę w okolicach lędźwi. Nie przeszyło jednak tkanek, po prostu zrobiło płytkie nacięcie. Nie poczuła silnego bólu, raczej pieczenie. Mandel wyryła jej na plecach literę 'M'; chciała uwiecznić swoje wspomnienie na skórze żydowskiej pupilki. Zazwyczaj znaczyła więźniarki jak bydło, wypalając im swoje inicjały rozżarzonych żelazem. Ella przypomniała sobie bliznę w kształcie dwóch 'M', którą pokazała jej Alicja. (...) Ella niczego nie widziała, bo leżała z twarzą wciśniętą w kanapę, odgadła jednak, że Bestia z zadowoleniem kontempluje swój podpis. Poczuła intensywne pieczenie w dolnej części pleców i łaskotanie płynącej krwi.
Nagle po jej skórze przebiegło coś lepkiego. Zemdliło ją, kiedy zorientowała się, że Mandel liże jej ranę, jakby chciała ją oczyścić i wypolerować. Przesuwała po niej językiem, raz po raz. Wstręt sprawił, że dziewczyna ledwo usłyszała słowa, które Mandel wydyszała nad jej karkiem.
- Będę zawsze przy tobie. Nigdy nie zniknę z twojego ciała ani z twoich myśli, nie pozbędziesz się mnie stąd - powiedziała, muskając palcami 'M', które wycięła na skórze swojej ofiary. - Ciesz się, że nie podpisałam ci się na czole. Albo, że nie wyryłam ci swastyki. Nasza relacja przewyższa ideologię"
(...)
Ella wiedziała, że nigdy nie zdoła wymazać tego wspomnienia - ani z ciała, ani z myśli. Że nigdy nie ucieknie z tego miejsca ani od tej kobiety, nawet gdyby za chwilę obóz wyzwoliła cała Armia Czerwona wspierana przez aliantów. Było już na to za późno. Jak zwykle. Tak jak sprawiedliwość. |
(...)
W tym momencie Ella zrozumiała, na czym polega kara Bestii. Nigdy nie zdoła opuścić Auschwitz, nawet jeżeli nogi poniosą ją za druty, nawet jeżeli ktoś ją wyzwoli. Była to podwójna kara: psychiczna i fizyczna. Perwersyjny, doskonały plan.
"Pocztówki ze Wschodu", str. 475-477.
Nie chcemy takich "pocztówek" z Auschwitz! Wyrzućmy je wszystkie do kosza!
Przykład zdjęcia wygenerowanego przez AI.
"A potem wzięła moją twarz w swoje dłonie, pocałowała mnie długo i popchnęła na łóżko, wykrzykując: - Ależ sprytna jest ta moja Cyganka!".
Teraz dwie książki wydawnictwa "Bellona". Tak obrzydliwe, że ich miejsce powinno być na odseparowanej półce pod nazwą "Szmira z Auschwitz". Gmeranie w majtkach Irmy Grese to specjalność autorów książek "holo-polo". Tak jakby postać młodej nadzorczyni z Auschwitz zamykała się jedynie w sztywnych ramach pornografizacji Holokaustu. Jaki cel przyświeca pisarzom wydającym tak wątpliwe jakościowo publikacje? Chęć zszokowania społeczeństwa? Wywołanie niezdrowego podniecenia? Komercjalizacja cierpienia, estetyzacja przemocy, a może jest to jedynie chęć czystego i błyszczącego - niczym oficerki - zysku ze sprzedaży?
Wydana w 2014 roku po raz pierwszy na polskim rynku książka "Piękna Bestia" z podtytułem: "Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen" od razu pokazuje, jakiego tematu będzie dotyczył tekst. Z okładki, na której zamieszczono zdjęcie Irmy Grese z aresztu w Celle, czytelnik dowiaduje się, że była najbardziej okrutną i krwawą kobietą w historii świata. A także perwersyjną sadystką - jakże by mogło być inaczej?! Podana jest także błędna godzina jej zgonu: 9:34. A jak wiadomo, Irma Grese zmarła o godzinie 10:03.
W książce pojawia się przewodni motyw czynności seksualnych o charakterze pedofilskim: "Jej historię (Irmy Grese - przyp. J.Cz.) opowiada kobieta, która mając 12 lat, została seksualną niewolnicą Grese. Wiemy już, że książkowa Irma Grese pachniała różami. I wiemy też, że bardzo lubiła seks z nieletnimi więźniarkami, niemalże jeszcze dziećmi. Obowiązkiem seksualnych nałożnic Grese było utrzymanie jej mieszkania w idealnym stanie, przygotowywanie obiadów i kolacji; musiały być czyste, uperfumowane oraz dyspozycyjne o każdej porze dnia i nocy" - czytamy ze streszczenia fabuły na tylnej okładce.
