Powrót do Hameln: Co dalej, szary człowieku?

"Co dalej, szary człowieku?" to tytuł książki Hansa Fallady, w której autor opisuje zmagania zwykłych ludzi walczących o swoją egzystencję i godność w obliczu kryzysu ekonomicznego w Niemczech w latach 30. XX wieku. Chociaż osobiście nie doświadczam podobnych problemów co bohaterowie książki Fallady, to tytułowe pytanie z okładki często dźwięczy mi w głowie, zwłaszcza teraz, po dwóch latach archiwalnej kwerendy oraz czasu spędzonego z dokumentami osób powieszonych w więzieniu w Hameln.

No właśnie, co dalej?

Znalazłam się w miejscu, które bardzo dobrze zna każda osoba prowadząca badania naukowe: kiedy kończy się pewien etap, ale jednocześnie zaczyna nowy rozdział w swojej pracy. Mam świadomość, że napisanie publikacji oraz aneksu, to jeszcze nie wszystko. To dopiero zaliczenie jednego z kilku etapów długiej podróży. A jeśli chodzi o kontakt z powieszonymi osobami, czy to w formie ich duchowej obecności czy archiwalnych dokumentów - trzeba nastawić się na wiele trudnych i wymagających doświadczeń. "Ciche, małe wydarzenia z Hameln", jak eufemistycznie określono egzekucje sądowe w jednym z brytyjskich dokumentów - pomimo upływu lat, wciąż są... delikatną sprawą.

Można przyjechać do Hameln i patrzeć na trawnik, pod którym między 1945 a 1954 rokiem rozkładały się ciała 91 powieszonych osób. I chociaż dzisiaj nic już nie wskazuje na to, co działo się w tym miejscu w przeszłości, pomimo, że promenadą nad rzeką Wezerą spacerują uśmiechnięci ludzie, a z hotelowego lobby dobiegają radosne głosy odpoczywających turystów - to emocjonalna pamięć miejsca pozostaje niezmienna: ktoś kiedyś tu był, cierpiał psychicznie, a potem umarł. I pochowano go w ziemi obsadzonej kwitnącymi kwiatami.

W tym miejscu znajdowało się "zachodnie skrzydło" więzienia w Hameln
oraz dziedziniec, gdzie grzebano powieszone osoby. Lipiec 2025

Mam wiele gorzkich przemyśleń od listopada 2024 roku, od kiedy zaczęłam korespondować z osobami z różnych krajów i zbierać źródła oraz dokumenty archiwalne. Powoli z mroków przeszłości oraz wielu historycznych naleciałości lub przeinaczeń, udało mi się wydobyć prawdę lub przynajmniej jej część oraz opisać wydarzenia zza murów "Zuchthaus Hameln". 

Z pewnością moim największym rozczarowaniem było odkrycie faktu, że nikt z niemieckich lub brytyjskich badaczy nigdy nie opisał szczegółowo całego etapu przygotowań do egzekucji na niemieckich zbrodniarzach w Zachodnich Niemczech pod jurysdykcją Brytyjskiej Armii Renu. Znane lub opisane zostały jedynie pojedyncze przypadki, a zamieszczenie w artykule prasowym czy tekście naukowym zdjęć Irmy Grese oraz Josefa Kramera nie oznaczało tym samym wyczerpania tego tematu! 

Nikt nie sprawdził całościowo dostępnych archiwaliów ani sygnatur, a ich numeracja zmieniała się parokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu lat. To mogło spowodować chaos w dokumentacji, której część wciąż pozostawała utajniona. Nie ma też nigdzie zamieszczonej dokładnej bibliografii archiwalnej z podziałem na konkretne placówki oraz sygnatury pojedynczych dokumentów. To jak błądzenie we mgle: wiadomo, że coś jest, ale nie wiadomo, gdzie tego szukać. Znalezienie konkretnych dokumentów było niczym wygrana na loterii. Sygnatury pozyskiwałam z dostępnych, zagranicznych publikacji naukowych, a po szczegółowej analizie przypisów w kilku książkach - zamawiałam dokumenty, nie mając pewności, co tak naprawdę znajdę pod wskazanym numerem.

