Step-by-step: Dokumenty z The National Archives

Jak szukać dokumentów o Irmie Grese, procesie i egzekucjach w Hameln?
W pisaniu biografii postaci historycznej najważniejszym zadaniem, jakie stoi przed badaczem jest zebranie odpowiedniej ilości dokumentów, które mogłyby poświadczyć prawdziwość wydarzeń z przeszłości. Trudno opisywać coś, co miało miejsce chociażby 80 lat temu, a co wcale nie jest aż tak odległym czasem - nie mając żadnych dowodów na piśmie, które można byłoby poddać analizie czy krytyce.
W 2024 roku po raz pierwszy postanowiłam osobiście rozpocząć długą, bardzo długą i szczegółową kwerendę naukową, dzięki której chciałam zebrać jak największą ilość dokumentów archiwalnych dotyczących nadzorczyni Irmy Grese. Tak naprawdę jeszcze nikt z niemieckich, brytyjskich czy polskich historyków nie zebrał nigdy pełnej dokumentacji na temat procesu załogi obozu Bergen-Belsen, egzekucji w więzieniu w Hameln, a także ekshumacji z 1954 roku oraz wydarzeń, które działy się w latach 70. i 80. w Hameln w związku z mogiłą powieszonych osób na cmentarzu "Am Wehl". Tak więc przedział czasowy biografii Irmy Grese zaczyna się w 1923 roku, a kończy w 1986 roku, po likwidacji miejsca jej pochówku. Rzecz jasna po 1986 roku nadal działy się różne wydarzenia, regularnie wracano też w artykułach prasowych, zwłaszcza w latach 90. XX wieku, do przypominania o procesie sądowym w Lüneburgu oraz egzekucjach w Zuchthaus Hameln.
Zawsze powtarzam, że nie ma u mnie czegoś takiego, jak "temat tabu". Zwłaszcza jeśli chodzi o nadzorczynie obozowe, nie istnieje w moim słowniku słowo "tabu". Jeśli jest jakiś "niewygodny temat", to należy się mu raczej przyjrzeć z bliska i dokładnie zbadać niż udawać, że nie istnieje lub omijać szerokim łukiem. Mam wrażenie, patrząc na to, przez co sama przeszłam i czego sama doświadczyłam, że temat Irmy Grese był przez dziesięciolecia takim tematem tabu, o którym rozmawiało się szeptem lub próbowano natychmiast go zakończyć, jeśli sprawa robiła się "zbyt głośna" lub zaczynała "wymykać się spod kontroli".
Dobrym tego przykładem była sprawa krzyża ustawionego w latach 80. XX wieku na grobie Irmy Grese - na kwaterze CIII. Przeanalizowałam lokalizację tego konkretnego krzyża-kapliczki, którego ustawienie było z pewnością czyjąś prywatną inicjatywą uhonorowania tej osoby i na którym wyryto imię i nazwisko oraz datę urodzenia i śmierci młodej nadzorczyni z Auschwitz. I to mnie samą zaskoczyło: ten krzyż był ustawiony we właściwym miejscu na grobie - tam, gdzie według zachowanych planów grobu i dokumentów z archiwum Hameln - została pochowana Irma Grese, a raczej gdzie pochowano jej szczątki.
Dobrym tego przykładem była sprawa krzyża ustawionego w latach 80. XX wieku na grobie Irmy Grese - na kwaterze CIII. Przeanalizowałam lokalizację tego konkretnego krzyża-kapliczki, którego ustawienie było z pewnością czyjąś prywatną inicjatywą uhonorowania tej osoby i na którym wyryto imię i nazwisko oraz datę urodzenia i śmierci młodej nadzorczyni z Auschwitz. I to mnie samą zaskoczyło: ten krzyż był ustawiony we właściwym miejscu na grobie - tam, gdzie według zachowanych planów grobu i dokumentów z archiwum Hameln - została pochowana Irma Grese, a raczej gdzie pochowano jej szczątki.