"- Otoczony maleńkim ogródkiem dom wznosił się tuż obok obozu zagłady. Przez okna widać było mury i kominy; były tak blisko, że Irma - co lubiła podkreślać i z czego się cieszyła - mogła 'chodzić do pracy spacerkiem'. Dom był duży, jasny i ładnie umeblowany; można by go nawet uznać za przytulny, gdyby nie to, że każdy metr ściany i każdy mebel pokrywały symbole nazistowskie albo zdjęcia Adolfa Hitlera. Piękna Bestia odnosiła się do niego z uwielbieniem graniczącym z histerią; zresztą w tamtych czasach w Niemczech 'histeria' i 'hitleryzm' były w zasadzie pojęciami tożsamymi".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 75.
Napiszę wyraźnie: to jest chore! Cała ta książka nadaje się do wyrzucenia do kosza! Nic nie jest prawdą, a tym bardziej to, że Irma Grese mieszkała w uroczym domku niedaleko obozu Auschwitz i miała do własnej dyspozycji 12-letnią romską więźniarkę, którą mogła gwałcić, kiedy tylko chciała... Irma Grese w czasie swojej pracy w obozie Auschwitz otrzymała zakwaterowanie w budynku Stabsgebäude, gdzie mieszkała razem z innymi nadzorczyniami w pokojach dwu- lub trzyosobowych. Nie musiała pozyskiwać więźniarki, aby ta jej robiła obiady czy kolacje, gdyż posiłki jadła w kantynie - obozowej stołówce przeznaczonej dla personelu SS. Budynek kantyny zachował się do dzisiaj i znajduje się dość blisko Stabsgebäude.
"Od razu zaznaczyła, że daje mi 'w prezencie' trzy życia. W zamian za nie ja miałam wykonywać wszystkie jej rozkazy, nie okazując nawet cienia niezadowolenia. Moim obowiązkiem było odtąd utrzymywanie jej 'domostwa' w idealnym stanie, przygotowywanie każdego obiadu i kolacji, i to bez względu na to, czy ona przyjdzie, czy nie. Poza tym miałam być ładna, czysta, uperfumowana i...'dyspozycyjna'. O każdej porze dnia i nocy...".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 75.
Opisywanie postaci i zachowania Irmy Grese w książkach "holo-polo" lub, jak kto woli: "holo-porno", zawsze łączy się nierozerwanie z zagadnieniami życia seksualnego sprawczyń z obozów koncentracyjnych. Irma Grese przestawiana jest jako zdeprawowana, wyuzdana kobieta regularnie gwałcąca więźniarki, całkowicie poddane jej woli oraz sadystycznym fantazjom.
"Zrozumienie zachowania Irmy w normalnym kontekście jest trudne, a bez uwzględnienia komponentu seksualnego - wręcz niemożliwe. Wyjaśnię panu tylko - i na tym na razie poprzestańmy - że moja 'dyspozycyjność' miała ograniczać się do bycia biernym obiektem. Miałam akceptować wszystko, czego miała ochotę spróbować, a także to, kiedy i jak tę ochotę przejawiała. No, i jeszcze od czasu do czasu okazywać, że sprawia mi to przyjemność. Ja byłam tylko śliczną Cyganką, zmuszoną do zachowywania się jak te laleczki, co to mówią, płaczą albo zamykają oczy na życzenie ich właścicielek".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 76.
Książka napisana jest w formie wywiadu z byłą więźniarką, która przeżyła kilka obozów koncentracyjnych i była tytułową "seksualną niewolnicą" Irmy Grese. Co gorsza, kiedy ta publikacja ukazała się po raz pierwszy na polskim rynku, miałam ogromną nadzieję, że jest to książka naukowa o Irmie Grese. Kupiłam ją, ale już po przeczytaniu kilku stron wiedziałam, że zderzyłam się boleśnie z betonem.

W budynku Stabsgebäude, gdzie zakwaterowane były nadzorczynie, znajdowała się także pralnia ubrań personelu SS. Pracowały tam zazwyczaj więźniarki "Świadkowie Jehowy". Pralnia znajdowała się w piwnicach. Nie było więc żadnej potrzeby, aby jedna Irma Grese miała do własnej dyspozycji osobistą więźniarkę zajmującą się dbaniem o czystość ubrań. Tak naprawdę to nadzorczynie musiały dbać o wygląd swoich uniformów i same też najczęściej czyściły wysokie buty wojskowe. Mogły kazać więźniarkom wyczyścić buty lub jakąś część garderoby, ale nie działo się to nagminnie. Nadzorczynie bały się fizycznego kontaktu z więźniarkami, a za dotknięcie nadzorczyni lub części jej ubrania - groziła kara doraźna. W Auschwitz nie było też żadnej osobistej służby dostępnej 24h na dobę...
