Ile waży jeden gram ludzkiej duszy?

Każdy z nas jest skazany na śmierć...
Przełom października i listopada to czas wyciszenia oraz refleksji na temat przemijania lub śmierci. W tym roku wyjątkowo mocno odbieram listopadowe święta, gdyż jestem w trakcie pisania kontynuacji książki "Schnell!", w której opisuję wydarzenia od 1946 do 1986 roku, koncentrując się na późniejszej ekshumacji 91 szczątek osób powieszonych w więzieniu w Hameln. Ta traumatyczna historia z pewnością nie kończy się wraz z pierwszą serią egzekucji dnia 13 grudnia 1945 roku i śmiercią Irmy Grese. Ona się wtedy właściwie dopiero zaczyna.
W czasie listopadowych świąt, kiedy odwiedzimy groby naszych bliskich, z pewnością będziemy rozmyślać nad tym, gdzie są i co robią zmarli. Czy nas widzą i słyszą? Czy chcą nam coś przekazać? Może o coś proszą? Czy można im pomóc? Tytuł filmu "21 gramów", na który powołałam się w swojej publikacji jest jednym z najciekawszych filmów, poruszających temat odchodzenia i godzenia się ze śmiercią. To film o relacjach między żywymi, ale także ze zmarłymi, którzy są wciąż obecni i z którymi żywi próbują utrzymywać relacje.
Tak się złożyło, że jakiś czas temu wyświetliła mi się w Internecie reklama "Tygodnika Powszechnego". Nie kupuję tej gazety, jednak w najnowszym wydaniu znalazłam ciekawy artykuł pt. "Nieśmiertelna chmurka". Tekst dotyczy... duszy. "Wszyscy wiemy, czym jest dusza: to taka świetlista chmurka, która wisi mi gdzieś w klatce piersiowej, a po śmierci ulatuje do nieba. To może dałoby się ją złapać do słoika i zbadać jej skład chemiczny?" - można przeczytać we wstępie do artykułu. W książce "Schnell!" także napisałam o swojej wizji duszy Irmy Grese, która uleciała z niej w czasie egzekucji - wydobyła się z jej ciała niczym mały obłoczek pary, wprost z małej ranki w sercu, gdyż jej serce zostało przebite igłą od strzykawki. Wierzcie mi - będąc w Hameln i nocując w hotelu na terenie dawnego więzienia, gdzie wykonywano wyroki śmierci, w głębi swojej własnej duszy i serca modliłam się o to, aby cała ta historia okazała się tylko koszmarem, który śnię od 20 lat w cyklicznym zapętleniu.
"Model 'gazu duchowego' albo 'płynu dusz' jest szalenie kuszący. Jeżeli uważamy, że dusza jest naprawdę częścią świata - w dodatku sprzęgnięta z czymś tak oczywiście materialnym jak ciało - to nie ma żadnego dobrego powodu, aby pozostała całkowicie odmienna od obiektów naturalnych i całkowicie ukryta. A może jest po prostu tylko... subtelna? Nic więc dziwnego, że przyrodoznawcy długo podejmowali próby zaobserwowania, zmierzenia, zważenia, a później również sfotografowania i sfilmowania duszy.
Najsłynniejsze były badania amerykańskiego lekarza Duncana MacDougalla nad masą duszy, opublikowane w 1907 roku. MacDougall postanowił precyzyjnie zmierzyć masę ciała umierających osób - i psów - aby sprawdzić, czy w momencie śmierci ta masa spada. Udało mu się zorganizować ten eksperyment z udziałem sześciu umierających osób, a w jednym z tych przypadków masa ciała spadła w momencie śmierci o 'trzy czwarte uncji'. Później przeszło to do popkultury jako teza, że dusza waży 21 gramów. Metodologia badań MacDougalla była jednak kiepska, a jego wiarygodności nie podnosi opis 15 doświadczeń z umierającymi psami, ponieważ autor niezbyt wyraźnie wyjaśnił, jaka była właściwie przyczyna ich śmierci, pozostawiając to domysłom czytelników".
