Belsen 15.4.1945: "Stirb nicht! Die Engländer sind da..."

 

W lipcu 2025 roku miałam możliwość po raz drugi odwiedzić teren byłego obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen. Trudno jest dotrzeć do tego miejsca, które jest właściwie po środku niczego. Najbliżej znajduje się miasteczko Bergen. Za pierwszym razem, w 2016 roku, kierowca lokalnego autobusu dowiózł mnie do szosy oddalonej 2 kilometry od terenu muzeum. Dalej musiałam przejść pieszo ten odcinek. W 2025 roku miałam ze sobą rower i dojechałam do Bergen-Belsen z miejscowości Celle, a trasa miała około 20 kilometrów w jedną stronę. 

W książce "Schnell!" możecie przeczytać wspomnienia o mojej pierwszej wizycie w tym Miejscu Pamięci. Nie dość, że był luty, wiał zimny wiatr, byłam sama, to jeszcze w tle cały czas słyszałam różnorodne detonacje i wystrzały dochodzące z pobliskiego poligonu wojskowego. Nie była to ani łatwa ani przyjemna podróż. Pisząc książkę o Irmie Grese, która od marca 1945 roku pracowała przez około sześć tygodni w obozie Bergen-Belsen, chciałam znaleźć bardziej pozytywne relacje pochodzące od więźniarek, a które dotyczyły tej młodej nadzorczyni. 

Udało mi się znaleźć kilka cytatów, ale najbardziej znane są dwie relacje kobiet, które były wcześniej więźniarkami obozu Auschwitz-Birkenau, a następnie zostały przewiezione transportami ewakuacyjnymi do Belsen. Nie były to całkiem przypadkowe więźniarki, gdyż obie należały do tzw. żeńskiej orkiestry obozowej w Birkenau. Były zawodowymi muzykami i przygotowywały koncerty dla załogi obozu Auschwitz oraz grały publicznie przy okazji selekcji lub wymarszu komand do pracy. 

Irma Grese bardzo dobrze znała kobiety z obozowej orkiestry. Zwracała się do nich po imieniu, a kiedy przechodziła obok grającej orkiestry - przyjacielsko machała w stronę więźniarek. Brzmi to dość nietypowo, kiedy pomyśli się o drastycznych opisach tego, do czego była zdolna nadzorczyni Grese. A jednak, wiele relacji potwierdza fakt, że Irma Grese naprawdę lubiła żeńską orkiestrę i była częstym słuchaczem koncertów w Birkenau. Miała nawet swoją ulubioną arię z operetki "Carewicz", którą czasami kazała więźniarkom specjalnie dla siebie zagrać i zaśpiewać. Z tego, co wyczytałam w innych wspomnieniach, Irma Grese była osobą wrażliwą na muzykę. Jeśli tak się zastanowić, dlaczego akurat muzyka była ważna dla Irmy Grese, to nie jest to wcale dziwne: jako małe dziecko Irma lubiła śpiewać i dużo śpiewała razem ze swoją starszą siostrą Lieschen - o czym wspominała też Helene Grese w wywiadzie z 1987 roku. Muzyka mogła kojarzyć się jej ze szczęśliwym dzieciństwem, a wiadomo, że w czasie pracy w Auschwitz tęskniła do swojego rodzeństwa i często o nim mówiła, nawet więźniarkom.

Irma Grese wiedziała, że w obozie Belsen w kwietniu 1945 roku przebywało dużo kobiet z żeńskiej orkiestry z Birkenau. Niektóre z nich sama próbowała odnaleźć, co wcale nie było łatwe w gąszczu dziesiątek tysięcy głów. Inne z więźniarek, o czym przeczytacie poniżej - same próbowały zgłosić się do Irmy Grese i prosić ją o pomoc ze świadomością, że darzyła sympatią więźniarki z orkiestry. Zapraszam do zapoznania się z fragmentami książek!

*

Fania Fénelon | "Das Mädchenorchester in Auschwitz" (1981)
"Stirb nicht!"

"Nie umieraj!"

Ten niemiecki głos, nie wiem, co do mnie mówi; nie udaje mu się wyciągnąć mnie z czarnej otchłani, w której tonę, w której się zapadam, z każdą sekundą coraz głębiej. Od wielu dni nie mam już siły, by utrzymać oczy otwarte. Czy to mój mocz, który raz mnie ogrzewa, raz wywołuje dreszcze, czy też to gorączka? Tyfus wyniszcza mnie na moim miejscu. Umrę.