"Wietrzyłam jej mundury i pucowałam oficerki tak długo, aż mogłam się w nich przejrzeć. We wtorki i w soboty musiałam przygotowywać kolację dla jej gości; prawie zawsze byli to funkcjonariusze i strażniczki, ale nigdy więcej niż pięcioro. Jedli, pili i godzinami śpiewali hymny patriotyczne, zwłaszcza gdy mieli dobre wieści o postępach wojny. Czasami jeszcze o świcie byli pijani jak bele, bo libacje kończyły się orgiami, w czasie których Irma nie ściągała jedynie butów. (...) Pewnej nocy młody porucznik, wypiwszy za dużo, wsadził mi rękę pod spódnicę, a potem ją powąchał i oznajmił, że to prawdziwa esencja fiołkowa. Irma rzuciła w niego nożem, który wbił się w kredens, i poszła do sypialni, skąd po chwili wróciła z pistoletem. Wtedy jednak koledzy zdążyli już wywlec tego szaleńca na zewnątrz i tam wrzeszczeli na niego, przypominając mu, że człowiek, który odważył się obrazić Irmę, był człowiekiem martwym ".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 77.
Tak, zapamiętajcie to zdanie: "Człowiek, który obraził Irmę, był człowiekiem martwym". No dobrze, dość tych bzdur! W książkach "holo-polo" bardzo często można zaobserwować zaburzoną hierarchię oraz relacje służbowe. Nadzorczynie obozowe mają więcej praw niż mężczyźni z SS - to one mogą im rozkazywać, a oni, oficerowie lub podoficerowie - boją się o własne życie! Mężczyźni są przerażeni niespodziewaną reakcją Irmy Grese, a za obrazę nadzorczyni podoficer może zostać wysłany na front wschodni. W rzeczywistości nadzorczynie musiały stosować się do rozkazów mężczyzn z personelu SS, którzy byli ich przełożonymi - tak samo lekarze SS mieli nadrzędne prawo wydawania rozkazów nadzorczyniom.
"Byli to funkcjonariusze SS, grupy zbrojnej najstraszniejszej na świecie, ale wtedy widać było po nich, jak bardzo są przestraszeni. Gorąco zapewniali Irmę, że głupi porucznik zostanie natychmiast wysłany na front".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 77.
"Literatura piękna, która przyjmowałaby perspektywę nazistowskiego oprawcy, objęta była tabu. Powieści pisane z tego punktu widzenia zaczęły się pojawiać w ciągu ostatnich trzech dekad – przy znaczącym oporze krytyków i historyków. Autorzy i autorki popularnych książek nie uczestniczą jednak w tych sporach, wobec czego możemy obserwować rozwój całego podgatunku 'powieści z Auschwitz', które eksplorują terytorium identyfikacji ze sprawcą przemocy. (...) To ustawia czytelników w pozycji perwersyjnych podglądaczy, przerażonych i podekscytowanych widzów brutalnej sceny erotycznej. (…) Powieści pisane z perspektywy pierwszoosobowej dają wgląd w wyobrażone życie uczuciowe oprawców w trakcie ich działalności. Obozy w tych powieściach stanowią przestrzeń do realizacji sadystycznych fantazji załogi, która nie zajmuje się właściwie niczym innym".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
Przykład zdjęcia wygenerowanego przez AI.
"Pewnej nocy zawołała mnie do swojej sypialni. Gdy przyszłam i czekałam, aż każe mi się rozebrać powoli, tak jak lubiła, ona pomachała jakimiś papierami, które trzymała w ręce, i niespodziewanie spytała:
- 'Parzyste czy nieparzyste?'.
Powiedziałam, że nie rozumiem, o czym mówi, a ona wyjaśniła mi:
- 'Te maciory potrafią tylko jeść i srać, więc muszę uwolnić świat od połowy z nich. Wybieraj, które mam wyeliminować: parzyste czy nieparzyste?'.
Odmówiłam odpowiedzi, starając się wyjaśnić jej, że nie może zrzucać na mnie odpowiedzialności, gdyż nagle zrozumiałam, na czym polega szatański pomysł jej chorego umysłu. (...)
- 'Doskonale! jeśli moja śliczna Cyganeczka nie chce obciążać swojego sumienia winą za skazanie połowy zdzir, to przypuszczam, że chce policzyć sobie jako zasługę uratowanie połowy macior. - Potrząsnęła energicznie trzymanymi dokumentami i zapytała: - Kogo wolisz uratować? Parzyste czy nieparzyste? I ostrzegam: jeśli nie zdecydujesz szybko, załatwię je wszystkie'.
Wiedziałam, że mówi poważnie, bo dla nich więźniarki nie były ludźmi, dlatego po chwili namysłu odpowiedziałam, żeby uratowała nieparzyste. Chciała wiedzieć, dlaczego akurat tak wybrałam, więc jej wyjaśniłam, że jeśli była ich parzysta liczba, to nie miało znaczenia, ale jeśli było ich nie do pary, to tę jedną więcej ratowałam w ten sposób od śmierci. Nie od razu to pojęła, ale sprawdziła listę, zobaczyła, że jest ich sto trzydzieści sześć i zaśmiała się, ubawiona. A potem wzięła moją twarz w swoje dłonie, pocałowała mnie długo i popchnęła na łóżko, wykrzykując:
-'Ależ sprytna jest ta moja Cyganka!'. ".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 79.
