Więźniarka, która przebaczyła swoim oprawcom

 

Corrie ten Boom: Życie jak tkanina

15 kwietnia należy do Corrie ten Boom! Zapytacie może: kto to jest? A raczej: kim ona była? Dla mnie jest zupełnie obcą kobietą, której nigdy osobiście nie poznałam, a jednak jest obecna w mojej twórczości internetowej i wędrówce po historii obozu Ravensbrück. Corrie ten Boom, która zmarła 15 kwietnia 1983 roku jest autorką najbardziej znanej książki ze wspomnieniami z obozu Ravensbrück o tytule "Bezpieczna kryjówka". Książka stała się tak popularna, że wydano ją w wielu krajach i wielu językach. W sumie Corrie ten Boom napisała ponad 20 książek, ale to właśnie "Bezpieczna kryjówka" jest dziś jej znakiem rozpoznawczym na całym świecie! 


Już wiele lat temu usłyszałam o historii więźniarki Ravensbrück, która przebaczyła swoim oprawcom, a na podstawie jej książki powstał film, sztuka teatralna i baletowa, o której zresztą pisałam już wcześniej na blogu. W lipcu 2024 roku pojechałam na dłuższy urlop do Niderlandów, wynajęłam mały pokój na łódce i codziennie przemierzałam ulice Amsterdamu na  rowerze, który zabrałam ze sobą z Polski. Zwiedzałam wiele miejsc związanych ze sztuką holenderską i historią, także II wojny światowej. Pojechałam do dwóch muzeów, które powstały na terenach obozów tranzytowych dla holenderskich Żydów: Kamp Vught i Westerbork. Zwiedziłam także Dom Anny Frank i Muzeum Holokaustu. Nie myślałam jednak wtedy o Corrie ten Boom, co było moim przeoczeniem w planowaniu programu zwiedzania. 

Na szczęście w porę sobie o niej przypomniałam.


Pewnego wieczoru siedziałam przy biurku na swojej łódce i przeglądałam Internet, szukając jeszcze jakiś ciekawych miejsc do zwiedzenia wokół Amsterdamu. I wtedy prawie krzyknęłam na głos: Corrie!!! Jak mogłam zapomnieć, że autorka książki, która zawsze mnie wzruszała, była z pochodzenia Holenderką? Wiedziałam, że nie będę miała możliwości, aby szybko wrócić do Amsterdamu, więc wpisałam w wyszukiwarkę hasło "Corrie ten Boom House". Znalazłam stronę, na której można było zrobić rezerwację na zwiedzanie domu, w którym mieściła się w czasie wojny tytułowa "bezpieczna kryjówka". Ku mojemu zaskoczeniu pozostało ostatnie wolne miejsce na zwiedzanie w terminie, kiedy byłam jeszcze w Amsterdamie! Natychmiast kliknęłam wersję z przewodnikiem w języku holenderskim, bo tylko taka opcja pozostała dostępna. Zapłaciłam i już miałam pewność, że uda mi się zwiedzić dom Corrie ten Boom. Następnego dnia wsiadłam w pociąg i pojechałam do miejscowości Haarlem. 


Zawsze jestem nieco poddenerwowana dalekimi podróżami. Doświadczam tzw. "Reisefieber", a przemieszczanie się transportem kolejowym w obcym kraju zazwyczaj stanowi dla mnie logistyczne wyzwanie. Do Amsterdamu dojechałam pociągiem z Berlina, wcześniej musiałam wyjechać z Warszawy i zarezerwować sobie jeden nocleg w stolicy Niemiec. Dodatkowy bagaż w postaci własnego roweru też utrudniał spontaniczne podróże. 

