Braunsteiner: "Polowanie na bestię z Majdanka"

"Polowanie na bestię z Majdanka"

Od razu napiszę: czuję przesyt Herminą Braunsteiner, Johanną Langefeld, Marią Mandl i Irmą Grese... Naprawdę. Każdy kolejny tytuł książki ze słowem "bestia" i drutami kolczastymi na okładce sprawia to, że przewracam oczami. W 2023 roku pan Jarosław Molenda wydał kolejną książkę z biografią nadzorczyni, tym razem Herminy Braunsteiner zwanej "Kobyłą z Majdanka". O Braunsteiner napisano i powiedziano już chyba wszystko. Znane są jej zdjęcia, takie tak to w miniaturce, na którym została pokazana w pełnym umundurowaniu z przypiętą wstążką od Medalu Zasługi Wojennej. Dumna postawa wskazuje na jej podejście do wykonywanej pracy. Braunsteiner to taki przykład nadzorczyni, która stopniowo awansowała i za tym awansem szła jej coraz gorsza "sława" wśród więźniarek. 

Hermine Braunsteiner w uniformie nadzorczyni.

Tak szczerze, to nigdy nie interesowała mnie ta postać. Wiedziałam o niej i czytałam w książkach byłych więźniarek Ravensbrück czy Majdanka, wiedziałam o jej procesach sądowych w Stanach i w Niemczech, ale nigdy nie chciałam zgłębiać dokładniej tego, kim była i co czuła na danym etapie swojej kariery obozowej. Dla mnie Braunsteiner zawsze miała w sobie coś odpychającego i zniechęcającego. 


Po lewej: Hermine Braunsteiner w uniformie nadzorczyni. Po prawej: lista nadzorczyń w obozie KL Lublin, stan na dzień 9 maja 1944 roku.

A jednak duża część osób jest zainteresowana biografią tej konkretnej nadzorczyni. Prawdopodobnie dzieje się tak z powodu jej brutalności kierowanej w stronę więźniarek. Nie przypadkowo otrzymała przydomek "Kobyła". Potrafiła bardzo boleśnie skopać więźniarkę. Braunsteiner była takim typem nadzorczyni, którego należało się obawiać i unikać. 

"Użycie przemocy fizycznej oficjalnie było dopuszczone przy próbie ucieczki lub jako ściśle określona kara za 'popełnione przez więźniów wybroczenia'. Jednak w Ravensbrück bicie po twarzy było na porządku dziennym, w przypadku niektórych nadzorczyń także kopniaki, jak to widać na przykładzie pobytu w centralnym obozie dla kobiet Hermine Braunsteiner. W czasie swojej trzyletniej działalności w Ravensbrück - jak zeznały byłe więźniarki w procesie przed wiedeńskim Sądem Ludowym (1946-1949) - Braunsteiner znęcała się nad kobietami bijąc po twarzy, kopiąc i wyzywając. Należy jednocześnie pamiętać, że austriackie więźniarki polityczne zaliczyły ją wprawdzie do 'gorszej połowy' nadzorczyń, jednak potwierdzały zarazem, że były tam także znacznie od niej podlejsze. Te zeznania nie wystarczyły do jej oskarżenia w odbywającym się w Hamburgu procesie załogi Ravensbrück. Tylko nieliczne więźniarki tego obozu w ogóle ją pamiętały. Na Majdanku sprawy miały się inaczej: chociaż według własnych zeznań w ciągu półtorarocznej służby w obozie Braunsteiner przez 8 miesięcy była chora - co częściowo znajduje potwierdzenie w dokumentach - jednak podczas dochodzenia w trakcie procesu majdankowskiego wyszło na jaw, że Braunsteiner była znana z brutalnych ekscesów wobec polskich, sowieckich i żydowskich więźniów KL Lublin i siała wśród nich postrach". 
Elissa Mailänder "Zwykła praca? Nadzorczynie SS na służbie w obozach koncentracyjnych"; Zeszyty Majdanka 2011

Nadzorczynie z Majdanka świętują urodziny jednej ze swoich koleżanek, marzec 1944. Hermine Braunsteiner siedzi jako czwarta od lewej strony, nieznacznie wychyla się zza siedzącej obok niej Oberaufseherin Elsy Ehrich.