Tego typu opisy dotyczące ofiar Zagłady raczej umniejszają powagi tematu niż podchodzą z szacunkiem do eksterminacji ludzi w obozie Auschwitz. Irma Grese nigdy samodzielnie nie dokonywała selekcji, zawsze robili to lekarze SS, do czego byli zobowiązani służbowo. A już z pewnością nadzorczynie samodzielnie nie brały list transportowych lub nie tworzyły spisu więźniarek w wybranym bloku, aby je następnie kierować do komory gazowej, bez wiedzy swoich przełożonych.
"Taka była Irma; wszyscy wiedzieli, że spała z częścią dowództwa SS i że wystarczył jeden jej telefon, aby wyeliminować kogokolwiek; fakt ten budził zrozumiałą grozę. Ta jej pozycja jednocześnie sprawiła, że moja matka i brat wciąż żyli, a ja sama, 'jej śliczna narzeczona', mogłam swobodnie poruszać się po okolicy obozu zagłady, w czym żaden z członków budzącego strach gestapo nie odważyłby się mi przeszkadzać".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 79.
Ten fragment to całkowita fantazja! Załamuję ręce, że ktokolwiek mógł napisać takie kłamstwa i jeszcze to wydrukować. Więźniarka obozu Auschwitz chodzi sobie gdzie i kiedy chce, po okolicy, a nikt z załogi obozu nie może jej tego zabronić, bo przecież boi się... pistoletu Irmy Grese. I zsyłki na front wschodni rzecz jasna. Telefon od Irmy Grese mógł spowodować to, że eliminowano personel, który odważyłby się przeciwstawić nadzorczyni? Więźniarka jako "narzeczona" Irmy Grese? Chyba sami widzicie, jak to wygląda? Poza tym w obozie Auschwitz nie było gestapo... tylko Wydział Polityczny, który kierował przesłuchaniami więźniów. Podległ on pod zewnętrzną jednostkę gestapo, jednak w... Katowicach.
"Paradoksalnie, w polskich 'powieściach z Auschwitz' łatwiej o identyfikację z nazistowskimi oprawcami niż o zakwestionowanie polskiej 'obsesji niewinności'. Podwójna pozycja czytelnicza pozwala przemocy nie wychodzić poza ramy konserwatywnej narracji wojennej: czytelnicy identyfikują się zarówno z okrutnymi oprawcami, jak i z etycznymi świadkami, z podnieconymi podglądaczami i niewinnymi obserwatorami. W ten sposób polscy czytelnicy i czytelniczki, choć fascynują się okrucieństwem, nie tracą moralnego kompasu i wciąż ufają jasnej narracji o polskiej historii".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
"W tamtym czasie Irma mogła utrzymywać 'relacje intymne' ze wszystkimi aniołami i wszystkimi diabłami, bo do jej łóżka dwa razy w tygodniu trafiało troje lub czworo kobiet i mężczyzn. Przez to właśnie, przez te tłumy przewijające się przez jej łóżko, nie jestem w stanie dziś określić, z kim ona spała, a z kim nie...O ile ja pamiętam, miała co najmniej dwie aborcje, a ja w takie 'ostre' noce zamykałam się w swoim pokoju i chowałam głowę pod poduszkę. Czasami, kiedy w orgii uczestniczyły tylko kobiety, zmuszała mnie, żebym się temu przyglądała".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 80.
Trzeba zmienić ustalenia badań historycznych. Dom publiczny w Auschwitz nie znajdował się w bloku nr 24. On znajdował się w... łóżku Irmy Grese, w małym domku na obrzeżach obozu.
"Irma, przez siedem miesięcy więziona, wyszydzana i pogardliwie traktowana przez własne koleżanki, weszła na szubienicę tym samym pewnym i władczym krokiem, jakim codziennie chodzi 'do pracy', a kiedy kat chciał jej pomóc, powiedziała tylko: 'Pospiesz się!'.
Została powieszona za szyję, 13 grudnia 1945 roku, tuż po swoich dwudziestych drugich urodzinach. Dokładnie trzy godziny wcześniej, na tym samym sznurze, powieszono jej kochanka i wspólnika, Josefa Kramera. Przypadł jej w udziale wątpliwy honor bycia najmłodszą kobietą straconą zgodnie z angielskim prawem".
"Piękna Bestia. Opowieść seksualnej niewolnicy Jędzy z Belsen", str. 231.
Irma Grese nie wchodziła na szubienicę, a kat nie musiał jej pomagać podając rękę, gdyż na brytyjskiej szubienicy nie było żadnych schodów - to już wcześniej ustaliliśmy. Irma Grese została powieszona "za szyję", bo w ten sposób wykonywano wyroki śmierci i trudno byłoby mi wyobrazić sobie, że powieszono ją za nogi, albo za ręce. Była drugą osobą powieszoną (za szyję) w dniu 13 grudnia 1945 roku. Pierwszą była Elisabeth Volkenrath. Josef Kramer nie był kochankiem ani wspólnikiem Irmy Grese, tylko jej przełożonym: kierownikiem obozu w Birkenau oraz później - komendantem obozu w Belsen.
Szybko! Kończy już recenzję tej książki!

Przykład zdjęcia wygenerowanego przez AI.