Po reportażu telewizyjnym NDR z 1985 roku, którego tytuł nawiązywał do 40. rocznicy śmierci Irmy Grese, krzyż został natychmiast usunięty przez pracowników cmentarza. To jest taki przykład tabu: po telewizyjnej emisji, aby uciszyć temat oraz uniknąć kolejnych głośnych "pielgrzymek" neonazistowskich ugrupowań, miasto zleciło usunięcie krzyża z grobu Irmy Grese. I rzeczywiście, na zdjęciach ze stycznia czy lutego 1986 roku - charakterystycznego krzyża-kapliczki już nie było. To brutalny przykład wymazywania pamięci sprawców.
Irmę Grese próbowano więc "uciszać" wszelkimi dostępnymi metodami. Najpierw dosłownie ją uciszono - łamiąc kark. Potem zakopano ją na osiem lat w anonimowym, zbiorowym grobie na terenie więzienia - aby nikt z zewnątrz nie miał dostępu do grobów i pamięci o ludziach, których osądziła ludzka ręka sprawiedliwości. W jednym z zachowanych brytyjskich dokumentów sytuację obrazującą to, co działo się za wysokimi więziennymi murami określono jako "małe, ciche wydarzenia w Hameln". Później potajemnie przeprowadzono ekshumację, zachowując najwyższe standardy tajemnicy wojskowej, a dokumenty zamknięto w administracyjnych biurach urzędów. Przez kolejne dziesięciolecia niewiele osób wiedziało, kogo i w jakiej ilości powieszono na terenie więzienia w Hameln. Nie wiedzieli tego pracownicy miejskich urzędów, nie wiedziało tego niemieckie społeczeństwo, ani tym bardziej - rodziny powieszonych osób. Na całą sprawę nałożono klauzurę tajności, obawiając się tylko tego, aby szczegóły egzekucji, w tym przeprowadzonych "badań medycznych" na powieszonych osobach - nie ujrzały światła dziennego. I nie ujrzały aż do 2000 roku.
"Jak słowo z martwych ust, jak spojrzenie, które budzi nadzieję..." brzmiał fragment psalmu, który śpiewałam w katedrze w Hameln w 2025 roku. I właśnie w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że oto jesteśmy jako badacze Zagłady w takim szczególnym punkcie historii, w którym możemy spojrzeć w przeszłość, patrząc oczami świadków. A kiedy już to zrobimy, usta zmarłych lekko się otworzą, chcąc przemówić o traumatycznych wydarzeniach, których doświadczyli. Dla Irmy Grese zmieniłam w ostatniej chwili swoje plany wakacyjne, podejmując trud dalekiej podróży. "Trud" to właściwe słowo, bowiem podróż niemieckimi kolejami z Monachium do Hameln trwała... 13 godzin. Na miejscu nie pozostało mi nic innego, jak tylko usiąść w hotelowym lobby i posłuchać opowieści sprawcy.
"Jak słowo z martwych ust, jak spojrzenie, które budzi nadzieję..." brzmiał fragment psalmu, który śpiewałam w katedrze w Hameln w 2025 roku. I właśnie w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że oto jesteśmy jako badacze Zagłady w takim szczególnym punkcie historii, w którym możemy spojrzeć w przeszłość, patrząc oczami świadków. A kiedy już to zrobimy, usta zmarłych lekko się otworzą, chcąc przemówić o traumatycznych wydarzeniach, których doświadczyli. Dla Irmy Grese zmieniłam w ostatniej chwili swoje plany wakacyjne, podejmując trud dalekiej podróży. "Trud" to właściwe słowo, bowiem podróż niemieckimi kolejami z Monachium do Hameln trwała... 13 godzin. Na miejscu nie pozostało mi nic innego, jak tylko usiąść w hotelowym lobby i posłuchać opowieści sprawcy.
