"Święta Irma z Belsen" nową Joanną d'Arc?

 

O najtrudniejszej miłości...

To był zwyczajny, letni dzień w Gdańsku. Poszłam na "Jarmark Dominikański", uliczny festiwal, który swoją tradycją sięga 1260 roku, czyli czasów średniowiecznych. W 2025 roku festiwal odbył się już po raz... 766. Ówczesną edycję nazwano "Gdańskim Festiwalem Cudów" i dzisiaj muszę jasno stwierdzić, że sama doświadczyłam jednego z takich małych cudów, ale wówczas jeszcze nie przypuszczałam, jak i gdzie zakończy się mój spacer gdańskimi uliczkami pełnymi kolorowych straganów. 

Dużo czasu spędziłam w obszernym stoisku z dziesiątkami kartonowych pudeł, które zawierały tysiące starych pocztówek z całego świata. Długo przeglądałam zawartość pudełek, aż tu nagle z ciasno ułożonego stosu, wyjęłam tę jedną kartkę i od razu rozpoznałam, kogo ona przedstawiała. Patrzyłam na pocztówkę z rzeźbiarskim wizerunkiem Joanny d'Arc. Stała na cokole z lekko spuszczoną głową, przyciskając do siebie miecz. Podpis na pocztówce brzmiał: "Orléans - Statue de Jeanne d'Arc par la Princesse Marie d'Orléans". 

Joanna d'Arc to moja patronka, która 30 maja 1431 roku została spalona żywcem na stosie. Beatyfikowano ją w 1909 roku i kanonizowano w 1920 roku. Od tego czasu jest bohaterką narodową Francji oraz świętą kościoła katolickiego. A więc pocztówka została wydana z okazji jej kanonizacji w 1909 roku - taka data widniała też na pocztowym stemplu. 

Trzy pocztówki, które kupiłam na festynie, stały się wskazówką do dalszych podróży...

Tamtego dnia kupiłam na tym samym straganie trzy pocztówki: jedna przedstawiała obraz świętej Łucji z Syrakuz - patronkę tych, co umierają 13 grudnia; druga pocztówka pokazywała wizerunek pomnikowej Joanny d'Arc z Orleanu - mojej imiennej patronki, a na trzeciej pocztówce ilustrowana ręką Violette Lecoq nadzorczyni z Ravensbrück biła pejczem więźniarkę. "Że też ze stosu tysięcy kartek, musiałam wybrać właśnie taki zestaw pocztówek..." - pomyślałam. Zapłaciłam za pocztówki, włożyłam je do kieszeni swojego podręcznego kalendarza i właściwie o nich zapomniałam. Ale nie na długo... 

We wrześniu 2025 roku, opublikowałam swojego ebooka "Schnell!" z okazji 80. rocznicy procesu sądowego załogi obozu Bergen-Belsen. Dokładnie miesiąc później, w październiku wybrałam się w podróż do włoskich Syrakuz, aby zobaczyć miejsce śmierci świętej Łucji. Wzięłam ze sobą pocztówkę z jej wizerunkiem, którą kupiłam w lipcu na straganie w Gdańsku i włożyłam ją do etui, razem z wydrukowanym zdjęciem Irmy Grese z procesu sądowego. 

W 2025 roku zabrałam Irmę Grese do Syrakuz, aby poszukać światła nadziei Świętej Łucji.

Te dwie młode kobiety dziwnym przypadkiem również do siebie pasowały: święta Łucja zmarła 13 grudnia 304 roku, a Irma Grese 13 grudnia 1945 roku. Dzieli je przeszło 1600 lat historii, a mimo tego - obie zakończyły swoje życie w dramatyczny sposób. Ich bezpośrednią przyczyną śmierci był uraz szyi: świętej Łucji przebito gardło sztyletem, a Irmie Grese skręcono kark. Dzisiaj dzień 13 grudnia obchodzony jest jako Święto Światła. Czyż słoneczna sycylijska wyspa nie jest najlepszym miejscem, aby doświadczyć światła świętej Łucji? 

Kiedy tak spacerowałam wąskimi uliczkami Syrakuz mijało 80 lat, kiedy Irmę Grese przesłuchiwano w sądzie, a ona przechodziła przez swoją psychiczną agonię, zapadając się powoli w ciemność. "Dawno temu w przeszłości, ktoś właśnie przeżywał swoje najgorsze chwile w życiu..." - pomyślałam, patrząc z tarasu widokowego na majestatyczne fale Morza Śródziemnego, które rozbijały się o wysoki mur nadbrzeża. To spotkanie przeszłości z teraźniejszością było dla mnie wstrząsającym doświadczeniem.  

Pewnego dnia po powrocie z Syrakuz, kiedy w Polsce za oknem była już pełna jesień, moja mama zapytała: "A może byśmy tak poleciałybyśmy w styczniu do Paryża? Chciałabym zobaczyć cmentarz Père-Lachaise!". Zaskoczyła mnie ta niespodziewana propozycja, ale pomimo tego, że byłam już kilka razy we Francji i w samym Paryżu - nigdy nie miałam okazji, aby pospacerować po tej nekropolii. Zgodziłam się zorganizować wyjazd, jednak pod pewnym warunkiem. "Dobrze, ale podjedziemy na jeden dzień do Orleanu!" - odpowiedziałam stanowczo. "Teraz, albo nigdy!" - dopowiedziałam w myślach, pokazując mamie pocztówkę z Joanną d'Arc, którą kupiłam w Gdańsku. "Muszę odnaleźć tę rzeźbę!" - wyjaśniłam.

W paryskich kościołach zapalane są świece ku czci Joanny d'Arc...



Joanna d'Arc z Meklemburgii

Cofnijmy się teraz w czasie, do kwietnia 1946 roku. Cztery miesiące po śmierci Irmy Grese, w Niemczech wydarzyło się coś niezwykłego i zarazem niepokojącego. Nie wiem, czy tamte wydarzenia można byłoby nazwać "cudem", jednak znacząco wpłynęły one także na moje własne życie i twórczość artystyczną. 

Pisząc swoją publikację "Schnell!" chciałam wspomnieć o tamtych nietypowych wydarzeniach, dotyczących czczenia Irmy Grese jako osoby, która zmarła w wyniku niesprawiedliwego osądu. Założyłam więc konto na stronie z brytyjską prasą i zaczęłam przeglądać dostępne zasoby archiwalnych dzienników, które opisywały proces sądowy zbrodniarzy z Belsen. Efekt moich poszukiwań był natychmiastowy, bo już w pierwszym otworzonym przeze mnie wydaniu z 1946 roku zobaczyłam tytuł, który napisano drukowanymi literami: "SAINT IRMA OF BELSEN".

13 kwietnia 1946 roku, brytyjski dziennik "Gloucestershire Echo" donosił, że w Niemczech narodził się nietypowy "kult" dotyczący niejakiej "Świętej Irmy z Belsen". Krótka notatka prasowa nie pozostawiała jednak wątpliwości, o kim jest mowa:

"Wśród niemieckich uczennic powstał tajny ruch, którego celem jest uczynienie z Irmy Grese z Belsen 'świętej'. Jedna z uczennic powiedziała: 'Te fanatyczne dziewczyny spotykają się w tajemnicy i tworzą nowy nazistowski rytuał, który ma na celu przedstawienie jej jako niemieckiej »Joanny d’Arc«' ".
"Gloucestershire Echo", 13.4.1946.