Jadąc do Niderlandów wzięłam ze sobą tablet i rysowałam pierwsze ilustracje do mojej publikacji o Irmie Grese. Dzięki temu kilkugodzinna podróż z Berlina minęła mi naprawdę szybko. Po drodze mijałam stację w Hanowerze, a przez głowę przeszła mi niespodziewana myśl, że jestem niedaleko miasta Hameln... Jechałam przez Dolną Saksonię w kierunku Nadrenii-Północnej Westfalii i gdzieś w tyle głowy czułam dziwne rozdrażnienie nie tylko tym, aby sprawnie przemieścić się transportem kolejowym i bezpiecznie dotrzeć do Amsterdamu, lecz także moją publikacją, na którą jeszcze wówczas nie miałam pomysłu. Ta myśl irytowała mnie i zaprzątała moje serce. Od miesiąca bezskutecznie szukałam punktu zaczepienia dla własnego procesu twórczego, aby opracować motyw przewodni fabuły książki. Nie chciałam, aby była to tylko publikacja sucho opisująca biografię powieszonej nadzorczyni. Pragnęłam wydobyć coś więcej z tej tragicznej historii. Szukałam inspiracji.


Inspirację, której tak bardzo szukałam, znalazłam siedząc w salonie w domu Corrie ten Boom. Razem z innymi osobami, które wykupiły zwiedzanie, słuchałam przewodnika, który w języku zupełnie mi obcym, opowiadał niezwykłą historię ocalenia Corrie. Od 1946 roku, przez 30 lat, dawała świadectwo swojego życia, niosąc ludziom nadzieję, zaufanie i miłość. Na mapie zamieszczonej na elewacji budynku zobaczyłam miejsca, do których dotarła Corrie głosząc Słowo Boże. Ta mapa zrobiła na mnie duże wrażenie, gdyż ja sama też bardzo lubię podróżować (z pewnością to zauważyliście przeglądając wpisy na moim blogu!), pomimo stresu związanego z organizacją i logistyką samego procesu przemieszczania się z miejsca na miejsce. 

Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, że w dalekim mieście Haarlem rozpoczęłam własną, długą podróż z Irmą Grese, nie znając jej punktu docelowego ani terminu zakończenia. Tutaj logistyka i moje planowanie całkowicie się posypały, bo kiedy wchodzi się w relację ze zmarłymi, to wtedy oni sami decydują, gdzie nas poprowadzą i co nam pokażą. W przytulnym saloniku na pierwszym piętrze domu zwanego "baja" zaczęłam powoli rozumieć, o czym będzie moja książka "Schnell!": o przebaczeniu i miłości do nieprzyjaciół... 



"Istnieje wiele historii, które stanowią część spuścizny Corrie. Ludzi zachwyca jej zdolność do wybaczania tym, którzy tak okrutnie potraktowali ją i jej rodzinę, ale przebaczenie nie zawsze przychodziło jej łatwo. Było wiele chwil pełnych zmagań. W poniższych opowieściach Corrie wyjaśnia, jak radziła sobie ze swoimi emocjami:

W obozie koncentracyjnym w Vught jeden z współwięźniów powiedział Corrie, jak nazywa się osoba, która zdradziła jej rodzinę. Był to mężczyzna, któremu Corrie dała 600 guldenów, a on się jej odwdzięczył, sprowadzając gestapo do jej domu. Corrie nazywała go Janem Vogelem (co prawdopodobnie nie było jego prawdziwym imieniem). Jak reagowała, gdy myślała o tym człowieku?

W moim sercu pojawiła się gorycz. Człowiek, któremu dałam ostatni grosz!... Ale wiem z Biblii, że nienawiść w oczach Boga oznacza morderstwo. Ale wiem też z Biblii, co zrobić z tymi morderstwami... Biblia bardzo jasno mówi, że kiedy się nawracasz, On bierze taki grzech i wrzuca go w głębinę morza, przebaczając i zapominając. Biblia tego nie mówi, ale wierzę, że On stawia tam tabliczkę: 'Zakaz łowienia ryb!'. To prawda!...