Głowa pęka mi z bólu. Krzyki, jęki i stękania dziewcząt rozrywają ją na ostre odłamki, na drobne kawałki lustra, które mnie rozdzierają, które wbijają się w moją czaszkę.

Rozkazuję mojej dłoni, by ją wyciągnęła. Moje dłonie zamieniły się w szkieletowe szpony, które już mi nie słuchają. Kości musiałyby już przebić skórę. Może odpadły? To nie może się stać. Muszę zachować swoje ręce, żeby móc grać na fortepianie. Grać na fortepianie... te małe kości na końcach moich ramion mogą co najwyżej stukać w tańcu śmierci, śmieję się...

Nie, nie oszalałam, ale ten pomysł – to śmieszne.
Jestem spragniona, strasznie spragniona. SS odcięło nam wodę. Są dni, kiedy nie mamy co jeść. Już dawno przestałam odczuwać głód.
Staję się lekka, unoszę się na chmurze, zapadam się w piasku, który nie daje oparcia… nie, latam w wacie. Dziwne…



Jestem brudna... Na szczęście wymyśliłam pewien sposób: myję się własnym moczem, dzięki czemu czuję się świeżo. Nie mogę się poddać, muszę dbać o higienę. Mocz nie jest brudny. Kiedy jestem spragniona, mogę go pić – i już go piłam.

Nie wiem, która jest godzina. Jaki dziś dzień? To wiem. Dziewczyny liczą dni: 15 kwietnia. No i co z tego. To dzień jak każdy inny. Ale gdzie właściwie jestem? Czy nie jestem już w Birkenau? Tam było nas czterdzieści siedem, my, panie z orkiestry... tutaj, w Bergen-Belsen, w tym baraku bez okien, jest nas tysiąc... od samego początku trupy. Boże, jak tu śmierdzi!... Teraz już wiem, przypomniałam sobie, przybyłyśmy tu 3 listopada 1944 roku.

Co za piekielny chaos w mojej głowie… Czy to dzień, czy noc?

Poddaję się, to zbyt męczące… to człowieka wykańcza.

Nade mną, na mojej twarzy, powiew… nieokreślony zapach, rozkoszna woń.



Głos przebija się przez góry waty, zagłuszając szum w moich uszach: "Moja mała śpiewaczka..."
'Mała śpiewaczka'... wszyscy członkowie SS tak mnie nazywają. 

"Nie umieraj!"

To rozkaz. No cóż, nie muszę już przyjmować rozkazów; mój mózg wprawdzie je tłumaczy, ale już mi nie rozkazuje.

Próbuję otworzyć oczy i widzę Irmę Grese, tę nadzorczynię SS, którą ze względu na jej wygląd nazywamy 'Aniołem'. Jej boskie blond warkocze, niczym aureola, jej niebieskie oczy, jej niebiańska cera zlewają się w mgle. Potrząsa mną:

"Nie umieraj! Twoi angielscy przyjaciele już są!"

Czy to możliwe? Ta Walkiria ma w spojrzeniu iskierkę radosnego blasku, prawie jakby to jej sprawiało frajdę!

Znowu zamykają mi się oczy, ona mnie męczy.
"Co ci powiedziała?" – chcą wiedzieć wielka Irene i Anny. 
Powtarzam zdanie po niemiecku. 
Stają się niecierpliwe. "Powiedz nam po francusku, przetłumacz!"
"Zapomniałam."
"Ale przecież przed chwilą powiedziałeś nam to po niemiecku".
Wypytywały mnie, nie pamiętam już, milczałam...
"Powiedz coś!"
Ich głosy niemal błagały:
"Nie umieraj!"
To było impulsem i powtórzyłam za nimi:
"Nie umieraj! Twoi przyjaciele, Anglicy, są tutaj..."

Są rozczarowane: "To wszystko, nic więcej?" – mruczy mała Irene. Florette wtrąca się: "Bzdura! Już wielokrotnie robili nam ten numer z Rosjanami, Anglikami i Amerykanami. W Auschwitz podawali nam tę sałatkę siedemnaście razy!"

Słyszę spokojny głos wielkiej Irene: "A gdyby to była prawda?".
Anny mówi z zamyśleniem: "Gdyby można było w to uwierzyć i gdyby to się teraz skończyło, tak po prostu...".
Wokół robi się coraz bardziej mrocznie, z narzekań Florette docierają do mnie tylko fragmenty.