"Saint Irma of Belsen", "Gloucestershire Echo", 13.4.1946

Nie był to odosobniony artykuł. Podobne notatki z tą samą lub lekko zmienioną treścią znalazłam w kilku innych gazetach. Wszystkie pochodziły z kwietnia 1946 roku, a ich tytuły brzmiały: "Saint Irma Worship", "German Girl Worship Irma of Belsen", "Halo for Irma of Belsen", "Saint Irma Grese"... Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy jak duży zasięg miał ten nowy niemiecki "kult" wokół osoby zmarłej "Irmy z Belsen"...

Ten niewytłumaczalny "kult", jakkolwiek by się tego zjawiska nie nazwało, zaczął się już na sali sądowej w Lüneburgu w 1945 roku. Artykuł "The Blunder of Belsen" z 19 października 1945 roku, dwa dni po sądowym zeznaniu Irmy Grese, opisuje chwilową sławę młodej kobiety, porównując ją do postaci Joanny d'Arc oraz jej loki, które niczym Puck obiegły ziemski glob. 

"Główna bohaterka, Irma Grese, jest sławna jak Joanna d'Arc. Jej blond loki obiegły cały świat niczym Puck i niewykluczone, że powstanie styl fryzjerski nazwany jej imieniem".
"The Blunder of Belsen", "Leicester Evening Mail", 19.10.1945.

Oczy Irmy Grese, loki Irmy Grese i czarny numer "9" na białym kawałku materiału, który nosiła w sądzie Irma Grese obiegły cały świat w 1945 roku, a teraz ja piszę o tym wszystkim na internetowym blogu... 80 lat później. I wy to czytacie, będąc w miejscach rozrzuconych po całym świecie, bo sensacja zawsze dobrze się sprzedaje, a raczej... klika. Wszyscy jesteśmy uczestnikami tego samego, niepojętego szaleństwa...

"The Blunder of Belsen", "Leicester Evening Mail", 19.10.1945

Tym bardziej zastanawiające jest to jak dzisiaj, 80 lat po śmierci Irmy Grese, wygląda społeczne podejście do historii jej osoby. A nie wygląda najlepiej, jeśli mogłabym to tak delikatnie określić. Wielokrotnie pisałam już na blogu o niepokojącym internetowym hejcie, który uderza nie tyle w Irmę Grese, co w osobę zmarłą - a to nie jest ani moralne ani etyczne... 

Zawsze powtarzam, że w przyszłości, gdy już sami będziemy po tej drugiej stronie (a kiedyś to z pewnością nastąpi), możemy bardzo mocno zdziwić się, kto wyjdzie ku nam na spotkanie... Dlatego byłabym niezwykle ostrożna w wydawaniu różnorodnych osądów, co do osób, które nam bezpośrednio nigdy nie zawiniły i z którymi nie mieliśmy osobistego konfliktu, kiedy jeszcze były w swojej cielesnej powłoce. Gdyby tak się zastanowić, nie znam żadnego innego zmarłego (nawet zbrodniarza), wobec którego wystosowuje się w sposób ciągły tak wiele obrzydliwych komentarzy, w większości życzących mu... śmierci w męczarniach. 

Internetowy hejt wobec Irmy Grese to problem społeczny, etyczny, ale też badawczy...
Źródło: "Rocznica historyczna na każdy dzień", Facebook, 26.3.2026

Tak, są komentujący, którzy potrafią życzyć śmierci osobie nieżyjącej! A jeśli ktoś zdołał jednak zauważyć, że Irma Grese już nie żyje (co wcale nie jest dla niektórych tak oczywiste), to komentarze są w formie życzeń, aby jej dusza cierpiała wieczne męki, oczywiście w piekle - innego miejsca dla pozagrobowej egzystencji duszy Irmy Grese bowiem nie przewidziano... 

Treść jednego z komentarzy zamieszczony na portalu społecznościowym, wprost wskazuje miejsce, gdzie według autora wpisu przebywa obecnie Irma Grese:


"W piekle jest specjalne miejsce dla Irmy Ilsy Idy Grese". Tak więc nie dość, że tym miejscem jest zapewne piekło, to jeszcze w tym piekle są jakieś wyszczególnione obszary, w których powinni znajdować się skazani zbrodniarze. Ciekawa sprawa z taką filozofią myślenia. O takich hejterskich słowach, kierowanych w komentarzach wobec Irmy Grese, mogłabym napisać osobną i bardzo obszerną pracę naukową. Jest to niepokojące zjawisko, które przybiera na sile z każdym nowym wpisem dotyczącym jej osoby - już i tak nazbyt mocno wypaczonej przez algorytmy sztucznej inteligencji oraz ludzką nienawiść.   

To też jest pewne zachowanie społeczne, że osobę zmarłą w wyniku sądowej egzekucji, zwłaszcza jeśli zmarła w bardzo młodym wieku i, co trzeba podkreślić - była kobietą - najpierw próbuje się postawić na piedestał z etykietą bohatera narodowego lub osoby niemalże świętej, by w kolejnych latach coraz bardziej ją nienawidzić i opluwać. Nikt nie daje żyjącym odgórnej zgody, aby "kopać zmarłego" i go upokarzać - chociaż poniósł już najwyższą karę i został osądzony ręką ludzkiej sprawiedliwości! Do czego to wszystko zmierza? 

Cytując samą Irmę Grese z jej pożegnalnego wiersza, napisanego kilka godzin przed śmiercią: "Ich finde keine Worte!"...

"Halo for Irma of Belsen", "The Sunday Express", 14.4.1946

Przeglądając zasoby Internetu oraz czytając niektóre opinie pojawiające się w prasie archiwalnej z 1945 roku, można natknąć się na tezę jakoby Irma Grese była w swoim wyglądzie i zachowaniu podobna do Joanny d’Arc! Oczywiście porównanie to jest absurdalnie oraz niedorzeczne, mimo to, czytelnik może zacząć zastanawiać się, co skłoniło te młode kobiety do takich a nie innych czynów i dlaczego do końca życia były przekonane o słuszności swoich racji i misji jaką podjęły. 

Temat sam w sobie jest bardzo ciekawy, bo już sam fakt, że ktoś zdecydował się otwarcie działać w imię jakiejś wyższej idei, sprowadzał na tę osobę wzrok opinii publicznej, a ta zazwyczaj wydawała najsurowszą krytykę. Na swoim blogu "Schnell!", który był moim pierwszym blogiem założonym w 2007 roku i w całości dotyczył biografii Irmy Grese, zestawiłam dla porównania skrócone życiorysy tych obydwu kobiet. Co je różniło, a w czym były do siebie podobne, sprawdźcie sami... 

"Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba – dać zwycięstwo"

Jeanne d’Arc

- Znana jako "La Pucelle d'Orléans" ("Dziewica Orleańska").
- Żyła w czasie wojny stuletniej (1337-1453).
- Pochodziła z wiejskiej rodziny, urodziła się w Doremy na pograniczu Lotaryngii (Francja).
- Miała czwórkę rodzeństwa (była trzecim z pięciorga dzieci).
- Nie zdobyła wykształcenia, umiała się jedynie podpisać pod listami, które dyktowała – 
  pracowała jako pasterka, czasem chodziła z pługiem, była uzdolnioną prząśniczką;
- W wieku 18 lat oswobodziła oblegany przez Anglików Orlean.
- Status społeczny: szlachcianka (d'Arc jest późniejszą formą szlachecką).
- Zawołanie: "Jezus, Maryja" , które Joanna kazała wyhaftować na swoim sztandarze.
- Proces trwał: od 9 stycznia 1431 do 29 maja 1431 roku w Rouen.
- Oskarżona o: czary, herezję, rozpustę i pychę, do wyroku skazującego przyczynił się  
  też fakt noszenia przez Joannę męskich strojów.
- Sądzona przez: kościelny sąd inkwizycyjny popierany przez proangielskich duchownych.
- Wyrok: śmierć poprzez spalenie żywcem na stosie ("śmierć bez rozlewu krwi").
- Ostatnie słowo przed śmiercią: "Jezus!"/"Jezu! Jezu!".
- Zmarła w wieku 19 lat: 30 maja 1431.
- Miejsce pochówku: nieznane; po spaleniu jej szczątki zostały wrzucone do Loary.
- Atrybuty: miecz, sztandar, lanca.
- Symbol: złota lilia.
- Kult: beatyfikowana w 1909 roku, kanonizowana w 1920 roku.
- Bohaterka narodowa Francji, święta kościoła katolickiego, patronka Rouen i Orleanu. 

"Walkę stworzyła natura, nienawiść jest wynalazkiem człowieka"

  Irma Grese

- Znana jako "Piękna Bestia"/ "Hiena z Auschwitz"/ "Blond bestia z Belsen".
- Jej działalność przypadła na czas II wojny światowej (1939-1945).
- Urodziła się we Wrechen w Meklemburgii (Niemcy), mieszkała w gospodarstwie wiejskim.
- Miała czwórkę rodzeństwa (była trzecim w kolejności dzieckiem).
- Zakończyła edukację w wieku 14 lat.
- Pracowała w sanatorium, w gospodarstwach rolnych, w sklepach i w mleczarni.
- W wieku 18 lat zgłosiła się na szkolenie dla strażniczek do obozu w Ravensbrück.
- Status społeczny: Aufseherin, członkini personelu nadzorczego z ramienia SS-Gefolge.
- Zawołanie: "Meine Ehre heißt Treue" – "Mój honor zwie się wierność" (hasło, które było 
  wybite na klamrach SS-mańskich pasów, maksyma nadana w 1931 roku przez Hitlera).
- Proces trwał: od 17 września do 17 listopada 1945 roku w Lüneburgu, była jedną z 45 osób, które zasiadły na ławie oskarżonych w procesie załogi Bergen-Belsen.
- Oskarżona o: zbrodnię wojenną (była sądzona za zbrodnie popełnione w obozie Auschwitz oraz Bergen-Belsen).
- Skazana przez: brytyjski sąd wojskowy ds. zbrodni wojennych B.A.O.R.
- Wyrok: śmierć przez powieszenie ("powieszenie sądowe").
- Ostatnie słowo przed śmiercią: "Schnell" ("Szybko").
- Zmarła w wieku 22 lat: 13 grudnia 1945.
- Miejsce pochówku: dziedziniec Zuchthaus Hameln, po 1954 roku: cmentarz "Am Wehl".
- Atrybuty: celofanowy pejcz, pistolet, wojskowe oficerki.
- Symbol: godło Rzeszy Niemieckiej.
- Kult: prawdopodobnie nigdy nie będzie uznana za bohaterkę narodową Niemiec (jest nieoficjalnie czczona przez niektóre ugrupowania neonazistowskie jako męczennica).

*

W 2002 roku ukazał się w gazecie "The Weekly News" kolejny krótki artykuł opisujący postać Irmę Grese. Można powiedzieć, że temat co jakiś czas "wracał na wokandę" dziennikarskiej sensacji. I jak łatwo się domyśleć, padły te same, oklepane hasła: sadystyczna zbrodniarka, niedoszła gwiazda filmowa, nazistowska święta. Joanna d'Arc z celofanowym pejczem.

"Stała się dziewczyną z okładki i obiecano jej karierę filmową po zakończeniu wojny. Na ulubionym obrazie nazistów przedstawiono ją jako swego rodzaju nazistowską Joannę d'Arc - kobietę, która ofiarowała się świętej sprawie".
"Der Pin-Up Fraulein", "The Weekly News", 28.9.2002.


Porównania Irmy Grese do Joanny d'Arc pojawiały się w prasie nawet w 2002 roku.

W tym krótkim tekście podano wiele nieprawdziwych informacji, które nigdy się nie wydarzyły. Irma Grese nie zagrała w żadnej niemieckiej produkcji filmowej, no może poza ujęciami z brytyjskiej kroniki filmowej w 1945 roku. W tym wypadku jej rola jako osoby oskarżonej została jasno określona. Nie było natomiast ani możliwości ani czasu na wykonanie filmowych dubli. "Z polecenia berlińskich władz wystąpiła w krótkim filmie i była na plakatach, a ponadto odkryto, że jej oczy potrafią przemawiać" - pisał dziennikarz. 

Co takiego odkryto? "Oczy, które potrafią przemawiać"...?
Może oczy Irmy Grese też chcą mi coś powiedzieć? 
Czy można mówić oczami?
*

Niemożliwy pojedynek i "kopniak" z zaświatów

W 2007 roku pod wpływem różnych sensacyjnych informacji, porównujących Irmę Grese do Joanny d'Arc, narysowałam własną wersję komiksowej ilustracji, na której obie młode kobiety szykują się do walki... ze sobą na wzajem. W mojej głowie wizualizowałam niemożliwy do spełnienia w rzeczywistości - pojedynek dwóch bohaterek! Po środku zamieściłam tekst pieśni trubadura Bertran de Born pt. "Pochwała wojny". To też jest pewna prawda o nas ludziach: nieważne czy opisywane wydarzenia pochodzą z XII, XV czy XX wieku - wojna zawsze była obecna w historii człowieka. Zawsze za gadaniem starych, stała śmierć młodych. 

Na mojej ilustracji z 2007 roku, Joanna d'Arc walczy z Irmą Grese.

Dziwnym zrządzeniem losu, prawie dwadzieścia lat później, pisząc książkę "Schnell!" przypomniałam sobie o czymś bardzo ważnym, co od wielu lat niepotrzebnie odkładałam na wieczne "później": podróż do Orleanu śladami Joanny d'Arc, mojej patronki od imienia! 

Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że do zrealizowania tego marzenia zmotywuje mnie niemiecka zbrodniarka i do dnia dzisiejszego jestem jej za to wdzięczna, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Nie chciałam już dłużej walczyć z Irmą Grese. Byłam zmęczona tym pojedynkiem. Trwał nieprzerwanie od 2006 roku, a ja czułam się już wystarczająco "przeczołgana" po ziemi przez "dziewczynę w kraciastej spódnicy". Postanowiłam ostatecznie zakopać razem z Irmą Grese nasz symboliczny "topór wojenny". Nadeszła pora, aby zakończyć ten pojedynek!