Wiadomo, że zmarli mogą "mówić" do nas na kilka sposobów. Prawdziwą sztuką jest ich usłyszeć w szumie współczesnych mediów i technologii. Wcale nie mam tutaj na myśli nadprzyrodzonych wizji czy mistycznych spotkań z duszami z zaświatów, a w przypadku Irmy Grese wybrałam bardziej "przyziemne" sposoby na wysłuchanie tego, co chciała mi powiedzieć "dziewczyna w kraciastej spódnicy". Moja ciekawość przeważyła nad obawami oraz wieloma wątpliwościami, czy powinnam wracać do tej historii, która i tak już mocno namieszała w moim życiu. Mam 40 lat i przecież nie powinnam bać się powieszonej dwudziestolatki!
Pierwszym sposobem są ludzkie kości, które można zbadać w namacalny sposób i opisać. Sekcją zwłok zazwyczaj zajmuje się patolog z medycyny sądowej. U Irmy Grese lekko otarto się o taką sekcję szkieletu w czasie ekshumacji w 1954 roku. Nie badano jednak aż tak szczegółowo pozostałości po cielesnych powłokach osób powieszonych między 13 grudnia 1945 roku, a 3 maja 1947 roku. Nie pobrano do badań żadnych próbek, nie znano wówczas metody DNA. Przygotowano natomiast krótki opis każdego z 91 szkieletów, zaznaczając najbardziej charakterystyczne elementy budowy czaszki, uzębienia oraz resztek ubrań, w których te osoby zostały pochowane. Dzięki temu wiadomo, że wszystkie osoby powieszone zostały pochowane w częściowym ubraniu, w jakim poszły na śmierć. W przypadku kobiet były to elementy uniformów w kolorze feldgrau oraz bluz lub swetrów, które miały wówczas na sobie. Większość szkieletów miała też na nogach własne obuwie ze skarpetkami, a także bieliznę. Tak, ludzkie kości zawsze powiedzą prawdę i nie należy się ich bać.
Drugim sposobem, który był dla mnie dostępny na wyciągnięcie ręki lub do kliknięcia w komputerze - były wszystkie zasoby archiwalne, w których wymieniono nazwisko Irmy Grese. Pisałam wcześniej, że w 2024 roku byłam w posiadaniu zaledwie kilku dokumentów dotyczących Irmy Grese. Na ich podstawie nie mogłabym napisać rzetelnej i przekrojowej biografii. Wśród tych dokumentów, zazwyczaj kiepskiej jakości, znajdował się jej akt zgonu z księgi zgonów miasta Hameln, o czym wówczas jeszcze nie wiedziałam, gdyż nie znałam pierwotnego źródła tego dokumentu. Widziałam też kilka brytyjskich dokumentów, jak ten z zeznaniem Irmy Grese z czerwca 1945 roku oraz oczywiście dokument egzekucyjny zwany "Death warrant", który wystawiono tego samego dnia, kiedy wykonano wyrok śmierci.
Jak więc to możliwe, że dwa lata po rozpoczęciu badań, mam w swoich zasobach kopie kilkuset dokumentów około procesowych, egzekucyjnych oraz ekshumacyjnych? Sekret tkwi w... znajomościach, a jakże by inaczej! Gdyby nie pomoc osób z różnych krajów, które odpowiadały na moje pytania i pomagały mnie nakierować na właściwą drogę - nadal stałabym w miejscu, a moje "rozmowy" z Irmą Grese utknęłyby - za przeproszeniem - w martwym punkcie.
Chociaż nigdy nie byłam świadkiem wydarzeń z 1945 roku - to dzisiaj mam wrażenie, że gdybym zobaczyła trumnę Irmy Grese, to zamiast jej szkieletu znalazłabym w środku setki pożółkłych papierów. Tak właśnie sobie to wyobrażałam, prowadząc kwerendę dotyczącą zmarłej osoby. Przypomina to szukanie rozsypanych puzzli, sklejanie ze sobą rozbitych kawałków lustra lub zanurzanie ręki w czyjś grób po to, aby wydobyć na wierzch stare dokumenty, układające się w opowieść o śmierci, traumie i ludzkiej nienawiści.