Warto też przypomnieć, że Hermine Braunsteiner pochodziła z Austrii, była więc jedną z tych austriackich nadzorczyń, które zostały zachęcone do podjęcia pracy w obozie Ravensbrück w 1939 roku, tuż po jego otwarciu i tworzyły tzw. "starą gwardię" nadzorczyń. To właśnie te strażniczki, które rozpoczęły służbę w pierwszych miesiącach istnienia obozu Ravensbrück były najbardziej sadystyczne, szybko awansowały, a w kolejnych latach były wysyłane na służbę "na Wschód" - by kierować "twardą ręką" nowymi obozami kobiecymi. 

Oczywiście jeśli nigdy nie czytaliście żadnego opracowania o Hermine Braunsteiner, zachęcam Was do kupienia i przeczytania książki pana Molendy "Polowanie na bestię z Majdanka". Sylwetka Braunsteiner została także opisana w książce "Złe" autorstwa Marka Łuszczyny. Zarówno w jednej jak i w drugiej książce można znaleźć w bibliografii odwołania do moich publikacji oraz niniejszego bloga. 



Elissa Mailänder-Koslov od wielu lat zajmuje się badaniem naukowym tematu nadzorczyń z Majdanka i sylwetce Herminy Braunsteiner poświęciła też kilka osobnych artykułów. Pani Mailänder jest z pewnością osobą, która ma największą wiedzę dotyczącą biografii tej konkretnej nadzorczyni. W tekście naukowym "Zwykła praca? Nadzorczynie SS na służbie w obozach koncentracyjnych" zamieszczonym w "Zeszytach Majdanka" w 2011 roku, dużą uwagę skupiła na problemie ogólnej przemocy nadzorczyń z KL Lublin wobec więźniarek. 

"Wreszcie pozostaje jeszcze 'lubieżna' i niszczycielska strona przemocy, która prawie nigdy nie dochodzi do głosu w przesłuchaniach, ale znajduje wyraz w samych jej aktach. Lola Givner, która trafiła na Majdanek na początku maja 1943 r. przedstawiła w czasie przesłuchania następujące spotkanie z Braunsteiner:

'Kobyła (Braunsteiner - przyp. E.M.K.) była wysoka, kopała więźniów i prawie chodziła po ludziach. 'Kobyła' mnie też kopała, do dziś mam blizny. Zdarzyło się to więcej niż raz. szła przez barak albo przez pole. Jak jej ktoś stanął na drodze, podnosiła nogę i kopała. U mnie było tak: spotkałam ją na polu i nie zdążyłam zejść jej z drogi. Kopnęła mnie tak, że upadłam. Jak już leżałam na ziemi, dalej kopała. najpierw, jak stałam, kopnęła mnie w plecy i upadłam na brzuch. Potem dalej mnie kopała, odeszła i zostawiła mnie leżącą na ziemi.

Kopniaki oznaczały dodatkową degradację ofiary: chodziło o pogardliwy i poniżający gest (kopie się - jeśli w ogóle się to robi - raczej jakiegoś psa), który jeszcze bardziej niż uderzenie w twarz wyrażał asymetrię między stosującym przemoc a jego ofiarą. Ofiara leżała na ziemi, u stóp nadzorczyni. Skórzane buty były używane przez Braunsteiner jak regularna broń. Chroniły kopiącą nadzorczynię przed urazem, a jednocześnie pozwalały uniknąć bezpośredniego kontaktu cielesnego z więźniarką, nad którą się pastwiła. Z powodu siły uderzenia, stopień pobicia w wyniku kopniaków był większy niż przy uderzeniu ręką. Braunsteiner wymierzała kopniaki w szczególnie delikatne części ciała, jak okolice brzucha, podbrzusze i plecy. Stały się one jej 'znakiem rozpoznawczym' na majdanku i przyczyną, dla której przylgnęło do niej przezwisko 'Kobyła'". 
Elissa Mailänder "Zwykła praca? Nadzorczynie SS na służbie w obozach koncentracyjnych"; Zeszyty Majdanka 2011

Polskie artykuły z recenzjami filmu "Zagrożenie", 1976

 Fragmenty książki "Czy świadek szuka zemsty?"