Zdawało mi się nawet, że usłyszałam intrygujący szept podpowiedzi: "Przyjedź do Orleanu, a dowiesz się, czy niewydeptana ścieżka, którą wybrałaś - jest właściwą drogą". Moja ciekawość sięgnęła tutaj zenitu: jasne, że chciałam dowiedzieć się czy decyzja, którą podjęłam, została pozytywnie oceniona! A może wyjazd do Francji miał być kolejną częścią "łamigłówki z przeszłości"? Czyżby napisanie publikacji wcale nie oznaczało kresu moich dalekich podróży...? Niekiedy przydaje się solidny "kopniak" - nawet taki z zaświatów - aby zrobić coś, czego się od dawna pragnęło. Posłuchałam wewnętrznego głosu i... ruszyłam na Orlean! 

Podróż do Orleanu stała się duchową rozmową z moją patronką.
Pomnik konny Joanny d'Arc wykonał Denis Foyatier w 1855 roku.

Oczy, które mówią

To prawda co napisałam w książce "Schnell!", że zawsze jak jestem we Francji, wchodzę do kościołów i szukam w nich rzeźb, obrazów lub witraży przedstawiających Joannę d'Arc - moją patronkę. Nie inaczej było w Orleanie, który jest uformowany z legendy o świętej Joannie, która walczyła o wyzwolenie tego miasta spod wieloletniego oblężenia przez wojska angielskie. Tam usłyszałam, o czym mówią oczy. 

Można to potraktować jako ciąg dalszy historii ze zdjęciem Irmy Grese z czasopisma "Life" - na temat którego wspomniałam w swojej pracy magisterskiej w 2012 roku, że "zrobiło na mnie wrażenie" i było "przełomowym momentem" - wydarzył się bowiem w katedrze Świętego Krzyża. Nie można nie zauważyć tej masywnej budowli sakralnej, do której prowadzi szeroka, reprezentacyjna ulica imienia Joanny d'Arc ("Rue Jeanne d'Arc")

"Wysoka na 114 metrów i długa na 140 metrów katedra w Orleanie to jedna z najbardziej okazałych katedr we Francji. łączy w sobie styl gotycki i neogotycki, a jej budowa trwała ponad 600 lat! Odwiedzający nie mogą przeoczyć 10 witraży ukazujących historię Joanny d'Arc" - przeczytałam krótką informację z przewodnika pobranego z punktu informacji turystycznej.




Katedra rzeczywiście robiła wrażenie - zdawała się ogromna. Dawno nie widziałam tak wysokiego sklepienia gotyckiego! Aby móc lepiej obejrzeć piękne witraże, które umiejscowione były wysoko ponad poziomem gruntu, wzięłam lustrzankę i wodziłam teleobiektywem po wysokich przeszkleniach z XIX wieku, aby lepiej je obejrzeć w przybliżeniu. 

Aż nagle zobaczyłam duże kobiece oczy patrzące w górę. To spojrzenie było mi bardzo dobrze znane... Od razu skojarzyło mi się z fotografią Irmy Grese z magazynu "Life" z 1945 roku. Może w katedrze w Orleanie w 2026 roku również nastąpił kolejny przełomowy dla mnie moment? 

Może Irma Grese naprawdę potrafi mówić oczami?!




Właścicielką witrażowych oczu okazała się jednak Joanna d'Arc, gdyż trudno byłoby mi uwierzyć w to, że twarz Irmy Grese została utrwalona na XIX-wiecznym dziele sztuki. Tyle razy patrzyłam na tę fotografię, że wryła się na stałe w moją pamięć. Przeszło mi przez myśl, że zarówno jedna jak i druga właścicielka oczu patrzących w górę - została uwieczniona w chwili swojej słabości, kiedy przebywała w areszcie: witrażowa Joanna d'Arc oczekiwała na egzekucję w celi więziennej, a Irma Grese stała się gazetową sensacją, którą chętnie wykorzystali dziennikarze w czasie jej procesu sądowego. 

To dwa spojrzenia oskarżonych kobiet, które miały wkrótce spotkać się ze swoim straszliwym przeznaczeniem. Podobne przemyślenia długo nie dawały mi spokoju. Może jest też tak, że aby móc zrozumieć wydarzenia z przeszłości, trzeba zawsze umieć patrzeć na nie także sercem - wtedy nie stracimy z oczu tego, co najważniejsze! A więc przez oczy można trafić do serca!

Przypomniałam sobie niezwykłą symbolikę oczu, które widziałam na wielu religijnych dewocjonaliach w Syrakuzach. Oczy świętej Łucji były obecne w każdym kościele i na każdej figurze - trzymała je przecież na płaskiej tacy! Oczy uważane są za źwierciadło ludzkiej duszy. Wyłupanie komuś oczu, jak było w przypadku męczeńskiej śmierci Łucji z Syrakuz, to gest pozbawienia człowieka jego bytu, bo czymże jest człowiek bez duszy?  

Rozmowa dwóch par oczu, witrażowych z XV wieku i fotograficznych z XX wieku, może być dialogiem pomiędzy duszami dwóch kobiet, uwikłanych w działania wojenne. Historie życia moich dwóch patronek nie zakończyły się dla nich dobrze... Ale brak happy-endu w opowieści wcale nie oznacza porażki! Zwycięstwo wcale nie polega na ocaleniu swojej cielesnej powłoki, lecz na tym, kim ostatecznie stajemy się w zderzeniu z nieuniknionym losem. Stojąc w katedrze w Orleanie miałam ze sobą wydrukowane zdjęcie Irmy Grese z Lüneburga. Wciąż nosiła na swoim sercu czarny numer "9". Najwyraźniej chciała mi coś powiedzieć, a ja próbowałam usłyszeć, co mówią do mnie jej oczy!

Czasami bywa tak, że nasze oczy są za uwięzi i nie mogą swobodnie mówić. Wiele czasu potrzeba na to, aby "uwolnić" je z kajdan cierpienia. Oczy dwóch kobiet widziały wiele wojennego bólu oraz śmierci. Chciałam zakończyć swoją "wojnę" z Irmą Grese, której oczy z procesu sądowego prześladowały mnie od wielu lat... Wiadomo nie od dziś, że najdłuższe oraz najtrudniejsze do zakończenia nie są wojny, które toczyły się i wciąż toczą na świecie, lecz te które człowiek nosi w swoim poranionym sercu.

Oczy Joanny d'Arc z XIX wiecznego witraża w katerze Świętego Krzyża w Orleanie
i oczy Irmy Grese na zdjęciu z procesu sądowego w Lüneburgu z 1945 roku...

Jakkolwiek przerażająco nie wyglądała, egzekucja Irmy Grese nie była śmiercią męczeńską, gdyż ta zarezerwowana jest dla osób którym przyświecały wartości religijne. Mimo to, każda śmierć w wyniku egzekucji, narzuconej z góry przez sąd cywilny lub wojskowy - jest śmiercią nienaturalną i osobistą tragedią dla skazanego - to nie podlega dyskusji! 