Po tym nieco przydługim wstępie, chciałabym opisać krok po kroku, jak można pozyskać dokumenty z The National Archives - głównego brytyjskiego archiwum państwowego. Od razu napiszę: nigdy nie byłam tam osobiście i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam pojechać, aby zobaczyć te papiery na własne oczy i móc z nimi fizycznie obcować - to musi być ekscytujące doświadczenie dla każdego historyka czy badacza! Wszystkie dokumenty z TNA pozyskałam więc na odległość, siedząc w swoim domu przed komputerem. Dla chcącego - nic trudnego, trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić.
Jak zamawiać dokumenty z The National Archives?
Aby korzystać z zasobów TNA trzeba założyć konto, co jest chyba oczywiste. Na przykładzie dokumentów, które na chwilę obecną zamawiam, opiszę, jak po kolei wygląda cały proces pozyskiwania cyfrowych kopii. Jeśli założymy już swoje konto, wchodzimy na stronę główną "www.nationalarchives.gov.uk" i klikamy na zakładkę "Search the catalogue".
W kolejnym kroku trzeba wyszukać właściwy rekord. Jeśli nie zna się konkretnej sygnatury dokumentu - w tym momencie kończy się poszukiwanie. Ale jeszcze nie wszystko stracone. Za dość wysoką opłatą można zamówić kwerendę, którą przeprowadzi pracownik TNA i w naszym imieniu odszuka właściwą lokalizację dokumentów. Ja nigdy nie korzystałam z tej opcji. Sygnatury pozyskuję z innych źródeł pisanych, np. z opublikowanych prac naukowych lub książek. Zazwyczaj sygnatury oraz nazwy dokumentów można znaleźć w przypisach.
Poniżej wpisałam w wyszukiwarkę sygnaturę "FO 1024/101".
Ta konkretna sygnatura odwołuje się do teczki, w której przechowywane są dokumenty dotyczące: " Judical hanging (Hameln prison): correspondence and burial plan". Prawda, że brzmi intrygująco? O to właśnie chodzi - o egzekucje sądowe w więzieniu Hameln.
Klikam we właściwą nazwę folderu i otwiera się zakładka, na której widać opis dotyczący tej konkretnej teczki oraz po prawej stronie można wybrać, czy chce się zarezerwować osobiście wizytę w archiwum, aby przejrzeć zasoby z tego rekordu ("Book a visit"), czy chce się złożyć zamówienie na cyfrową kopię online ("Request a copy"). Klikam "Request a copy".
Następnie rozwija się tabela z ogólnymi informacjami dotyczącymi wykonywania kopii cyfrowych dokumentów. Po prawej stronie można obejrzeć krótki film instruktażowy, jak wygląda od środka praca archiwistów realizujących zamówienia online, co według mnie jest bardzo ciekawe.
W 2026 roku niestety podniosła się cena za usługę sprawdzenia stron oraz wykonania kopii. Teraz kwerenda pracowników wynosi już 9,92 funty brytyjskie.

Klikam "Get started" i w okienku muszę wpisać wszystko, co wiem o dokumencie, który chcę otrzymać. Zazwyczaj wpisuję jeszcze raz sygnaturę, tytuł dokumentu lub jeśli go nie ma to opisuję czego on dotyczy. I przede wszystkim wpisuję datę utworzenia dokumentu - to bardzo ważne, bo to od razu ułatwia pracownikowi namierzenie konkretnego przedziału czasowego. Akurat folder "Judical hangings (Hameln prison)" zawiera dokumenty z lat 1946-1957.
Klikam "Add to basket", czyli dodaję zamówienie do koszyka, jakbym robiła zakupy. Wówczas widzę podsumowanie tego, co wrzuciłam do koszyka. Całość kosztuje 9,92 funty. Jeśli wszystko się zgadza i wpisałam dokumenty z tej konkretnej sygnatury, to klikam "Checkout".
W tzw. "instrukcjach" czyli wytycznych dla pracowników opisujących, których dokumentów szukam, wpisałam dwie informacje. Pierwsza to list Theresy Schneider, córki Johanna Schneidera, powieszonego w Hameln dnia 26 lutego 1948 roku. Drugim dokumentem, który zamówiłam jest pismo F.H. Rogersa, brytyjskiego naczelnika więzienia w Hameln skierowane do zarządu cmentarza, dotyczące propozycji ustawienia krzyży na mogile powieszonych osób w kwaterze CIII, gdzie od czerwca 1947 roku grzebano ciała skazanych. Ten dokument ma nawet swój tytuł: "Graves of Executed Prisoners".
