
Przecinek, a nie kropka. Dalsze badania nad sprawcami...
Za mną jeden z najlepszych i najbardziej owocnych wyjazdów do Niemiec od 2013 roku, czyli od czasu, kiedy rozpoczęłam podróże do miejsca pamięci Ravensbrück. Od 14 do 22 lipca 2026 roku mieszkałam w Hameln u znajomego historyka, który zaprosił mnie do swojego domu jako gościa. Było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie i możliwość spróbowania rozmowy po niemiecku na wyższym poziomie niż zamawianie obiadu w restauracji czy kupowanie biletów kolejowych. Starałam się jak mogłam, aby podołać temu wyzwaniu!
Wiele się działo w czasie tych sześciu pełnych dni, które spędziłam w mieście Fletnika. Był to już czwarty mój przyjazd do Hameln. Przez wiele lat panicznie bałam się tego miejsca oraz uznawałam je za "miasto śmierci". Irma Grese w swoim ostatnim krótkim wierszu, napisanym na kilka godzin przed egzekucją, nazwała Celle i Lüneburg jako "miejsca grozy", ale z jej perspektywy tak właśnie te miasta wyglądały: w Celle była aresztowana, przesłuchiwana, pokazywana jak jakiś dziwoląg rzeszom mężczyzn w mundurach, a w Lüneburgu przeszła przez własny dramat procesu sądowego i właśnie tam usłyszała, że niedługo umrze.
Chyba nie ma nic gorszego dla młodego człowieka, gdy dowiaduje się, że śmierć zbliża się do niego nieuchronnie i nie da się przed nią uciec, schować lub odsunąć w czasie. Zastanowiło mnie też jej pytanie retoryczne: "Czy w Hameln również nas dręczono..." ("Ob man uns in Hameln auch gequält..."). O jakim dręczeniu lub wręcz torturowaniu napisała? Czy był to jakiś rodzaj cierpienia fizycznego? Jeszcze bardziej przeraził mnie kolejny werset tego traumatycznego tekstu: "...żadne ludzkie oko tego nie widziało" ("...kein Menschenaug hat dies gesehn"). Irma Grese zdawała sobie sprawę z tego, że skazani zostali szczelnie odgrodzeni od świata zewnętrznego i nikt poza wybraną grupą osób uczestniczących w przygotowaniach i przebiegu egzekucji, nie miał wglądu w to, co działo się wewnątrz pomieszczeń.
Chciałam móc jednak zobaczyć to, co działo się za wysokimi murami Zuchthaus Hameln: poznać prawdę o śmierci, pochówku oraz późniejszej ekshumacji szczątek powieszonych osób. I dlatego musiałam wrócić do "miasta śmierci" i "szubienicznej Golgoty", aby zrozumieć o jakim cierpieniu pisała w swoim rymowanym wierszu Irma Grese. Jej wiersz nie jest tylko ostatnim krzykiem rozpaczy młodej dziewczyny czekającej na śmierć w ciasnej celi. To zapis relacji z przeszłości, a więc dokument bezpośredniego świadka wydarzeń.
W lipcu 2026 roku w Hameln postawiłam przecinek, a nie kropkę w swojej opowieści o sprawcach, których ukarała ludzka ręka sprawiedliwości. Czy też jesteście ciekawi jaki był dalszy ciąg tej tragicznej historii? Zasoby niemieckich archiwów uchyliły rąbka tej tajemnicy...
Przyjechałam do Hameln w dwóch głównych celach: dokończenia kwerendy z 2025 roku w niemieckich archiwach oraz po to, aby móc na spokojnie pospacerować po terenie cmentarza Wehl. "Appendix B" do mojej publikacji "Schnell!" będzie przede wszystkim dotyczył historii leśnego cmentarza oraz burzliwych wydarzeń z lat 1947-1986, które działy się na kwaterze grobowej oznaczonej jako "CIII". Obiecałam na blogu, że pokażę, kto oprócz niemieckich zbrodniarzy został pochowany w tym konkretnym miejscu, a żeby to zrobić musiałam zebrać odpowiednią dokumentację archiwalną.
Żeby unaocznić to, co udało mi się uzyskać w czasie tegorocznej kwerendy naukowej dotyczącej osób powieszonych w Hameln w latach 1945-1949, oto efekt wyjazdu:
- 2500 wykonanych zdjęć, w tym: 400 ujęć filmowych
- dwa dni pracy polegającej na przeglądaniu dokumentów z archiwum w Hameln
- kilka godzin pracy w archiwum w Hanowerze z dokumentami dotyczącymi ekshumacji
- nawiązanie współpracy z niemieckimi historykami i pracownikami archiwów
- spotkanie z osobą pracującą w lokalnej gazecie i przedstawienie tematu
- wiele godzin spędzonych na wizji lokalnej na cmentarzu Wehl i wykonanie dokumentacji
- oraz kilka wycieczek pieszo-rowerowych po okolicy