Heroiczna postawa w chwili egzekucji, jak pisałam przy okazji analizy rewizjonistycznego artykułu J. Bellingera pt. "German Girl's Heroic Death", może jedynie nawiązywać do ludzkiej godności, jaką chce zachować każdy skazaniec w obliczu nieuchronnego, a przede wszystkim świadomego spotkania ze swoją śmiercią. Trzeba umieć oddzielić człowieka od jego czynów. Można więc przebaczyć lub prawdziwie współczuć człowiekowi, jednocześnie nie zapominając o jego udziale w zbrodni. Skoro taką postawę wobec skazanych potrafił wyrazić w chwili egzekucji najsłynniejszy brytyjski kat - Albert Pierrepoint, my także możemy spróbować podejść do tego zagadnienia w taki sam sposób. 

Jak pokazała historia ludzkości, kara śmierci była od wieków powszechnie stosowaną metodą rozliczania się z tymi, którzy popełnili różnorodne wykroczenia wobec prawa. Sensowność stosowania kary śmierci w dzisiejszych czasach jest jednak tematem na osobny wpis.

Wyszłam z katedry wciąż czując na sobie wzrok dwóch par kobiecych oczu..

"Szlachetne serce" Orleanu

Kiedy już dotarłam do Francji, odnalazłam miejsce z pocztówki z wizerunkiem Joanny d'Arc i właśnie tam, w budynku znanym dzisiaj jako "Hôtel Groslot", zobaczyłam małą rzeźbę z brązu o tytule "Jeanne d'Arc pleurant à la vue d'un Anglais blessé" ("Joanna d’Arc płacze na widok rannego Anglika"). I w tamtej chwili zrozumiałam, dlaczego miałam przyjechać do Orleanu.

"Hôtel Groslot" okazał się renesansowym pałacykiem przy ulicy Place de l'Etape. Budynek jest bardzo charakterystyczny: jego czerwone cegły przeplatane są kamiennymi zdobieniami oraz witrażowymi oknami. Zbudował go w 1549 roku architekt Jacques I Androuet du Cerceau dla Jacques'a Groslota, królewskiego urzędnika. Budynek gościł także królów Francji, Franciszka II i Karola IX, a także regentkę Katarzynę Medycejską. W latach 1790-1981 pełnił funkcję ratusza miejskiego. Kiedy przyjechałam tam w 2026 roku, nadal przed wejściem do obecnego hotelu stała ta sama, poszukiwana przeze mnie, zadumana Joanna d'Arc - wciąż mocno ściskając swój nadłamany miecz. "Nad czym się tak zastanawiasz, Joanno?" - powiedziałam do niej w myślach. Wyjęłam swoją pocztówkę i skierowałam ją w stronę pomnika: postać Joanny od 1909 roku wciąż była niemal identyczna  - od tylu lat prawie nic się nie zmieniła! 

Dopiero po chwili spostrzegłam, że na pomniku widać ślady od kul. Tego typu ślady znam bardzo dobrze z elewacji warszawskich budynków, ostrzelanych w czasie niemieckiej okupacji lub Powstania Warszawskiego. Na posągu w Orleanie widoczne są ślady odłamków bomby, która uderzyła w pobliską katedrę w 1944 roku. 

A więc także Joannę d'Arc dosięgła ręka II wojny światowej...

Joanna d'Arc została trafiona odłamkami bomby z II wojny światowej.

W "Hôtelu Groslot" można zobaczyć wiele dzieł sztuki z wizerunkami Joanny d'Arc.

Rzeźba autorstwa Marie d'Orleans stała się symbolem współczucia wobec wroga.

Okazało się, że "Hôtel Groslot" można zwiedzać nie tylko od zewnątrz, ale też i od środka! Po wykonaniu małej sesji zdjęciowej z pomnikiem Joanny d'Arc, razem z moją mamą, weszłyśmy do holu, a pan z recepcji potwierdził, że można zwiedzić za darmo kilka reprezentacyjnych wnętrz tego zabytkowego budynku. W jednym z pokoi znajdowała się nawet niewielka wystawa dotycząca... polskich miast! 

W pomieszczeniu nazwanym "Salon d'Honneur" zobaczyłam niepozorną rzeźbę z brązu, która stała na cokole. W pierwszej chwili za bardzo nie wiedziałam, co przedstawia ta rzeźba: była niewielkich rozmiarów i miała bardzo ciemny kolor. Podeszłam bliżej, aby przyjrzeć się detalom i wtedy rozpoznałam kobiecą sylwetkę siedzącą na koniu, natomiast na ziemi leżała inna postać. Nie rozumiałam, jaką scenę przedstawia ta rzeźba. Przetłumaczyłam w telefonie tekst z przewodnika, dołączonego do wystawy. Rzeźba przedstawiała scenę, w której Joanna d'Arc płakała nad rannym... Anglikiem. 


Anglikiem...? A nie powinna płakać nad rannym francuskim rycerzem ze swojej armii? Spojrzałam ponownie na treść z przewodnika, bo wydawało mi się, że coś tutaj nie pasuje do logiki wydarzeń historycznych. Zdecydowanie w tytule rzeźby zamieszczono słowo "Anglais". Nigdy nie widziałam równie nietypowego ujęcia rzeźbiarskiego z Joanną d'Arc. Zazwyczaj jest ukazywana jako pojedyncza postać, ewentualnie towarzyszy jej sylwetka Archanioła Michała. 

W tym wypadku, na tej samej dioramie oprócz niej, jako kobiety-rycerza, był też mężczyzna z wrogiej armii angielskiej. Zapewne w zaprezentowanej scenie, gdyby tak przewinąć akcję do przodu: angielski rycerz zaraz umrze, a Joanna d'Arc pojedzie dalej na koniu, wykonywać swoje dalsze obowiązki. Ta krótka chwila spotkania przeciwników z dwóch stron barykady, została uwieczniona na zawsze w brązie przez młodą arystokratyczną rzeźbiarkę. Przedstawia najważniejsze przesłanie misji Joanny d'Arc, która nie była tylko kobietą-rycerzem. Przede wszystkim była człowiekiem mogącym odczuwać empatię wobec swojego wroga... 

Skoro wiadomo, co przedstawia wyjątkowa rzeźba, to kim była jej autorka, Marie d’Orléans?




Niezwykle wzruszająca jest biografia młodej francuskiej księżniczki, która była autorką rzeźby Joanny d'Arc stojącej przed pałacem Groslot oraz małej rzeźby w brązie, niosącej przesłanie o współczuciu wobec nieprzyjaciół. Marie d’Orléans żyła tylko 25 lat, ale pozostawiła po sobie niezwykłe artystyczne świadectwo, pełne wrażliwości na piękno oraz drugiego człowieka. Poniżej zamieściłam fragment opracowania, które pochodzi ze strony internetowej autorstwa francuskiej historyczki, Marie Petitot: "Plume d’Histoire"

"Marie d’Orléans, artystyczna i romantyczna córka Ludwika Filipa"

Marie, którą jej siostra Louise określa jako "szlachetne serce" i "wzniosły umysł", jest uroczą brunetką o czarnych oczach i długiej łabędziej szyi. Alfred de Vigny dostrzega w niej, oprócz greckiego profilu i smukłej sylwetki, "uwagę w spojrzeniu, która zdradza wybitną inteligencję wykształconą w pracy nad sztuką i myślą".