W tym momencie widzę jeszcze raz podsumowanie swoich zakupów, czyli moje zamówienia na sprawdzenie dokumentów. To tak jakbym płaciła za małą kwerendę na odległość. Zaznaczam więc "I accept the terms and conditions", a następnie "Submit order" i przechodzę do płatności kartą online. Potwierdzenie zamówienia i płatności otrzymuję na maila.
Trzeba tu się na chwilę zatrzymać i wyjaśnić jedną kwestię! Zamawianie dokumentów w TNA jest dwuetapowe. Najpierw, jeśli znamy sygnaturę i wiemy jaki konkretnie dokument szukamy - płacimy za tzw. "sprawdzenie stron", czyli ktoś z pracowników musi osobiście zlokalizować żądany dokument znajdujący się gdzieś między tysiącami regałów i kartonów. Trwa to zazwyczaj około tygodnia lub dwóch.
Jeśli taki dokument jest i można wykonać jego kopię, otrzymam maila z informacją, że sprawdzenie stron zakończyło się sukcesem, a kwerenda została wykonana poprawnie.
Udało się! Sygnatura oraz tytuł i data dokumentu, które podałam - zgadzają się! Wtedy przechodzę do kolejnego etapu...
Jeśli kwerenda zakończyła się sukcesem, loguję się na swoje konto i w zakładce "Your orders" widzę listę wszystkich swoich zamówień. Wybieram to, przy którym widnieje adnotacja "Page check completed", a następnie klikam "Place your copy order". Teraz zamawiam wykonanie kopii cyfrowej dokumentów.
W podsumowaniu zamówienia na kopie, widzę łączną cenę za trzy strony dokumentów. Suma wynosi 4,56 funtów. Klikam "Add to basket".
W tym momencie widzę jeszcze raz podsumowanie swoich zamówień na wykonanie kopii. Klikam "Checkout".
Akceptuję warunki zamówienia i klikam "Submit order".
Przechodzę to tabeli z możliwością płatności online, wypełniam pola i płacę kartą.
Po zakończonej procedurze płatności, pojawia się informacja z nadanym numerem zamówienia.
Potwierdzenie zamówienia otrzymuję też na adres email. Następnie czekam zazwyczaj około tygodnia na wykonanie kopii cyfrowej. Jeśli czynność zostanie wykonana, link do pobrania plików z dokumentami zostanie przesłany w wiadomości email.
Czy korzystaliście kiedykolwiek z zasobów The National Archives? A może nie mieliście świadomości, że najważniejsze dokumenty dotyczące procesu Bergen-Belsen oraz egzekucji w Hameln znajdują się w tym konkretnym archiwum?
W przyszłości zamieszczę jeszcze wszystkie sygnatury, tytuły dokumentów oraz ich daty, abyście mogli samodzielnie spróbować pozyskać archiwalia na temat Irmy Grese - jeśli oczywiście chcecie. Należy liczyć się z dość dużymi wydatkami oraz uzbroić się w cierpliwość, ale naprawdę warto! To prawda, co napisałam w swojej książce "Schnell!" - zmarłych można najwyraźniej usłyszeć w ciszy: pochylając się nad wyblakłymi kartkami w czytelni naukowej. Nie zasypujmy im ust grobową ziemią - niech przemówią poprzez dokumenty!