"Wziął mnie szybko i brutalnie. Rżnęliśmy się jak dzikie zwierzęta".
Książkę Christophera Macht pt. "Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz" wydaną w Polsce w 2026 roku, czyta się niczym scenariusz bardzo ostrego i brutalnego filmu porno. To najobrzydliwsza publikacja, jaką miałam okazję do tej pory przeczytać, a której bohaterami są autentyczni nazistowscy sprawcy z obozu Auschwitz. To jest literackie dno dna i nie wierzę, że wydawnictwo "Bellona" zgodziło się wydrukować ten tekst, a może po prostu ktoś z redakcji nie zapoznał się dokładnie z jego treścią?
Główna część książki dotyczy działalności Josefa Mengele w obozie Auschwitz, natomiast kilkadziesiąt ostatnich stron to "pamiętnik" Irmy Grese. Obie części pisane są w pierwszej osobie, a sam autor znany jest z takiego sposobu ujmowania tematu zbrodniarzy. Tworzy imitację przypadkowo odnalezionych "dzienników" niemieckich zbrodniarzy, które nie były do tej pory znane. W ten sposób "odnalazł" już pamiętniki Hitlera, Goebbelsa, Himmlera, a ostatnio także Josefa Mengele oraz Irmy Grese. Zapędził się do tego stopnia, że Irma Grese już w kwietniu 1943 roku wiedziała, że więźniarki nazywają ją... "Jędzą z Belsen". Tak... to jest naprawdę ciekawe i niezwykle... "odkrywcze".
"Czerwiec 1943 roku. Dalej nie wierzę, że to się stało. Było wspaniale, zupełnie tak, jak się spodziewałam. Wiedziałam, że jesteśmy tak dopasowani! To, że od pierwszej chwili poczułam więź porozumienia to nie przypadek. Josef przyszedł dzisiaj do mojego domu i jak gdyby nigdy nic powiedział, że mam się rozbierać. Zapytałam go, o co chodzi, a on odpowiedział, że mam nie udawać. (...) Seks z nim był nie z tej ziemi. Wiem już, że go powtórzymy. Nie może być inaczej. Było dokładniej tak, jak myślałam, że będzie. Wziął mnie szybko i brutalnie. Bez żadnych ceregieli i pieszczenia. Kiedy rozebrałam się, to nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem, a on nie pytał mnie o żadne pozwolenia na swoje czyny. Nie obchodziło go, czy złamie moje granice, czy nie.
Nie całował mnie, nie dotykał mnie tak, jak to pokazują w kinie. Wziął mnie bez cienia romantyzmu. Nie było czasu do stracenia. Rżnęliśmy się jak dzikie zwierzęta. On ciągnął mnie za włosy i uderzał po pośladkach. Po wszystkim nawet na mnie nie spojrzał, tylko trzasnął drzwiami i wyszedł. Bez słowa".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 301.
Cała część "Hiena z Auschwitz" dotycząca Irmy Grese przesycona jest hiper przemocą oraz scenami upojnego seksu z Josefem Mengele oraz... więźniarkami. W tekście jest duża liczba błędów merytorycznych dotyczących pracy nadzorczyń obozowych i ogólnego funkcjonowania obozu Auschwitz. Czytając ten tekst można mieć wyobrażenie, że załoga SS codziennie gwałciła więźniów lub sama oddawała się cielesnym rozkoszom. A co jest chyba w tym wszystkim najgorsze to fakt, że tego typu literatura "holo-porno" szarga pamięć samych Ofiar, które zostały ukazane w negatywnym świetle - jako osoby zmuszone do brutalnych aktów seksualnych z załogą SS lub będące tłem dla pierwszoplanowych postaci dwójki bohaterów.
"Sierpień 1943 roku. Josef wraca do mnie regularnie. Jego spojrzenia w trakcie pracy mówią mi wszystko. Wiem, że zawita do mnie w wolnym czasie tylko po to, by mnie posiąść. Nigdy nie odzywa się do mnie w trakcie, jego jedno spojrzenie w progu, a ja już zrzucam z siebie ubranie. Zauważyłam, że Mengele lubi zrobić to szybko, zapiąć spodnie i wyjść. Tu nie ma miejsca na tworzenie więzi".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 304.
W książce Christophera Macht, Irma Grese odbywa regularne stosunki seksualne z Josefem Mengele, asystuje przy jego operacjach doświadczalnych, razem z nim przeprowadza selekcje NA RAMPIE (czego w rzeczywistości nigdy nie robiły nadzorczynie obozowe!), a także wysyła wybrane przez siebie więźniarki do obozowego domu publicznego.
"Lipiec 1944 roku. Dawno nie pisałam. Mam teraz dużo na głowie. Dużo seksu, dużo spotkań z Josefem. Pieprzymy się właściwie co kilka dni. On już doskonale wie, jak mnie zaspokoić. I tylko na seksie poprzestajemy. (...) Nie pisałam też, bo mamy dużo więźniarek i sporo pilnowania, a ja staram się o awans. Co z tego wyniknie, zobaczymy. Dużo nadzorowania, dużo eksperymentów, spotkania towarzyskie... To wszystko sprawiło, że odrzuciłam na chwilę pamiętnik. Jednak wracam, bo teraz każdy pisze takie zapiski. Widziałam, że Mengele także pisze swoje. Może kiedyś pokaże mi, co tam sobie zapisuje. Jestem tego szalenie ciekawa".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 315.