Grafika przedstawiająca Marię z Orleanu.
Źródło: Muzeum Pałacu Wersalskiego

Rzeczywiście, żywa, fantazyjna, figlarna i inteligentna, Marie jest przede wszystkim niezwykle wykształcona. Oprócz francuskiego zna cztery języki: angielski, włoski, hiszpański i niemiecki. Dzięki odnalezionemu katalogowi wiemy, że jej biblioteka była wypełniona bardzo różnorodnymi dziełami: Dante, Goethe czy Schiller sąsiadują z książkami naukowymi i autorami najnowszej mody. Znajdujemy tam również Szekspira, Byrona czy Waltera Scotta, których dzieła pochłaniała przez całe swoje nastoletnie lata. Te lektury stały się niezwykłym źródłem inspiracji dla jej talentów artystycznych.

Louis-Philippe uczył Marię historii. Był to ulubiony przedmiot króla i nie pomijał żadnego okresu, od starożytności po Restaurację, przechodząc przez rewolucję i Cesarstwo. Jednak jako wielka romantyczka Marie pasjonuje się średniowieczem: obyczaje, zwyczaje - wszystko ją fascynuje. Joanna d’Arc bardzo wcześnie staje się jej ulubioną bohaterką, a ona sama rozpoczyna kolekcjonowanie przedmiotów i mebli pochodzących z końca średniowiecza i początku renesansu.

Ary Scheffer, "Marie d'Orléans dans son atelier", 1839.

Romantyczna księżniczka, niemal melancholijna, Marie zajmuje szczególne miejsce wśród rodzeństwa z rodu Orleanów. Urodzona 12 kwietnia 1813 roku i nosząca tytuł Mademoiselle de Beaujolais, jako trzecia z dziesięciorga dzieci króla Ludwika Filipa i królowej Marii Amelii, już od najmłodszych lat wykazywała wyraźne zamiłowanie do sztuki, twórczości i nowoczesności.

Jej dorobek artystyczny, z konieczności skromny, ponieważ zmarła przedwcześnie w wieku dwudziestu pięciu lat, szybko popadł w zapomnienie i został zaniedbany. Jej dzieła uznano za kaprysy "bogatej dziewczynki".

W przeciwieństwie do swojego ojca, który co prawda był wielkim mecenasem, ale lubił malarstwo czysto historyczne, realistyczne i dość akademickie, Marie, podobnie jak jej starszy brat Ferdynand Filip, następca tronu, posiadała jako koneserka prawdziwą wrażliwość na dzieła sztuki. Artystka z głębi duszy, w ciągu swojego krótkiego życia stworzyła dzieła wysokiej jakości. Zwłaszcza jej rzeźby, pełne oryginalności, świadczą o jej niekwestionowanym talencie.

Prosper Lafaye, "Marie d’Orléans dans son atelier aux Tuileries", 1842.
Na obrazie ukazano rzeźbę Joanny d'Arc opłakującą rannego Anglika.

Urządziła sobie wspaniałą pracownię w Tuileries, w ulubionym przez nią stylu gotyckim. Pracownia ta stała się prawdziwą oprawą dla jej kolekcji i dzieł: Marie szukała w niej schronienia każdego dnia, rzeźbiąc, malując i marząc. Czasami już o siódmej rano zakłada lekką spódniczkę z perkalowej tkaniny i bluzkę, a następnie zabiera się do pracy przy otwartych oknach. Nieliczne dzieła, które tworzy w swojej krótkiej karierze, są bez wątpienia nadzorowane przez Ary'ego Scheffera, który nie ma nic przeciwko tej działalności: w końcu znalazła dziedzinę sztuki, która najbardziej jej odpowiada.

Fragment obrazu "Marie d’Orléans dans son atelier aux Tuileries" z rzeźbą Joanny d'Arc.

Wspomnieliśmy już, że Joanna d’Arc jest jej ulubioną postacią: artystka stworzyła wiele wizerunków dziewicy z Orleanu, w tym "Joanna d’Arc na koniu" oraz "Joanna d’Arc płacząca na widok rannego Anglika". Najbardziej znana jest jej "Joanna d’Arc stojąca", zamówiona przez jej ojca na inaugurację Muzeum w Wersalu: galerie prezentują chronologicznie wielkie postacie historii na przestrzeni wieków, a Joanna d’Arc jest nieodzowna dla epoki średniowiecza. Dzieło wykonane przez Marie jest jedyne w swoim rodzaju: przedstawia dziewicę, co prawda ubraną w zbroję i dzierżącą miecz, ale w pozycji skupienia, "z twarzą pełną wielkiego spokoju i łagodności". Broń przyciska do serca… Rzeźba ta zostanie powielona w setkach egzemplarzy. Marie zaprojektowała również kilka witraży przedstawiających Joannę d’Arc: jeden z nich można nadal oglądać w kaplicy Saint-Saturnin w zamku Fontainebleau.

Nie podoba jej się życie księżniczki. Bale i przedstawienia ją nudzą, nie ma nic bardziej wstrętnego niż "odgrywanie swojej roli" (to jej słowa). Fatalistka, która wolałaby urodzić się zwykłą dziewczyną, godzi się jednak poddać losowi. Pozostaje jednak bardzo zdystansowana wobec wydarzeń, wydaje się żyć na innej planecie - planecie sztuki, z której czerpie siłę, by stawić czoła życiu, które jest jej udziałem".




Po wielu nieudanych planach małżeńskich, które sprawiały, że czuła się upokorzona, Marie poślubiła księcia Aleksandra z Wirtembergii 17 października 1837 roku. Było to udane małżeństwo, które zapewniło jej wyłączną miłość, której poszukiwała przez te wszystkie lata. Niestety, pozostało jej niewiele czasu, by cieszyć się szczęściem: zaledwie nieco ponad rok…

Od najmłodszych lat Marie miała jeszcze słabsze zdrowie niż jej siostra Louise, która i tak była już wątła. Częste napady kaszlu osłabiały ją, a czasami ogarniały ją zawroty głowy, gdy zbyt długo pochylała się nad rysunkiem.

Pewnej nocy, w Wirtembergii, w pawilonie, w którym mieszka, Marie przypadkowo przewraca świecznik na poduszkę. Ogień szybko się rozprzestrzenia, jej pokój spala się doszczętnie, a wraz z nim wszystkie jej rzeczy: toalety, biżuteria, ale także i przede wszystkim jej albumy, dzieła sztuki i szkicowniki. Strata, którą udaje, że traktuje lekko, ale która wpływa na jej morale. Księżniczka zmuszona jest w pośpiechu schronić się w parku, ubrana jedynie w zwykłą szlafrok: jest zima. Tej nocy, będąc w ciąży, zapada na ciężkie zapalenie oskrzeli. Skutki tej choroby będą jej towarzyszyć aż do śmierci…


Po lewej: Marie d’Orléans została pochowana w Kaplicy Królewskiej w Dreux.
Po prawej: pocztówka z grobowcem Marie 
d’Orléans.