Danuta Brzosko-Mędryk składająca zeznania jako świadek:
- Kiedy świadek widziała po raz pierwszy panią Braunsteiner-Ryan?
- Aufseherin Braunsteiner – rozmyślnie podkreśliłam słowo „aufseherin” – po raz pierwszy zobaczyłam w końcu stycznia lub na początku lutego 1943 roku.
- Gdzie?
- Na Piątym Polu kobiecym na Majdanku.
- Co pani Braunsteiner robiła?
(…)
- Aufseherin Braunsteiner wbiegła na Pole z psem.
(…)
- Czy pani Braunsteiner-Ryan biła?
- Tak.
(…)
- Świadek tez była uderzona?
- Po raz pierwszy wtedy poczułam prawdziwy ból od uderzenia pejczem. Biła tez bykowcem…
(…)
- Proszę wyjaśnić sądowi, jak wyglądał pejcz.
- Nie rozkładałam go na czynniki pierwsze, a pejcze są różne: jedne splecione z wąziutkich pasemek skóry, inne mają wpleciony drut i są zakończone ołowianą kulą, która siniaczy ciało, nie robiąc ran, jeszcze inne mają na końcu zadziory, rozrywające skórę…
- A bykowiec? Jak jest zrobiony bykowiec? – wtrącił prawie krzycząc Barry.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się. Wiem, że jest krótszy, grubszy i jednym uderzeniem w podstawę czaszki może zabić człowieka.
- Pani Ryan używała pejcza? – zapytał sędzia.
- Tak. Bardzo często.
- Ponieważ świadek nie potrafi nam dokładnie opisać pejcza, proszę o dostarczenie eksponatu na salę! – zawołał obrońca.
(…)
- Czy na Majdanku są pejcze?
- Tak… chyba są.
- I ten, którym biła pani Ryan?

Realizacja filmu "Zagrożenie", 25.03.1976
Źródło: Państwowe Muzeum na Majdanku
 

Long Island Press, 23 września 1972 r.:
Zeznając po polsku, pełnym, jasnym głosem dr Danuta Mędryk powiedział, że pani Ryan biła więźniarki pejczem… "Nazywałyśmy ją Kobyłą, bo ciągle kopała" - oświadczyła świadek, która napisała książkę o swoich przeżyciach w obozie koncentracyjnym. Powiedziała też, że pani Ryan popychała z powrotem uciekające kobiety, które doktor Blanke wybrał do komory gazowej…

*Świadek Mary Finkelstein*
…ona miała kij i biła nim leżącą kobietę, aby wstała. Usta stawały się coraz bardziej zacięte, coraz węższe, a potem zawołała: "Ty świnio, przeklęta Żydówko, stań prosto!", ale kobieta nigdy już nie wstała. Jeżeli któraś z nas usłyszała: "Hermina idzie!", wiedziała, że trzeba uciekać… W tym czasie kiedy wieszano kobietę, strażniczki śmiały się i rozbawione biegały dookoła szubienicy. Wydawały się szczęśliwe.

Realizacja filmu "Zagrożenie", 25.03.1976
Źródło: Państwowe Muzeum na Majdanku
 

- Czy pani Braunsteiner brała udział w selekcjach do komory gazowej?
- Tak. Należała do hierarchii obozowej. Nazywałyśmy ją także "adiutantką", bo chodziła najczęściej z oberaufseherin Elsą Ehrich albo  w jej zastępstwie…
(…)
- Jakie świadek widziała tam inne strażniczki w czasie tych selekcji?
- Alice Orlowski, zwaną "Krową", a… Braunsteiner nazywałyśmy "Kobyłą".
- Dlaczego?
- Dlaczego "Kobyłą"? Bo bardzo lubiła kopać…

*Świadek Zofia Zienkiewicz zeznała w Warszawie*
Z obozu na Majdanku pamiętam dobrze Herminę Braunsteiner… Ona wielokrotnie dokonywała selekcji więźniów do gazowania. Selekcje te odbywały się na placu apelowym. Kazała ona nam więźniarkom przechodzić obok siebie i wtedy kierowała przechodzące kobiety, na lewo lub prawo, co oznaczało dalsze życie lub śmierć…