Obrzydliwe opisy stosunków seksualnych Irmy Grese z polskimi więźniarkami dopełniają ohydy tej książki i godzą w pamięć Ofiar. Nigdy nie ustalono, czy Irma Grese faktycznie miała jakiekolwiek kontakty seksualne z więźniarkami i czy "degustowała" w Polkach. Wielokrotnie na ten temat wypowiadali się też pracownicy naukowi Muzeum Auschwitz.
"Kwiecień 1943 roku. (...) W wolnych chwilach lubię zadbać o siebie. Wyprasować mundur, zrobić piękną fryzurę czy makijaż. Lubię w tym całym syfie czuć się piękna. Tak dla kontrastu i dla podkreślenia, kto tu jest rasą panów. A najbardziej to wyczekuję spotkań i orgietek. Przybyłam tu miesiąc temu, a więźniarki już drżą na mój widok. Najbardziej gustuję w młodych, pięknych i zgrabnych Polkach. To nie tajemnica. Zmuszam je do brutalnego seksu. Mają mnie zaspokajać nawet, kiedy cierpią. Ale nie jestem lesbijką. Po prostu korzystam z okazji. Z ciał. Piękne ciała zmarnują się tylko pracując, więc zanim stracą swój wdzięk, to mam szansę trochę ich poużywać. Nie odmawiam też seksu z jakimś przystojnym esesmanem. Lubię seks grupowy, z kobietami i mężczyznami".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 290.
Tego typu opisy były charakterystyczne dla "stalagów", pornograficznej literatury brukowej, której akcja działa się w obozach koncentracyjnych, a których popularność przypadła na lata 60. i 70. w Izraelu. Książka "Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz" jest niczym odgrzewany scenariusz najgorszego filmu klasy B, wzorowanego na "Ilzie - Wilczycy SS".
"Listopad 1944 roku. Rozmawiałam dziś z doktorem Kremerem. Skarżył się na mnie, oczywiście w żartach, że przeze mnie jego pacjentki są zbyt zmęczone. To miał być dla mnie taki komplement. Dzięki mnie więźniarki pracują dużo i ciężko. Nawet dwadzieścia godzin dziennie, jak trzeba. Gdy nie mają siły to ja mam swoje argumenty. Pejcz zawsze działa. Zawsze go mam przy sobie. Został wykonany na moje zamówienie, to stal i celofan splecione razem. Jest udekorowany perłami. Wygląda przepięknie i zadaje ogromny ból".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 322.
Roześmiał mnie fragment książki o psie-naziście. Pies Irmy Grese sam potrafi zadecydować kogo rozszarpie. Zresztą sami przeczytajcie:
"Czasami szczuję też psa - owczarka niemieckiego - na nich. On lubi sobie kogoś rozszarpać na strzępy, widać, że to pies-nazista. Albo obrażam, wyzywam, szarpię, biję więźniarki. Często wkładam rękawiczki, jak leję więźniarkę, bo nie chcę się ubrudzić. A nierzadko krew tryska jak szalona. Podobnie działa kopanie".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 322.
Warto zwrócić uwagę na książkową datę tego wpisu: listopad 1944. W tym konkretnym czasie Irma Grese nie pracowała już w obozie BIIc, tylko na odcinku budowlanym BIIb - w nowo utworzonym obozie kobiecym. Obóz Auschwitz był powoli ewakuowany. W grudniu krótko pełniła funkcję nadzorczyni raportowej, po czym została przeniesiona do obozu macierzystego. To, że nadzorczynie zakładały rękawiczki do uniformu nie znaczyło tylko tego, że "nie chciały się ubrudzić", co raczej chciały uniknąć potencjalnego kontaktu "skóra do skóry" i ewentualnego zakażenia od którejś z więźniarek. W książce Irma Grese zakłada rękawiczki, kiedy bije więźniarkę, ale w czasie kontaktu seksualnego z ciałami więźniarek już się nie boi? Całkowita bzdura!

I na koniec chyba najohydniejszy i najbardziej szokujący fragment tej książki. Kiedy go przeczytałam, to myślałam, że mam przewidzenia. Musiałam go przestudiować kilka razy, aby zrozumieć, co właśnie zarejestrowały moje oczy i umysł. Niestety ten tekst w takiej formie został zamieszczony w książce "Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz".
"Listopad 1943 roku. Jakiś czas temu zaczęłam uprawiać seks z więźniarką dość młodą. Robimy to często i regularnie. Ma ona jakieś kilkanaście lat. Trzynaście? Chyba coś koło tego. Jest śliczna, a ja uczę ją życia. Inna nadzorczyni, Maria Mandl, nawet powiedziała, że traktuję ją jak niewolnicę seksualną. Może i jest coś w tym, bo lubię się z nią pieprzyć sam na sam, albo z kimś. Lubię jak ona tylko przygląda się orgiom. Czasami ona odmawia, ale uczę ją, że lepiej mnie nie denerwować".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 307.