"Tygodnik Powszechny", nr 44, październik-listopad 2026.
Wielokrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat zastanawiałam się, co czuje człowiek w chwili umierania na szubienicy. Czy takie umieranie boli? Czy coś się wtedy czuje lub słyszy, zanim zacznie się proces obumierania mózgu? A może światło gaśnie i nie ma już niczego poza czarną otchłanią? Tę tajemnicę zabrały ze sobą do grobów wszystkie osoby, które kiedykolwiek stanęły na szubienicznej zapadni. Nikt z powieszonych w więzieniu w Hameln nie przeżył swojej egzekucji i nie mógł opowiedzieć o tym, jak umarł. Prawdę mogły pokazać tylko zachowane dokumenty - jedyny ślad jaki pozostał po zmarłych na szubienicy.
Z dużym prawdopodobieństwem można jednak stwierdzić, że każda osoba prowadzona na szafot bała się momentu tuż przed otwarciem zapadni. Niektórzy skazani próbowali przejść te ostatnie metry swojej drogi życia z odwagą, innych trzeba było ciągnąć lub niemalże zanieść do pokoju egzekucyjnego. A przecież nikt nie chce umierać w ekstremalnym strachu, w obcym miejscu i na oczach nieznanych sobie ludzi. Dopiero przy pisaniu własnej książki zrozumiałam, dlaczego Irma Grese powiedziała kilka sekund przed śmiercią to charakterystyczne, ostatnie słowo: "schnell". Z pewnością nie był to ironiczny rozkaz, mający na celu ponaglenie kata. Żeby to zrozumieć, trzeba trochę czasu "spędzić" z ludźmi skazanymi na śmierć i czekającymi na wykonanie wyroku. Wówczas słowo "schnell" ("szybko") nabiera całkiem innego znaczenia.
Kiedy we wrześniu 2024 roku rozpoczynałam pracę nad swoją książką "Schnell!" wiedziałam, że chcę przedstawić jak najdokładniej proces umierania ludzi na szubienicach - coś, co zawsze było dla mnie czystą abstrakcją. Jak miałam opisać wydarzenia, których się nigdy nie widziałam ani nie doświadczyłam, a które zawsze wywoływały we mnie paraliżujący, irracjonalny strach? Spróbowałam jednak "wyjść ze swojej strefy komfortu", podjąć wyzwanie i napisać publikację na podstawie dokumentów - co oznaczało rozpoczęcie dalekiej podróży oraz pracę w zagranicznych archiwach. Był to jedyny sposób, aby zachować naukową rzetelność badań historycznych i móc spojrzeć w przeszłość.
Pisząc późniejszy "Załącznik A" do książki, poszłam do biblioteki, aby wesprzeć się fachową literaturą tematyczną i zamówiłam dziesięć publikacji o śmierci. Wśród tego zbioru były teksty filozoficzne, prawnicze oraz religijne - szerokie spektrum wiedzy naukowej o umieraniu człowieka w różnorodnych okolicznościach. Nie ukrywam też, że moja książka "Schnell!" zawiera w sobie delikatny podtekst krytyki wobec stosowania kary śmierci.
Poniżej zamieszczam fragment pracy zbiorowej pod redakcją Arnolda Toynbee "Człowiek wobec śmierci" (PIW 1973), a dokładniej jest to rozdział autorstwa Ninian Smarta pt. "Filozofia wobec pojęcia śmierci". Myślę, że te rozważania są doskonałym komentarzem na okoliczności święta zmarłych. Zapraszam do zapoznania się z tekstem!