Nikt z polskich badaczy Zagłady nigdy nie podjął się opisania tematyki egzekucji sądowych w Hameln na niemieckich zbrodniarzach. Do Polski docierały mgliste echa wydarzeń z Niemiec od 1945 roku, kiedy powieszono pierwszą grupę skazanych osób. Jedyne dostępne teksty naukowe to opracowania brytyjskie oraz niemieckie. Nie biorę tutaj pod uwagę książek typu "Piękna Bestia" amerykańskiego profesora historii Daniela Patricka Browna - jest w niej tak duża ilość błędów merytorycznych, że nie można uznać tego opracowania za rzetelną analizę biograficzną. 

Ze strony niemieckiej największą wiedzą dysponuje historyk mieszkający w Hameln, pan Bernhard Gelderblom, który od lat 80. prowadzi szeroko zakrojone badania nad nazistowską przeszłością tego miasta oraz całego regionu. Napisał także kilka artykułów prasowych dotyczących powojennych egzekucji sądowych na niemieckich zbrodniarzach. Natomiast ze strony brytyjskiej, największe wsparcie otrzymałam od Richarda Clarka, który od 30 lat bada przypadki egzekucji sądowych oraz posiada ponadprzeciętną wiedzę o tym, jak wygląda proces umierania człowieka na szubienicy, także w czasach współczesnych.

Tak, ten temat wciąż jest w kręgu zagadnień określanych jako "tabu". Ponieważ łączy się z tematyką sprawców Zagłady lub innych nazistowskich zbrodni, a także dotyka niemieckiej post-pamięci wojennej, rozliczenia się z przeszłością własnego kraju oraz współudziałem bliskich w zbrodni przeciwko ludzkości. Kwatera "CIII" może być symbolicznym miejscem trudnej pamięci, ale także miejscem nauki dla przyszłych pokoleń: z głębokich anonimowych grobów nieustannie płynie przestroga kierowana do współczesnych ludzi, aby nie powtarzać błędów z przeszłości. 

Brak całościowego opracowania tematu egzekucji sądowych, a także ekshumacji czy wydarzeń z Hameln w latach 70. i 80. XX wieku, koncentrujących się wokół cmentarza "Am Wehl", a przede wszystkim "kwatery powieszonych" oznaczonej jako "CIII" - otworzyły mi nową przestrzeń do działalności naukowej. Skoro jest luka - należy ją wypełnić! 

Spacery po cmentarzu "Am Wehl" stały się okazją do wielu ważnych refleksji...

Co dalej z historią powieszonych osób? Jak wziąć za nią odpowiedzialność? Tej opowieści nie zakończyła pierwsza seria egzekucji w grudniu 1945 roku - trwała do 1949 roku, kiedy zmarła ostatnia powieszona osoba w murach więzienia w Hameln. Nie zakończył jej też 1954 rok, gdy ostatecznie zdemontowano brytyjską szubienicę, a szczątki przeniesiono na miejski cmentarz "Am Wehl". Traumatyczna śmierć powieszonej 22-latki okazała się szczytem naprawdę potężnej "góry lodowej". Większość tej góry nadal pozostaje ukryta pod powierzchnią wody, tylko czasem udaje mi się wziąć głęboki oddech i zanurzyć głowę pod tę powierzchnię, próbując otworzyć oczy i coś dojrzeć w zimnej wodzie. 

Tak właśnie wygląda mój obecny etap zbierania dokumentacji egzekucyjnej i ekshumacyjnej: jak zanurzanie głowy w lodowatej wodzie. Próbuję wytrzymać w niej jak najdłużej i dojrzeć jak najwięcej elementów, które pominęłam przy poprzedniej kwerendzie. Ale wiadomo - nie da się tkwić w takim położeniu w nieskończoność, inaczej kontakt z tego typu dokumentami zbyt mocno wpłynie na psychikę samego badacza.  