To opis czynności seksualnych o charakterze pedofilskim! Jest zamieszczony w książce dostępnej do kupienia w polskich księgarniach stacjonarnych oraz internetowych. Każdy może kupić tę książkę, nawet osoba małoletnia i zetknąć się z tą traumatyczną treścią. A jak wiadomo młody człowiek często nie potrafi odróżnić faktów od fikcji...
W polskim kodeksie karnym (art. 200) jest wyraźny zapis, że: "Kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. (...) Karze określonej w § 3 podlega, kto prowadzi reklamę lub promocję działalności polegającej na rozpowszechnianiu treści pornograficznych w sposób umożliwiający zapoznanie się z nimi małoletniemu poniżej lat 15".
Tekst opisujący FIKCYJNY seks, a raczej wielokrotny gwałt dokonywany przez 20-letnią kobietę na 13-letniej dziewczynce, można uznać za rozpowszechnianie treści pornograficznych! Na okładce nie ma żadnej informacji wskazującej na to, jakiego rodzaju treść znajduje się w środku. Nie ma podanego ograniczenia wiekowego. Te treści są ogólnodostępne w każdej polskiej księgarni, w której jest dostępna książka Christophera Macht. Myślę, że tutaj przekroczono już wszelką granicę przyzwoitości i moralności. Na tym etapie powinno natychmiast zareagować wydawnictwo, nie dopuszczając na etapie korekty tego konkretnego fragmentu książki - a nie zrobiono tego! Dlaczego?
Autor od pierwszych zapisanych zdań idzie w zaparte twierdząc, że książka zawiera autentyczne wspomnienia nazistowskich sprawców. Jedyna zmianka wskazująca na to, że książka jest fikcją literacką znajduje się w stopce redakcyjnej i brzmi: "Niniejsza publikacja mimo nadanego jej charakteru paradokumentalnego jest fikcją literacką, a zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa". PRZYPADKOWA? Czy ten krótki zapis jest wydawniczym "dupochronem", mającym odsunąć ewentualne skargi historyków, badaczy lub członków rodzin opisanych w książce osób, których imiona i nazwiska są "przypadkowo" zbieżne z autentycznymi postaciami z przeszłości?
"Trzymacie w rękach wspomnienia zbrodniarzy wszechczasów. Bodaj najsłynniejszego niemieckiego lekarza (choć ten naród wydał wielu wybitnych przedstawicieli tej profesji o nieposzlakowanej opinii), którego brutalne działania w Auschwitz do dzisiaj wzbudzają przerażenie i strach, podobnie jak jego przydomek 'Anioł Śmierci'. Jednak nie działał on sam. W Auschwitz pracowała jeszcze jedna osoba, którą na pewno kojarzy wielu więźniów, a zwłaszcza więźniarek. Kobieta, którą nazywano 'Piękną Bestią'. Często określano ją też jako 'najbardziej sadystyczną nadzorczynię', bo swym pejczem z perłami katowała aż do śmierci. Razem tworzyli duet kochanków... Najstraszliwszy w historii. Irma Grese i Josef Mengele".
"Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz", str. 11.
Z tego fragmentu można wywnioskować, że Josef Mengele oraz Irma Grese byli jedynymi pracownikami obozu Auschwitz. Przydomek "Piękna Bestia" został nadany Irmie dopiero po wojnie i procesie sądowym. I nie, Irma Grese nie była "najbardziej sadystyczną nadzorczynią". Jako jedna z młodszych kobiet z personelu SS-Gefolge nie była aż tak powszechnie znana w obozie Auschwitz, jakby chcieli to widzieć dzisiejsi pisarze książek "holo-polo". Była jedną z około 200 nadzorczyń, które pracowały od 1942 do 1945 roku na terenie obozu Auschwitz. I nie miała pejcza z perłami, tylko z celofanu, który wyglądał jak szkło, co sama powiedziała w czasie sądowego przesłuchania. Nie ma także żadnych dowodów na to, aby Irma Grese poza kontaktami służbowymi, utrzymywała bliskie, a zwłaszcza erotyczne relacje z lekarzem SS.
"Powieść popularna nie lubi bohaterów zbiorowych, ponieważ nie stanowią oni łatwego obiektu do identyfikacji. Wskazuje to na istotny wybór historycznej koncepcji nazizmu i Zagłady: światem powieści nie rządzi żadna ideologia, najważniejsze okazują się indywidualne wybory sprawców kierujących się przyjemnością zabijania. (...) Tu całe zło i okrucieństwo zostaje uznane za cechę charakterystyczną pojedynczego człowieka, wobec czego czytelnikom łatwo uznać mordercę za dewianta, a nie wyraziciela społecznej normy. Sprawców skrajnej przemocy nie traktuje się jak członków szerszej grupy, a czasem w ogóle nie jak ludzi".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
Przykład zdjęcia wygenerowanego przez AI.