*
Uczucia doświadczane w obliczu śmierci
W przypadku nagłej śmierci człowiek nie uświadamia sobie, z wyjątkiem może krótkiej chwili, sytuacji i faktu, że umiera. Pociąga to za sobą wprowadzenie następnego rozróżnienia: między umieraniem ze świadomością tego stanu a umieraniem bez tej świadomości. W przypadku nagłej śmierci może wystąpić, jak to zaznaczyliśmy, przelotna świadomość. Nie ma jednak wtedy wystarczających podstaw, by określić, że ktoś umierał 'dzielnie', 'z rezygnacją', 'pogodnie', 'trwożnie', 'z godnością' itp. Określenia te ukazują postawy umierających, którzy wiedzą, że śmierć się zbliża.
Nim zajmiemy się analizą tych postaw, należy zauważyć, że umierać i mieć umrzeć to dwie różne rzeczy. Jeśli jest się skazanym na powieszenie i egzekucja ma nastąpić za pięć godzin, można w tym przypadku powiedzieć, że ma się umrzeć, niesłusznie byłoby jednak powiedzieć, że się umiera (jeśli nie zachodzi tu przypadek, że ktoś umierający na raka zostaje skazany na śmierć przez powieszenie). Jeśli ktoś ma umrzeć czy też jeśli umiera, to świadomość tej sytuacji może wywoływać podobne uczucia i reakcje.
Okazywanie odwagi czy strachu w stanie bliskim śmierci czy w stanie umierania w sposób, który można określić, iż ktoś 'umarł bohatersko' albo 'zmarł śmiercią tchórza', oznacza, iż odwagę jednostki odnosi się do jego śmierci albo do sposobu umierania. Załóżmy, że ktoś leży śmiertelnie chory w czasie nalotu bombowców; może on spokojnie oczekiwać zbliżającej się śmierci, a jednak bać się bombardowania. Czy można powiedzieć, że nie umarł on w pewnym sensie odważnie? Możemy się zawahać nad odpowiedzią, gdyż przyjmuje się, że umieranie jest w pewnym sensie sprawą odczuwaną pełnią osobowości człowieka, brak zaś odwagi w jednym aspekcie nie pozwala uznać, że człowiek ten umierał odważnie.
Moglibyśmy ująć to w słowach: 'W zasadzie odważna śmierć, ale...'. - tak jak w przypadku przypisywania komuś, że jest szczęśliwy (w podstawowym znaczeniu szczęście przypisuje się 'całemu' człowiekowi): jeśli powiem, że mój przyjaciel jest szczęśliwy, choć jego małżeństwo jest nieszczęśliwe, jestem skłonny wtrącić przysłówek 'zasadniczo' przed przymiotnikiem 'szczęśliwy'. Niemniej trzeba stwierdzić, że możemy mówić o odważnej śmierci, jeśli towarzyszy jej świadomość, iż się umiera, zazwyczaj w cierpieniu. Nie można więc mówić, że ktoś umiera odważnie, kiedy nie ma świadomości zbliżającej się śmierci.
Każdy z nas jest dziś skazany na śmierć, a wyrok zostanie wykonany wcześniej lub później. W "Załączniku A" do książki "Schnell!" napisałam, że jeden gram duszy Irmy Grese obciążył moje serce. Patrzę teraz na to zdanie z lekkim zdziwieniem: dlaczego napisałam takie słowa? Czy jest to ciężar odpowiedzialności za sprawcę? Przecież nikt nigdy tak naprawdę nie zważył ludzkiej duszy i nie udowodnił, że ma ona jakąkolwiek fizyczną objętość lub materię. Nikt nigdy nie widział ludzkich dusz, a jednak każdy w nie wierzy i odczuwa ich duchowe istnienie. Jako żyjący chcemy ufać, że zmarli nie odchodzą w zupełną nicość, tylko pozostają pośród żywych licząc na to, że ktoś jednak zauważy ich pozamaterialną obecność i poświęci im czas, aby mogli dokończyć swoje ziemskie sprawy. Czasem bywa tak, że te "niepozamykane ziemskie sprawy" zmarłych, wymagają od żyjących udania się w bardzo daleką podróż.










Komentarze
Prześlij komentarz