Lohheide: Deutscher Kriegsgräberfriedhof

Niemiecki cmentarz wojskowy w Lohheide

W lipcu 2025 roku pojechałam rowerem z Celle do Miejsca Pamięci Bergen-Belsen, aby zawieźć do muzealnej biblioteki dokumenty archiwalne o nadzorczyni Irmie Grese. Tydzień wcześniej prowadziłam mailową korespondencję z panią, która pracuje w czytelni w sprawie opracowania naukowego o Irmie Grese autorstwa Katrin Karmann. Pani przesłała mi kopię maszynopisu, a ja w podziękowaniu obiecałam, że podzielę się dokumentacją, którą zebrałam w czasie swojej kwerendy. I tak tydzień po mailowej korespondencji, zjawiłam się osobiście w muzeum byłego obozu Bergen-Belsen, w którym poprzednio byłam w 2016 roku. Z pendriv'em w ręku i uśmiechem na twarzy poszłam jeszcze raz podziękować za przesłany tekst źródłowy.

Po wizycie, poszłam na teren byłego obozu, nagrać kilka ujęć do filmowej wersji mojej książki "Schnell!". Obeszłam dookoła cały teren, który dzisiaj jest jednym wielkim masowym grobem kilkunastu tysięcy więźniów, zmarłych tuż przed i po wyzwoleniu obozu przez Brytyjczyków w kwietniu  1945 roku. Poszczególne kopce z masowymi mogiłami porozrzucane są po całym terenie byłego obozu. Dzień był parny, więc po nagraniu odpowiedniej ilości ujęć, wsiadłam na rower i pojechałam odszukać mały, niemiecki cmentarz wojskowy o nazwie "Lohheide". 

"Letnia pogoda jest piękna, dni jasne i upalne. Napełnia nas nadzieja na życie i pokój, po tym jak wystarczająco długo obserwowaliśmy skutki śmierci i wojny... Wieczorem udajemy się na cmentarz, by odwiedzić zmarłych, którzy spoczywają tam w spokoju i zapomnieniu. Znam jeszcze każdego z nich, a w pamięci pozostały mi choroby i śmierć wielu z nich".
Dr Hans Stille, pracownik szpitala wojskowego w Bergen.
Dziennik, 14.7.1944


Już w 2016 roku chciałam odnaleźć ten cmentarzyk pośrodku Pustaci Lüneburskiej, jednak wówczas był luty i wiał zimny wiatr. Nie miałam swojego roweru i nie wiedziałam dokładnie, gdzie znajduje się konkretna lokalizacja tego miejsca. To były czasy, kiedy nawigacja GPS na terenie Niemiec jeszcze tak dobrze nie funkcjonowała. W 2025 roku było inaczej: pogoda dopisała i miałam ze sobą rower, dzięki czemu mogłam sprawnie przemieścić się na odcinku o odległości pięciu kilometrów od byłego obozu Belsen. Droga prowadziła szosą wzdłuż różnych zabudowań jednostek wojskowych. Cały obszar stanowią poligony ćwiczeniowe, czasem można więc usłyszeć detonacje lub wystrzały. Po przejechaniu zalesionego odcinka trasy, moim oczom ukazała się niewielka polana z kamiennymi krzyżami - byłam na miejscu!


"Lohheide" to jeden z wielu tego typu cmentarzyków wojennych, jakie powstawały między 1944 a 1945 rokiem. Zazwyczaj grzebani byli na nich niemieccy żołnierze, których starano się leczyć w wojskowych szpitalach, a którzy zmarli w wyniku odniesionych ran. W przypadku cmentarza "Lohheide" sprawa jest o tyle ciekawa, że pochowano tutaj kilkudziesięciu członków personelu SS z obozu Belsen, którzy zmarli w wyniku zakażenia tyfusem. Epidemia tyfusu od początku 1945 roku dziesiątkowała zarówno więźniów, jak i personel niemiecki. 

W swoim sądowym zeznaniu z dnia 17 października 1945 roku, Irma Grese powiedziała, że w czasie pracy na terenie obozu Belsen, przygotowywała wieńce dla poległych żołnierzy oraz dla tych, którzy zmarli z powodu zakażenia tyfusem: "Wraz z moją grupą roboczą udałam się do lasu, aby poszukać materiałów do wykonania wieńców dla członków SS, którzy w tamtym czasie masowo umierali na tyfus". Zapewne nie przypuszczała wówczas, że jeden z wieńców znajdzie się 23 kwietnia 1945 roku na świeżym grobie jej przyjaciela - Franza Hatzingera. Podoficer SS, którego poznała w Auschwitz, prawdopodobnie na ślubie Elisabeth Volkenrath, stał się jej wyjątkowo bliski i chociaż mężczyzna miał żonę oraz dziecko, zawiązał bliską więź z młodą nadzorczynią. Nie wiadomo dokładnie, jakie relacje łączyły tych dwoje, czy była to tylko przyjaźń czy może chwilowe zauroczenie ze strony Irmy Grese. Wiadomo, że już wcześniej Irma Grese była zakochana w innym esesmanie, który pracował w Ravensbrück. Można więc przypuszczać, że będąc młodą kobietą, Irma Grese chciała mieć kogoś bliskiego obok siebie. Często takie męskie towarzystwo było traktowane przez nadzorczynie jako protekcja przed zalotami innych mężczyzn z SS lub ochrona przed męską dominacją o podłożu seksualnym. Wiele nadzorczyń szukało w esesmanach oparcia emocjonalnego.