Jakby tego było mało, problem dotyczy również szkalowania osoby zmarłej, bo jak wiadomo, w książce wykorzystano wizerunek i personalia zmarłej osoby, Irmy Grese, ośmieszający ją i pokazujący w jak najgorszym świetle. Przypominam, że jej krewni wciąż żyją (nawiązałam kontakt z jednym z nich) i mają prawo dochodzić swoich praw o poszanowanie godności osoby zmarłej, co fachowo nazywa się "chronionym dobrem osobistym kultu pamięci po bliskiej osobie zmarłej"! Tak, nawet Irma Grese jest dla kogoś "dobrem osobistym", gdyż łączy się to z używaniem jej nazwiska rodowego, które noszą także jej krewni DZISIAJ.
To na żyjących spoczywa obowiązek "pamięci prawdziwej" - podawania sprawdzonych informacji dotyczących osoby zmarłej, nawet jeśli jej nazwisko okryło się hańbą zbrodni czy egzekucji sądowej. Pisanie fikcyjnych pamiętników lub podszywanie się pod umysły nazistowskich zbrodniarzy - nie jest właściwym sposobem na mówienie o sprawcach Zagłady! Podważa to wieloletnią pracę historyków oraz badaczy, uniemożliwia szerszemu odbiorcy otrzymanie rzetelnej wiedzy.
Tym bardziej jest to smutne, kiedy pomyślę, że autor tej książki mieszka w Niemczech.
"Ciągłe odtwarzanie okrucieństwa, bólu i grozy służy przekonaniu samego siebie, że przemoc nie jest ani niebezpieczna, ani przerażająca. Podniecenie seksualne spełnia ważną funkcję tłumienia wszechogarniającego niepokoju i zakrywania stojącej za nim traumy. W opisanych przeze mnie 'powieściach z Auschwitz' jest oczywiście mnóstwo scen budzących grozę. Zarazem jednak przez swój seksualny charakter wywołują one ekscytację. Można więc powiedzieć, że nie zniknęły wszystkie ślady traumatycznego doświadczenia, została ich jedynie homeopatyczna ilość: wystarczająca, żeby oddziaływać emocjonalnie, ale zarazem nie tak duża, aby wymknęła się spod kontroli".
Jan Borowicz "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra".
Spójrz w piękne AI-oczy Irmy Grese i przyznaj się, ile książek "holo-polo" przeczytałeś?
*
Sprawę tych trzech publikacji zgłosiłam pracownikom Centrum Badań Muzeum Auschwitz i chociaż mam świadomość, że niewiele można zrobić, aby wydawnictwa faktycznie wycofały nakład lub wystosowały sprostowanie - to milczenie badaczy (nie tylko ofiar Zagłady, ale także jej sprawców) byłoby w tej sytuacji najgorszym sposobem ukazania skali problemu.
W swoim opracowaniu "Schnell!" napisałam, że Irma Grese spotkała na ławie oskarżonych w Lüneburgu prawdziwego potwora: ludzką nienawiść. Trwa ona nieustannie od 1945 roku, gdyż to my, współcześnie żyjący ludzie nadal jesteśmy takimi samymi potworami, nieznającymi żadnych moralnych zahamowań przy wydawaniu własnych osądów, czerpiącymi zyski z czyjejś tragedii życia i śmierci.
Marian Turski, były więzień obozu Auschwitz, wielokrotnie przypominał, że "Auschwitz nie spadło z nieba". Idąc tym śladem, można dziś stwierdzić, że literatura "holo-polo" również nie spadła nam nagle z nieba... Jedenaste Przykazanie "Nie bądź obojętny!" to zawołanie, które odnosi się dziś nie tylko do kultury pamięci Zagłady samych Ofiar, ale także do sprawców, których wizerunek jest coraz bardziej zniekształcany i wypaczany przez autorskie fantazje literackie lub filtry sztucznej inteligencji.
W czerwcu 2026 roku przekazałam do archiwum Muzeum Auschwitz obszerną dokumentację dotyczącą nadzorczyni Irmy Grese, a także procesu sądowego w Lüneburgu oraz egzekucji w Hameln. Jeśli ktoś chciałby w przyszłości napisać rzetelny tekst naukowy, przygotować reportaż lub film dokumentalny na ten temat - ma teraz możliwość wglądu w dokumentację zawierającą archiwalia z wielu europejskich i amerykańskich zasobów.
Powtórzę jeszcze raz: ręce precz od Irmy Grese!
Zawsze reagujmy na hejt czy nienawiść, także wobec sprawców, którzy zostali już osądzeni ręką ludzkiej sprawiedliwości, umierając w egzekucjach wiele lat temu. I nie bądźmy obojętni.
Fragmenty opracowania naukowego "Polskie bestsellery 'z Auschwitz'. Pornografia i makabra" autorstwa Jana Borowicza, pochodzą z czasopisma "Teksty Drugie", 2023 - link!
Zobacz też:
Komentarze
Prześlij komentarz