Boże, jak mi gorąco! Mam język jak kawałek tektury! Pragnienie...! Moja świadomość wciąż się wygasa. Z nieskończonej odległości, jakby z dna krateru po bombie, docierają do mnie znajome głosy: "Posłuchaj, Irene, przecież widzisz, że to koniec. Ona już nie oddycha. Moja szklanka się nie zaparowuje... a ta sztuczka zawsze działa, nawet w szpitalach tak robią.

"Spróbuj jeszcze raz… może ona jednak jeszcze nie umarła?"
O kim one mówią? Kto umarł?
Aha, to ja jestem tą zmarłą? – Ach, one działają mi na nerwy. Co prawda mam potężny tyfus, ale jeszcze się nie poddałam. Chcę poznać zakończenie naszej historii. Złożę o tym świadectwo.




*
Anne Sebba | "Trzeba było grać" (2026)
"Tu grać nie będziecie"

"Bergen-Belsen to było piekło na ziemi", stwierdziła belgijska skrzypaczka Helene Wiernik, przypominając sobie, jak sama zapadła na tyfus. "Jednej rzeczy nie rozumiałam: dlaczego nie przyjechał do nas nikt z Czerwonego Krzyża?". 

W przededniu wyzwolenia obozu zmarła również grecka skrzypaczka Julie Stroumsa z Salonik, przed wojną zaręczona z Davidem Perahią. podobny los spotkał Lolę Croner, młodszą z dwójki niezamężnych sióstr, nazywana pieszczotliwie Tante Croner przez wdzięczne za okazywaną im serdeczność dziewczyny z orkiestry. Ibi, węgierską skrzypaczkę deportowaną do Auschwitz w lipcu 1944 roku wraz z Lily Mathé, zabił tyfus.

W tym samym czasie Lili Assael upadła i złamała nogę. Pozbawiona sił potrzebnych do rekonwalescencji, ciężko zachorowała. Zaniepokojona Yvette chciała odwzajemnić się siostrze za ocalenie życia. O pomoc zwróciła się nie do dziewcząt z grupki Hilde, ponieważ te mieszkały w innym baraku, lecz do Irmy Grese, jednej z najbardziej brutalnych nadzorczyń z Auschwitz.

Kliknij na zdjęcie i obejrzyj wywiad z Yvette Lennon:
(USC Shoah Visual History, 1995)


Irma Grese rzuciła szkołę w wieku czternastu lat. Pięć lat później zatrudniła się jako strażniczka obozowa. Prędko zaczęła budzić postrach wśród więźniarek wpierw Ravensbrück, a potem Auschwitz, ponieważ wszędzie chodziła ze swoim groźnym wilczurem. W marcu 1945 roku dwudziestojednoletnią Grese przeniesiono do Bergen-Belsen. W Birkenau aufzejerka znała wszystkie orkiestrantki po imieniu, więc Yvette postanowiła zaryzykować, licząc na jej przychylność. Z wielkim strachem udała się do kancelarii SS i poprosiła o przydzielenie do pracy, aby mogła zdobyć dodatkowe racje żywnościowe dla obłożnie chorej siostry. Grese ja odprawiła, twierdząc, że jej nie poznaje.



Jakiś czas później Yvette dostrzegła nadzorczynię idącą przez obóz i raz jeszcze zebrawszy się na odwagę, poprosiła o pomoc. Tym razem Grese ją rozpoznała. Gdy Yvette opowiedziała jej o pogarszającym się stanie zdrowia siostry, ta kazała się do niej zaprowadzić. Na widok nadzorczyni kobiety stanęły na baczność, spodziewając się najgorszego. Grese tylko przyjrzała się Lili i poleciła blokowej wydawać chorej dwie dodatkowe porcje zupy, póki nie wyzdrowieje, po czym zaprowadziła Yvette z powrotem do kancelarii i załatwiła jej pracę w kuchni.

Po trzech dniach Greczynka musiała znów błagać o przysługę, bo była zbyt osłabiona, żeby dźwigać kotły z zupą. Grese przeniosła ja więc do pomocy przy sprzątaniu. Otrzymane za pracę racje żywnościowe wymieniała w kuchni na coś bardziej pożywnego dla siostry. Lili, a może nawet sama Yvette mogłyby nie przeżyć, gdyby nie ten dodatkowy przydział jedzenia. 

W wywiadzie z 1995 roku Yvette, starając się dostrzec u swoich oprawców ludzkie odruchy, uznała zachowanie Grese za przejaw współczucia.


Zobacz też:

Komentarze


Popularne posty:

Translate