Aby nie zderzyć się z tą "górą lodową", historię powieszonych osób trzeba sobie "dawkować". Dlatego też postanowiłam rozdzielić swoje własne opracowanie na trzy części, a raczej na część główną oraz dwa aneksy. Inaczej nie ogarnie się rozumem tej traumy ludzi, którzy umierali na szubienicy w Hameln. Nie jest to tylko śmierć skazanych, ale także emocje ich bliskich: matek, ojców, mężów, żon, córek, synów, sióstr, braci, dalszych krewnych, a nawet znajomych czy przyjaciół (tzw. "grupa eskpozycji"). Z dzisiejszej perspektywy badań psychologicznych wiadomo, że każda nienaturalna śmierć (wypadek, samobójstwo lub jak w przypadku osób skazanych - egzekucja) członka rodziny, może wpłynąć negatywnie na życie nawet 135 osób, spokrewnionych bezpośrednio lub pośrednio ze zmarłym. Osoby te pozostały z bardzo silnym urazem psychicznym, który towarzyszył im często do końca ich własnego życia. Bardzo wyraźnie pokazał to przypadek Irmy Grese: jej rodzeństwa oraz ojca, który nie chciał rozmawiać o tym, co stało się z jego córką. Helene Grese opowiadając w wywiadzie w 1987 roku o swojej zmarłej siostrze, wciąż bardzo emocjonalnie przeżywała wydarzenia z przeszłości.

Potwierdzenie tego zjawiska znalazłam w archiwum miasta Hameln, kiedy w 2025 roku przeglądałam pierwszą część dokumentów dotyczących egzekucji sądowych. Mnogość listów pisanych do zarządu brytyjskiego w latach 40., 50., aż do lat 70. czy 80. XX wieku świadczy o tym, że bliscy powieszonych osób nie pogodzili się z ich stratą lub chcieli godnie pochować swoich krewnych. W 1986 roku ostatecznie odebrano im tę możliwość.

Fragment "Modlitwy z Ravensbrück" zapisałam w księdze pielgrzyma katedry Münster.

Żeby jednak nie było aż tak pesymistycznie... 

Udało mi się ustalić wiele kwestii, pominiętych przez historyków w poprzednich dziesięcioleciach. W 2026 roku jest otwarty dostęp do większości dokumentów. Można kontaktować się bezpośrednio z archiwami, można uzyskiwać odpowiedzi na pytania oraz zamawiać kopie dokumentów w formie cyfrowej, co jeszcze kilkanaście lat temu było nieosiągalne. A z pewnością nie było osiągalne dla kogoś, kto nie pracował naukowo i nie miał pisma polecającego z uczelni lub instytucji. To otwiera nowe możliwości pracy dla osób, które chcą prywatnie prowadzić kwerendy i zbierać dokumenty. Bardzo lubię bezpośredni kontakt z placówkami archiwalnymi, bardzo cenię sobie też możliwość osobistego przeglądania dokumentacji, gdyż nic nie zastąpi emocji związanych z dotykaniem pożółkłych papierów, na których zapisano historię czyjegoś życia, ale także i śmierci. 

Wracam więc do Hameln, aby dokończyć kwerendę naukową. To wszystko, co mogę zrobić dla powieszonych osób, aby pokazać prawdę o tamtych wydarzeniach. Wciąż też jestem zaskoczona objętością tej podwodnej części "góry lodowej", czyli ilością dokumentacji jaka pozostała po tych osobach. Gdyby nie to, że były to egzekucje sądowe, a więc wyroki śmierci wykonywano w imieniu prawa, dziś niewiele byłoby śladów istnienia tych 200 osób. Kawałek po kawałku można, pomimo różnych trudności, odkrywać ślady po ludziach, których los zaprowadził na brytyjski szafot. 

Pomimo, że droga odkrywania prawdy z przeszłości jest dla mnie fascynującym, ale też bardzo trudnym emocjonalnie doświadczeniem - nie zamierzam z niej póki co rezygnować. Nadal chcę także słuchać opowieści lustrzanego "szczura numer 9" z hotelu "Stadt Hameln", patrząc bez obaw w jego zawsze czujne, błyszczące oczy... 

Zobacz też:

Komentarze


Popularne posty:

Translate