30 lipca 1838 roku urodziła syna, Filipa. Osłabiona i wychudzona Maria nie zdołała dojść do siebie po porodzie. 2 stycznia 1839 roku w Pizie, w otoczeniu swojego brata Nemoura i męża, odeszła z tego świata - miała zaledwie dwadzieścia pięć lat. Marie-Amélie, wstrząśnięta tą śmiercią, wypowiedziała zdanie, które dobrze podsumowuje życie i temperament księżniczki: "Marie była zbyt doskonała dla tego świata; nie rozumieliśmy jej; unosiła się zbyt wysoko ponad nami". Marie d’Orléans spoczywa w kaplicy królewskiej w Dreux, nad którą czuwa jej "Stojąca Joanna d’Arc" oraz inne jej dzieło, "Anioł Rezygnacji".

Info: plume-dhistoire.fr

Francuski Orlean to miasto przesiąknięte historią!

Zdolne ręce księżniczki Marie d’Orléans wyrzeźbiły w glinie symbol uniżenia względem kogoś kto stoi po drugiej stronie barykady. Nie przedstawia momentu wygranej bitwy ani triumfu, pokazuje natomiast prawdę o tym, że każdą wojnę może zakończyć jedynie ludzkie współczucie wobec cierpienia wroga. Czy właśnie w tym geście tkwi siła zwycięstwa Joanny d'Arc?

Każdy ma swoją "łamigłówkę" do rozwiązania

Jest więc w Orleanie pewna niewielka rzeźba, niepozornie wyglądająca i jeśli ktoś nie zwróci na nią sam uwagi lub nie przeczyta informacji dołączonej dla zwiedzających - nie będzie miał szansy, aby dotknąć emocjonalnie pewnego trudnego tematu wojny i ludzi, którzy stoją po dwóch stronach barykady. Wojna zawsze jest tragedią walczących osób, nieważne czy działa się w XV czy w XX wieku. To nie przypadek, że w książce "Schnell!" pojawiła się postać Joanny d'Arc, mojej patronki, a wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że ona sama zrobiła to z pełną świadomością, ku mojemu zaskoczeniu, bo takiego scenariusza nie przewidywałam.

Będąc w Hameln w lipcu 2025 roku, razem z niemieckim historykiem, podeszłam do miejsca, gdzie zaczynały się dzikie zarośla, zamykające dostęp do mogiły powieszonych osób. Stojąc tam, słuchałam słów mądrego człowieka, ale nagle do mojej świadomości przebił się inny, równie wyraźnie brzmiący głos. Irma Grese zadała mi pytanie: "Czy już wiesz, o czym jest twoja książka "Schnell!"? Zaskoczyło mnie to nagłe pytanie. W kolejnych dniach zaczęłam się nad nim mocniej zastanawiać. Przeglądając w archiwum miejskim dokumenty oraz trzymając w ręku pożółkłe kartki z opisem szczątek powieszonych osób, wciąż próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie zadane mi przez Irmę Grese. Czy moja książka jest tylko opisem biografii powieszonej dziewczyny, która dokonała kilku niewłaściwych decyzji w swoim krótkim życiu, a świat stał się dla niej miejscem pełnym bólu, traumy i śmierci? Czy jest to opowieść o czymś jeszcze? O czymś, co jest schowane pod powierzchnią śmierdzącego błota z Birkenau, zakopane w dołach pełnych gnijących zwłok i przysypanych piachem z Pustaci Lüneburskiej, zamknięte za drewnianymi drzwiami szubienicznej zapadni w starym więzieniu, ukryte pod gęstą warstwą bluszczu na anonimowej mogile cmentarza "Am Wehl"?

"O czym jest twoja książka?" - to pytanie towarzyszyło mi przez cały mój wyjazd do Hameln. Jakie powinno być przesłanie tej tragicznej historii? Każda książka powinna mieć "drugie dno" - ukryte znaczenie, które czytelnik sam powinien odkryć, podążając za narracją, samodzielnie próbując rozwiązać "łamigłówkę z przeszłości". Po trzech dniach pobytu w Hameln, poszłam jeszcze raz na anonimową, opuszczoną mogiłę wśród bukowych drzew, aby odpowiedzieć Irmie Grese na zadane przez nią pytanie. Zsunęłam się ostrożnie w dół po stromej skarpie, wprost w wilgotne liście gajowców i paproci. Tak oto, chodząc wokół drzew porastających kwaterę CIII zrozumiałam, co chciałam przekazać. Moja książka jest o...

...umiejętności pochylenia się nad tymi, których osądziła ludzka ręka sprawiedliwości.

Odnalazłam miejsce ze starej pocztówki z 1909 roku.

Każdy potrafi przebaczyć

Przebaczyć to nie znaczy zapomnieć. A jednak pamięć o pojednaniu zawsze ma większe znaczenie dla narodów czy jednostek niż pamięć o złu, które było przyczyną konfliktów. Bardzo często jest tak, że widzimy drzazgę w oku bliźniego, a belki w swoim nie dostrzegamy. Opisując historię Irmy Grese chciałam mieć, tak jak ona - oczy zawsze otwarte, aby zobaczyć coś więcej niż tylko zło wojny, przemoc wobec drugiego człowieka oraz śmierć wylewającą się z każdego akapitu tej tragicznej opowieści. Czasem rozmowa ze zmarłymi dosłownie "otwiera oczy"!

Kiedy pomyślisz o Irmie Grese, co widzisz oczami wyobraźni?

Widzisz zbrodniarkę, a ja widzę młodą dziewczynę, dla której skończył się świat...
Widzisz potwora, a ja widzę serce człowieka wrażliwego na muzykę i poezję...
Widzisz sadystkę, a ja widzę nadzorczynię dającą chleb polskiemu więźniowi...
Widzisz skazańca, a ja widzę osobę mierzącą się w więzieniu z własną śmiercią...
Widzisz diabła, a ja widzę zmarłego, któremu zabrano godność i pamięć...

Do dnia dzisiejszego, wciąż nie mogę się nadziwić, że w historii Irmy Grese pojawiła się sylwetka Joanny d'Arc. Te dwie kobiece postaci zawsze były mocno obecne w moim życiu, mogę nawet śmiało napisać, że dzisiaj są moimi patronkami i tak też je traktuję: jedna jest patronką od działalności blogowej na temat sprawczyń Zagłady; a druga jest moją patronką od imienia, którego znaczenie brzmi: "Bóg jest łaskawy". Każda z tych kobiet czegoś mnie nauczyła i coś ważnego od siebie przekazała. I tak jak 13 grudnia zawsze słyszę huk szubienicznej zapadni w Hameln, tak 30 maja moje myśli zawsze są przy stosie egzekucyjnym, który zapłonął 595 lat temu w Rouen

W "Sali Honorowej" hotelu "Groslot" wspólnie z Irmą Grese zakopałyśmy nasz bardzo ciężki "topór wojenny". Tuż pod czujnym wzrokiem Joanny d'Arc, bo nikt tak jak ona, nie potrafi zrozumieć czym jest wojna, jej skutki oraz trudna sztuka wybaczenia. 
Joanno d'Arc, naucz nas iść drogą miłości: byśmy byli zawsze gotowi, aby widzieć człowieka w człowieku, potrafili przebaczać i nie wstydzili się zapłakać nad cierpieniem naszego wroga...

Pocztówka z 1909 roku przedstawia pomnik Joanny d'Arc w Orleanie.