W archiwum w Hameln przeglądałam przede wszystkim dokumentację z zapisami zgonów powieszonych osób. Więcej o tym napiszę w osobnym wpisie. Teraz tylko wspomnę, że są trzy podstawowe źródła z rejestrami osób zmarłych w mieście Hameln: przede wszystkim tzw. "Sterbefälle" - obszerne teczki zawierające karty z poszczególnymi kwestionariuszami zgonów w mieście Hameln, czyli "Todesanzeige"; poza tym są jeszcze rejestry z ksiąg cmentarza Wehl, czyli "Bestattungsregister Friedhof Am Wehl", w których są wpisane dane o zmarłych, takie jak dzień ich śmierci oraz pochówku, a także dokładne miejsce lokalizacji grobu; ostatnim źródłem są księgi z alfabetycznym spisem zmarłych, czyli "Alphabetisches Namenverzeichnis zum Sterbebuch des Standesamtes Hameln". Jest tego naprawdę dużo, zwłaszcza, że musiałam przejrzeć zapisy z lat 1945-1949. A raczej z lat 1946-1949, gdyż osoby powieszone w grudniu 1945 roku w Hameln zostały zarejestrowane w księgach zgonów dopiero w połowie 1946 roku.

Od dłuższego czasu staram się opracować plan kwatery grobowej "CIII", w której pochowano łącznie 200 osób. Od 1954 roku doszło w kilku przypadkach do ponownej ekshumacji wybranych szczątek i przeniesienia ich na inne cmentarze. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak trudno jest ustalić konkretne rozmieszczenie osób pochowanych w tym masowym grobie. Jest także kilka źródeł archiwalnych, dzięki którym można mieć jako takie rozeznanie, co do lokalizacji poszczególnych grobów, jednak moja kwerenda wykazała, że wiele z tych źródeł nie pokrywa się ze sobą lub posiada błędne oznakowania. W swoich badaniach skupiłam się przede wszystkim na powieszonych Polakach, których liczba wynosiła 31 osób. Sprawdziłam ich rejestry w księgach zgonów miasta Hameln i porównałam je z rejestrami z cmentarza. Sama ta czynność zajęła mi około 3 godzin.

Przed wyjazdem do Dolnej Saksonii przed długi czas korespondowałam też z archiwum w Hanowerze. Aby móc zamówić interesujące mnie dokumenty i osobiście skorzystać z czytelni, musiałam zarejestrować się w specjalnym systemie online i tam wyszukać konkretne zasoby z sygnaturami i je zamówić. Następnie pracownicy sprawdzili, czy zamówione przeze mnie dokumenty są dostępne do wglądu, a po pozytywnym zatwierdzeniu mogłam już być spokojna, że będę mieć możliwość przejrzenia tych dokumentów.
Przede wszystkim skupiłam się na teczce zawierającej około 180 kart z dokumentacją rządową Dolnej Saksonii, dotyczącą przygotowań oraz przeprowadzenia ekshumacji szczątek w 1954 roku z dziedzińca więzienia w Hameln i przeniesienia ich na cmentarz miejski Wehl. Dzięki tej kwerendzie dowiedziałam się o wielu nieznanych mi dotąd szczegółach związanych z logistycznym procesem przeprowadzenia tak skomplikowanej akcji, polegającej na odkopaniu oraz wyjęciu z głębokich grobów drewnianych skrzyń ze szczątkami 91 osób powieszonych między grudniem 1945 roku a majem 1947 roku. Wśród dokumentów znajduje się także szczegółowy raport lekarza, który był obecny przy identyfikacji szczątek, a jego opis rzuca nowe światło na tę historię - jest to z pewnością ważne pisemne świadectwo tej ekshumacji.


"Weserbergland" to kraina, która ma wiele do zaoferowania jeśli tylko przeznaczy się jej odpowiednią ilość czasu. Wówczas można podziwiać sielskie pejzaże okolic rzeki Wezery z wysokości rowerowego siodełka lub pokładu statku "Weser Flotte". Mi także udało się skorzystać z oferty turystycznej regionu. Chociaż nie przywiozłam ze sobą swojego roweru, dostałam inny od gospodarzy, u których mieszkałam. Pomimo tego, że miasto Hameln nie jest duże obszarowo, to jednak chodzenie pieszo między jedną częścią miasta, a starówką i budynkiem archiwum znajdującymi się po drugiej stronie rzeki - byłoby dość czasochłonne. Dzięki rowerowi mogłam przemieszczać się na większe odległości oraz odbyć kilka dalszych wycieczek poza miasto. Ciekawą atrakcją był też godzinny rejs po Wezerze.