Zobacz też:





















I could be wrong but it looks to me as though Irma Grese’s name on that headstone was spelt how Irma spelt her first name - starting with a J, not an I. Which I have read is an unusual way to spell the name Irma. I read in Irma Grese’s goodbye letter to her older sister, of how Irma chose to spell her name, where Irma says she leaves her signet ring with the letters JG on it to someone called Anneli. So could this Anneli have been the person who put up that headstone, I wonder? What happened to this woman after the trial at Luneberg? I read of her in Irma’s other sister's memories writings on this site; of how she attended the trial and corresponded with Irma in sympathy during it, and sympathized with Irma so greatly that she, so to speak, was prepared to put her own head on the block and risk severe punishment to try to procure poison for Irma to suicide with so that Irma didn't have to hang. Anneli intrigues me. Possibly she was in love with Irma, to be willing to sacrifice herself like that, instead of sympathising with her alone - or, as frequently happens, the two emotional states and attitudes were fused together.
OdpowiedzUsuńHer name began with the letter ‘I’, not “J”. This unusual spelling was due to the type of handwriting Irma used. It was called ‘Süttelin’, and this way of writing letters was taught to children in German schools in the 1930s. You can look up what this font looked like online. What’s more, the letter “I” had a little stroke in the middle. And above the umlauts there were no dots as there are today, just a little “birdie”. A typographical analysis of Irma Grese’s handwriting might be a good idea for a separate post!
UsuńI know nothing more about Anneli. I know only what Helene Grese said. According to the audio recording of the 1987 interview, it seems likely that Irma had already received the vial of poison, but handed it over to the guard so that suspicion would not fall on Lieschen, the nurse. The guard who acted as an intermediary in passing on the poison may have been Mrs Lühr, to whom Irma also wanted to give a ring. So Irma behaved honourably towards her older sister, who had looked after her younger siblings for many years following their mother’s death...
UsuńHere is the transcript of the audio interview; the words are a bit jumbled:
"But she died bravely in the end, and that’s how she wanted to go to the gallows. Er, there was this little girl who always sat up there and kept pressing the button, didn’t she? And then she (Irma) said we should stay in touch with one of them. Her name was Anneliese and she lived in Hitzacker, and she would come from Hitzacker as often as possible, whenever school classes had to go there, or there were people from workplaces too - they all had to see the trial, everyone was sent there -the gym was full every day, but always different people, and she came as often as she could and wrote to us, and she wrote back, and then she (Irma) once asked if she could actually get hold of anything so that she could take her own life beforehand, and this Anneliese had actually managed to get hold of something.
The father was also there at the time, I think, and, um, and then, yes, then my sister came here after the verdict in Neustrelitz to speak to Irma again, and then she sent it straight back with the warder; we were able to do all that because we had that connection. And she said that if she were to do that now - take it so as not to be hanged like a witch - then suspicion would arise that Lieschen had given it to her, and as a nurse she would be sentenced again. And she didn’t want that. So she gave it back".
Analysing Irma Grese’s handwriting would be interesting. What she did with the poison - which she had wanted according to her correspondence - shows she had a caring, unselfish heart of empathy towards her older sister! I don't even think it was necessarily selfish of her to have taken the poison from Anneliese and by the sound of things, Anneliese’s father, either, because they had chosen to supply it and to take any consequences for that, presumably due to the sympathy that they felt for Irma, and there is a huge satisfaction in helping someone sympathized with.
UsuńYes, Irma loved Lieschen dearly, as she had ‘mothered’ her after Bertha’s death. She had raised Irma. There was a strong bond between them. Remember that the poison incident took place after the sentence had been handed down. Irma was afraid of dying on the gallows (she said she wanted to die like a witch) and I don’t blame her at all. Anyone would be afraid of that, especially at the age of 22. If it had come to light who had arranged for the poison to be delivered to a person sentenced to death, everyone would have been charged and arrested for activities against the British Army and the military. Irma Grese’s death in a prison cell before the sentence was carried out would have been a slap in the face for the BAOR (see: Nuremberg). That is why Irma refused to take the poison or gave it away, as she was aware of the consequences for Annelise and her father, as well as the suspicions surrounding Lieschen. Thus, she had to accept her own impending death on the gallows, which must also have been emotionally difficult for her.
UsuńWe can only imagine how difficult it must have been for her. Just horrendous
UsuńI think it's unlikely Anneliese and her father didn't realise as well as Irma did what the consequences would have been for them supplying the poison. True sympathisers.
Usuń