Każdy może zdobyć swój Orlean

Domyślam się, że chcecie znać moją odpowiedź na pytanie zamieszone w miniaturce do wpisu: "Czy 'święta Irma z Belsen' to nowa Joanna d'Arc?". Moja odpowiedź brzmi: Nie! Absolutnie nie wierzę w tego typu sytuacje dotyczące tematyki reinkarnacji osób, które żyły w przeszłości, a po swojej śmierci odrodziły się na nowo - w zupełnie innych ciałach, w innym czasie oraz miejscu. W przypadku Joanny d'Arc nie miałoby to najmniejszego sensu, aby osoba będąca świętą kościoła katolickiego odrodziła się po kilkuset latach w ciele niemieckiej dziewczyny, uznanej w oczach świata za zbrodniarkę wojenną! 

Wszelkie porównania Irmy Grese do postaci Joanny d'Arc są bezzasadne oraz sprzeczne z jakąkolwiek logiką, czy to religijną, czy społeczno-historyczną. Niemniej przytoczyłam powyżej wybrane artykuły prasowe z 1946 roku, gdyż jest to dziś pewien rodzaj dokumentu archiwalnego, opisujący nastroje młodego niemieckiego społeczeństwa, które po zakończonych działaniach wojennych poszukiwało dla siebie nowych autorytetów i punktów odniesienia dla dalszej egzystencji w demokratycznym świecie. 

Joanna d'Arc była Joanną d'Arc, a Irma Grese była Irmą Grese - to były dwie oddzielne osoby, które przeżyły swoje życie tak, jak miały je przeżyć; dokonały tego, czego miały dokonać i obydwie zmarły tragiczną, haniebną śmiercią w wyniku egzekucji sądowych. To prawda co napisałam w książce: jeśli chcemy widzieć podobieństwa, to zawsze je zobaczymy. Ważne jest jednak w tym wszystkim to, aby zrozumieć, czego uczy nas historia odważnej Joanny d'Arc, a przed czym przestrzega nas los Irmy Grese, młodej nadzorczyni z Auschwitz. 

Zdobyć swój Orlean, to znaczy odważyć się na wzięcie odpowiedzialności za siebie, a przede wszystkim za drugiego człowieka. Kiedy pojechałam do Orleanu, a tam odnalazłam miejsce z pocztówki i zobaczyłam niepozorną rzeźbę w hotelu "Groslot", otrzymałam tym samym potwierdzenie ukrytego przesłania książki "Schnell!", która odpowiada na pytanie: czy wzorem Joanny d'Arc jesteśmy zdolni, aby zapłakać nad cierpieniem naszego wroga?

Tak więc długa podróż, w którą wyruszyłam w 2024 roku, zaczęła się w niderlandzkim Haarlem, w domu Corrie ten Boom, gdzie za lepszą stroną tkaniny ukryto prawdziwy skarb; poprowadziła przez zielono-złote szlaki meklemburskiej krainy wyglądającej niczym "tapeta z Windowsa"; wplątała się się w liście samotnego drzewa patrzącego na ludzi "idących w tę i w tamta stronę"; przysiadła na chwilę w więziennym holu, obserwowanym bacznie przez lustrzanego "szczura numer 9", by następnie zanurzyć się w gęste rośliny porastające opuszczoną mogiłę; krążyła wokół okrągłej tablicy pomiędzy trzema dębami przy ruchliwym skrzyżowaniu Marble Arch; wspięła się po stromych słonecznych klifach Syrakuz - tuż pod zawsze otwartymi oczami świętej Łucji; by ostatecznie przekroczyć próg zabytkowego hotelu "Groslot" we francuskim Orleanie, pilnowanego przez kobietę w zbroi oraz zasiąść przy stole w Salonie Honorowym, wypowiadając hasło "łamigłówki z przeszłości".

Mozaikowo-pikselowa Joanna d'Arc to dzieło artysty "MifaMosa".

"Rue Jeanne d'Arc" to dziś reprezentacyjna aleja w Orleanie.

Joanna d'Arc wciąż zasłuchana jest w szept Archanioła Michała...

Każdy może kochać taką miłością

C
zytając prasowe artykuły z 1946 roku o "świętej" Irmie z Belsen, niejedna osoba zapewne lekko uśmiechnęła się do siebie. A jednak, gdyby nie tamte wydarzenia, zestawiające obok siebie w jednym szeregu osobę wyniesioną na ołtarze przez kościół katolicki i zbrodniarkę wojenną, prawdopodobnie nie wróciłabym myślami do biografii swojej imiennej patronki. To jest też pewna tajemnica, że nawet za dużym złem może kryć się małe dobro. Nigdy nie ignorujmy tych, których skreśliła ludzka ręka sprawiedliwości: ich duchowa obecność może jeszcze odegrać ważną rolę w naszym codziennym życiu! Można to nazwać "cudem" lub "łamigłówką z przeszłości", ale faktem jest to, że gdyby nie moja chęć napisania książki o niemieckiej zbrodniarce, nigdy nie odważyłabym się na gest zdobycia swojego Orleanu...

Orlean to miasto pełne sztuki. Pablito Zago jest twórcą muralu z Joanną d'Arc. 

Oświecona zachodzącym słońcem fasada katedry Świętego Krzyża w Orleanie.

Śmierć Joanny d'Arc na reliefie pomnika stojącego na głównym placu w Orleanie.

Kiedyś usłyszałam takie słowa: "Miłość to uklęknięcie przed swoim wrogiem". Poruszyło mnie to zdanie, bo oddaje sedno tego, czym była śmierć Joanny d'Arc. Jej spalenie na stosie było symbolicznym uklęknięciem przed tymi, którzy ją skazali na śmierć. Podobnie jak Jezus na krzyżu, tak Joanna d'Arc wybaczyła swoim oprawcom i potrafiła się za nich modlić - będąc już przywiązaną do słupa na stosie. Postawa godna pochwały i naśladowania - a jednak wymagająca uniżenia się względem oprawców. Śmierć jest najlepszą nauczycielką życia: zawsze uczy prawdziwej miłości wobec bliźniego, nawet tego zza drugiej strony barykady.

Wyjazd do Orleanu był moim własnym, małym zwycięstwem.

Orlean można zdobyć tylko miłością. Zapewne nigdy nie zrozumiałabym logiki takiej nietypowej postawy oraz tego gestu, gdybym nie pisała swojej książki. A więc moja publikacja "Schnell!" jest opowieścią o miłości - tej najbardziej wymagającej, do której prowadzi bardzo długa i kręta droga, niekiedy mocno zarośnięta i wąska, że prawie jej nie było widać! Daleka podróż, w którą wyruszyła badaczka Zagłady, okazała się ścieżką ku pojednaniu i przebaczeniu. Po przejściu tej drogi i swoich osobistych doświadczeniach, wolę dzisiaj odważnie powiedzieć, że w miłosiernym sercu Boga jest specjalne miejsce dla Irmy Ilsy Idy Grese i tej prawdy kurczowo się trzymam. W opisie zamieszczonym na tylnej okładce książki zawarłam adnotację, że to opowieść o wierze i miłości, bo prawdziwa miłość to zdolność do uklęknięcia przed drugim człowiekiem, nawet jeśli byłby nim nasz nieprzyjaciel. 

Czy potrafisz kochać ludzi taką miłością?


Zobacz też:

Komentarze


Popularne posty:

Translate