Chwilę czasu zajęło mi odnalezienie kamiennej płyty z inskrypcją Franza Hatzingera, ale udało się! Cmentarz zdecydowanie potrzebuje renowacji, gdyż płyty grobowe znajdują się bezpośrednio na ziemi i są zanieczyszczone porostami. Ledwo można dziś odczytać napisy o pochowanych osobach. Sam cmentarzyk ulokowany jest w zacisznym miejscu, pośród lasu. Usiadłam na drewnianej ławce pod drzewem, odczuwając zmęczenie po całym dniu jeżdżenia. Zjadłam przekąskę, potem nagrałam telefonem ujęcia na potrzeby filmu, pomachałam Hatziemu i ruszyłam w drogę powrotną. Czekała mnie jeszcze 20-kilometrowa trasa do Celle, a tam przesiadka na pociąg do Hameln. 

Patrzyłam na furtkę cmentarza "Lohheide" z datami "1939-45" i przypomniałam sobie słowa z listu pożegnalnego Irmy Grese z 11 grudnia 1945 roku:

"Nie czuję się tak, jakbym miała spotkać się ze śmiercią, ale bardziej tak, jakby wysłano mnie na spotkanie z kimś, kto czeka na mnie z utęsknieniem".

Zawsze wzruszały mnie te słowa, pochodzące od osoby, która miała za chwilę zmierzyć się ze świadomym przejściem przez swoją własną śmierć. Umierając, każdy chce wierzyć, że po tej drugiej stronie nigdy nie będzie całkiem sam i że zawsze ktoś z bliskich, kto odszedł wcześniej, z radością wyjdzie mu na spotkanie. Zamykając cmentarną furtkę byłam przekonana, że po swojej śmierci, Irma Grese spotkała tego kogoś, kto czekał na nią z utęsknieniem i razem z nim znów mogła "kochać i całować". 

*

Liczni ranni i chorzy niemieccy żołnierze byli przewożeni transportami medycznymi koleją, głównie z frontu wschodniego, do Bergen-Hohne, do szpitala polowego przy obozie wojskowym. Wśród nich byli również żołnierze z sojuszniczych krajów – Węgier i Rumunii. Jednak nie przyjmowano tu wyłącznie żołnierzy z frontu. Od 1943 roku szpital ten pełnił również funkcję punktu opieki medycznej dla członków personelu komendantury i strażników obozu Bergen-Belsen. Wielu z przywiezionych zmarło z powodu odniesionych ran, chorób lub epidemii, które od początku 1945 roku szerzyły się w obozie Belsen. Zostali pochowani w odległości kilkuset metrów, na niemieckim cmentarzu wojskowym w Lohheide. 

"Często ogarnia nas dreszcz na myśl o tym, jak bezduszni i obojętni stali się tutaj wszyscy wobec cierpienia i śmierci, z którą spotykamy się na co dzień – w tym my sami. Pojedynczy człowiek, czy to cierpiący, czy umierający, nie budzi już w nikim litości ani nawet współczucia; wydaje się, że lepsza strona ludzkiej natury wygasła".
Dr Hans Stille, pracownik szpitala wojskowego w Bergen.
List, 8.12.1944


Na cmentarzu pochowano również 58 żołnierzy, którzy polegli w ostatnich tygodniach wojny podczas walk w rejonie Soltau-Celle. W 29 ze 171 grobów spoczywają szczątki członków personelu SS obozu Bergen-Belsen. Cmentarz został założony w 1944 roku. Na grobach stały proste krzyże z brzozy, a wokół nich rosły wrzosy, a później barwinki. Później pomiędzy grobami posadzono grupy krzewów. Obecny wygląd cmentarz zyskał w 1972 roku dzięki przebudowie, którą przeprowadził Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorge e.V. na zlecenie kraju związkowego Dolna Saksonia.

Info: kriegsgraeberstaetten.volksbund.de

Zapraszam na krótki spacer po cmentarzu Lohheide:











Zobacz też:

Komentarze


Popularne posty:

Translate