Dużo czasu spędziłam na cmentarzu Wehl. Spacerowałam, robiłam zdjęcia i filmy. Wreszcie miałam możliwość, aby na spokojnie i bez pośpiechu wczuć się w klimat tego niezwykłego cmentarza. Moje pierwsze doświadczenia z cmentarzem Wehl w 2016 roku nie były najlepsze. Prawdopodobnie wynikało to z mojego zdenerwowania i zmęczenia. Dziś, dziesięć lat później muszę przyznać, że ten cmentarz jest pięknym miejscem ostatecznego spoczynku dla zmarłych! Leśny teren pełen soczystej zieleni, wąskie alejki, piękne pomniki nagrobne oraz śpiew ptaków wśród drzew sprawiają, że z dużą przyjemnością spacerowałam po tym miejscu i byłam zadowolona, że mogłam nawet nieco zagubić się w plątaninie ścieżek i krzewów. Starałam się jak najczęściej podjeżdżać na cmentarz, odwiedzałam go prawie codziennie. Za każdym razem odkrywałam nowe kwatery oraz ich niezwykłą historię.
Nie zapomniałam także o Irmie, która zawsze czeka na to, abym coś jej przywiozła. Pracownikom instytucji zawsze coś dawałam jako mały upominek z Polski. Nie zapomniałam także o zmarłych - wszak piszę o nich trzecią część swojej książki - jak mogłabym pominąć najważniejszą osobę, dla której prowadzę te badania archiwalne i terenowe?! Pewnie jesteście ciekawi, co tym razem ode mnie dostała. Otóż dałam jej obrazek ze świętą Łucją - tą, która niesie Światło oraz jest patronką umierających 13 grudnia. Obrazek przywiozłam z sycylijskich Syrakuz, które zwiedziłam w październiku 2025 roku i które opisałam w "Załączniku A".



Historyk, u którego gościnnie mieszkałam wiele lat poświęcił na badania dotyczące wzgórza Bückeberg. Szczerze, rok temu ta nazwa nic mi nie mówiła. I zapewne wielu osobom, które słyszą tę nazwę - też nic to nie mówi. A powinno. A już z pewnością tym, którzy interesują się historią narodzin nazizmu oraz ideologii "krwi i ziemi". Bückeberg odegrał tutaj znaczącą, o ile nie kluczową rolę w tzw. "Dożynkach Rzeszy" - corocznego Święta Dziękczynienia, które wypadało pod koniec września lub na początku października i stało się masowym świętem wiążącym społeczeństwo z ideologią nazistowską. Każdy zna słynne kadry z Hitlerem kroczącym drogą wśród sztandarów oraz tłumów ludzi ubranych w wojskowe lub ludowe stroje. Była to jedna z największych manifestacji potęgi III Rzeszy i kultu wodza.


Niewiele osób wie, że słynne wzgórze Bückeberg znajduje się zaledwie dziesięć kilometrów od miasta Hameln! Ba, widać je doskonale z innego wzgórza, na którym jest wspaniały widok na całą okolicę, czyli ze wzgórza Ohrberg, znajdującego się w granicach miasta Emmerthal. Kiedy się o tym dowiedziałam od niemieckiego historyka - wiedziałam, że muszę tam pojechać! Natomiast na wzgórzu Ohrberg zrobiłam sobie zdjęcie, które widać na miniaturce tego wpisu. Jeśli dobrze się przyjrzycie, daleko w tle widać charakterystyczną owalną zieloną łąkę - tam właśnie jest Bückeberg. 4 października opublikuję na blogu specjalny wpis dotyczący tego miejsca. Zrobiłam wiele zdjęć, a dziś znajduje się tam bardzo ciekawa wystawa!
Moja relacja z miastem Hameln od zawsze była trudna emocjonalnie - raczej przepełniona bólem związanym z wydarzeniami powojennej przeszłości. Dziś staram się inaczej patrzeć na to miasto i jego mieszkańców. Musiałam także zaakceptować niemożność zmiany historii.
Tajemnica śmierci ludzi na brytyjskiej szubienicy w niemieckim mieście nad Wezerą mocno wpłynęła także na moje własne życie i ukierunkowała mnie w dążeniu do poznania prawdy. Ta śmierć była wyznacznikiem mojej drogi, co też nie było dla mnie łatwe do zaakceptowania. Przez wiele lat nie dawało mi to spokoju, aż wreszcie postanowiłam zmierzyć się z tym, co próbowałam nieskutecznie od siebie odsunąć. Dziś nie żałuję podjętej decyzji ani rozpoczętego nietypowego dialogu ze zmarłymi - bez ich wsparcia i pomocy nie przeszłabym tej drogi!
Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki dzień, gdy postawię tę ostatnią kropkę na końcu finalnego zdania. A może nigdy to nie nastąpi, bo jak napisał Piotr Cywiński: "Końca nie ma, końca być nie może. Koniec byłby zbyt łatwym rozwiązaniem".
I taki brak końca też trzeba umieć zaakceptować.
Zobacz też:
Komentarze
Prześlij komentarz