- Proszę wskazać, gdzie siedzi pani Braunsteiner.
Ręką jak z ołowiu wskazałam oskarżoną.
- It’s easy to say – zaśmiała się Braunsteiner, odwracając się do męża.
Łatwo to powiedzieć? Nie, nie było mi łatwo, Frau Aufseherin Braunsteiner, mimo że widzę panią zbyt często we wspomnieniach i koszmarnych snach, a teraz siedzi pani przede mną na odległość nie większą niż wyciągnięcie ręki z pejczem. Nie. Nie było to łatwe.
(…)
- Czy widzisz panią Braunsteiner? – zapytał sędzia.
- Myślę, że to ona, ale zmieniła włosy…
- Myślisz czy widzisz ją?
Wtedy Mary Finkelstein wstała, wpiła oczy w Braunsteiner-Ryan i krzyknęła:
- Jeśli jej imię jest Hermina, to jest ona!

Realizacja filmu "Zagrożenie", 25.03.1976
Źródło: Państwowe Muzeum na Majdanku
 

Zaczęłam myśleć o Herminie Braunsteiner. Co ona teraz robi? Śpi? Czy może tak jak ja przewraca się na łóżku? A może przywołuje po raz setny obrazy, które ciążyć na nas obu będą już do końca życia? W czterdziestym trzecim dzieliły nas jej esesmański mundur i mój pasiak. Teraz mogłybyśmy siedzieć przy sąsiednich stolikach w kawiarni, wymieniać uprzejmości w windzie… Mogłybyśmy, gdyby nas znowu nie dzieliło tamto życie, od którego i ona, i ja z jednakową siłą na próżno próbujmy się oderwać.
(…)
Dziwny to niepokój, jakbym właściwie nie bała się ludzi, lecz przeszłości, którą przyniosła mi ta kobieta o prawie nie zmienionej przez lata twarzy. Hermine Braunsteiner. Mocna, wysoka strażniczka z węzłem jasnych włosów, upiętych w tyle głowy. Spódnica-spodnie, zakrywająca brzeg lśniących oficerek, furażerka wciśnięta na czoło, rękawiczki… Noszona w chłodne dni sukienna czarna peleryna w ruchu upodabniała ją do nocnego ptaka, poruszającego skrzydłami. Pejcz i pies. Pejcz i krzyk. Kopanie. Dłoń na twarzy więźniarki. Niemieckie rozkazy i selekcje. Selekcje i płacz dzieci. I zaciśnięte wargi nad wystającym podbródkiem. Hermine Braunsteiner – jedna z dwudziestu pięciu strażniczek obozu kobiecego na Majdanku. Jedna z tysiąca stu osób załogi Majdanka.

*Świadek Lucyna Domb*
Nie widziałam jej bez psa i pistoletu… Zawsze znalazła powód, aby którąś z nas bić…

*Oskarżona Hermina Braunsteiner*
Była to moja praca i nic więcej. Czasami tylko uderzyłam więźniarkę otwartą dłonią, bo trudno było utrzymać je w karności… (…) Ja wykonywałam tylko swoją pracę. A niektóre więźniarki zachowywały się tak, że nie mogąc sobie z nimi poradzić, biłam je po głowach, aby zaprzestały kłótni…Wtedy nie myślałam, że przyjdzie dzień, w którym będę musiała zdać rachunek z bicia po głowach, bo byłam za młoda w czasie okupacji… (…) Ja na Majdanku nie miałam nic wspólnego z zabijaniem… zresztą kiedy nosiłam pistolet, nigdy nie trzymałam na smyczy psa ani pejcza, ani nie używałam pięści. Nie widziałam nikogo zagazowanego, zabitego lub spalonego na stosie lub w krematorium…

Danuta Brzosko-Mędryk: Pyta pan, jaką bym jej dała karę? O tym nie myślałam. Ale wiem, że nie chciałabym żyć z jej sumieniem.


"Czy świadek szuka zemsty?"
Autor: Danuta Brzosko-Mędryk
Ministerstwo Obrony Narodowej, Warszawa 1976


Zobacz też:

Komentarze

Popularne posty:

Translate