Corrie spotkała również inne osoby, które miały swój udział w niewyobrażalnym okrucieństwie, jakiego doświadczyła jej rodzina. Każde z tych spotkań stanowiło dla niej wyzwanie w jej dążeniu do przebaczenia wrogom.

Pewnego wieczoru, po wygłoszeniu przemówienia na spotkaniu, do Corrie podszedł wysoki Niemiec i poprosił ją o rozmowę. Z wahaniem, ze spuszczoną głową, zaczął: Byłem jednym ze strażników w Ravensbrück – byłem tam w czasie, gdy byłaś więźniarką. W ostatnie Boże Narodzenie przyjąłem Jezusa Chrystusa jako mojego Zbawiciela. Pokutowałem za swoje grzechy, a potem modliłem się: Boże, daj mi okazję, bym poprosił jedną z moich ofiar o przebaczenie!”. Dlatego tu jestem. Czy mi wybaczysz?.

Był to dla Corrie trudny okres. Uczyła osoby przebywające na odwyku w Schapenduinen, że prawdziwe uzdrowienie może nadejść tylko wtedy, gdy wybaczą swoim wrogom. Kiedy stanęła twarzą w twarz z jednym ze swoich dawnych wrogów, zdała sobie sprawę, że w głębi serca wciąż nie wybaczyła wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości.

Corrie spojrzała w twarz tego mężczyzny... W jej sercu zapanowała chłód. Przypomniały się jej Betsie i upokorzenia, jakie musiały znosić. Nie potrafiła wybaczyć temu człowiekowi. Wtedy pomodliła się: Jezu, pomóż mi! Mogę podnieść rękę. Tyle jestem w stanie zrobić. Ty dodaj mi tego uczucia.

Z trudem Corrie ujęła dłoń swojego byłego strażnika, a natychmiast stało się coś cudownego. Ciepło przepłynęło jej ramieniem aż do dłoni – ciepło uzdrawiającej mocy Ducha Świętego. Łzy napłynęły jej do oczu i powiedziała: Wybaczam ci z całego serca!.

Bóg działał.

Forgiveness - Corrie Ten Boom
Źródło: Dunston Family Church (YouTube)




"Było to podczas nabożeństwa w Monachium... Tam go zobaczyłam, byłego esesmana, jednego z pełniących wartę przy wejściu pod prysznice, w punkcie przyjęć w Ravensbrück. Był pierwszym z naszych dozorców więziennych, którego spotkałam od tamtych czasów. I nagle, ujrzałam to wszystko znów: pokój pełen wyśmiewających nas mężczyzn, stertę odzieży, białą jak kreda twarz Betsie. Kiedy w kościele robiło się pusto, podszedł do mnie uśmiechnięty, w ukłonach.
- Jakże jestem wdzięczny za to, co pani powiedziała, Fraulein - rzekł. - Pomyśleć, że jak pani mówiła, On przebaczył moje grzechy!
Wyciągnął rękę, by uścisnąć moją dłoń. A ja, która tyle rozprawiałam w Bloemendal o potrzebie wybaczania, nie podałam mu swojej. Kiedy te złe, mściwe myśli gotowały się we mnie, zrozumiałam, że są grzeszne. Jezus Chrystus zmarł za tego człowieka, czy trzeba mi czegoś więcej? Panie Jezu, zaczęłam się modlić, wybacz mi i dopomóż, abym wybaczyła temu człowiekowi. Próbowałam się uśmiechnąć, podnieść rękę. Nie mogłam. Nic nie czułam, ani odrobiny miłosierdzia. Jeszcze raz w duchu odmówiłam modlitwę. Jezu, nie potrafię mu wybaczyć. Naucz mnie przebaczać. Kiedy wreszcie podałam mu rękę, stała się rzecz nie do uwierzenia. Wzdłuż mojej ręki przeszedł ku niemu jakby prąd, zaś w moim sercu zapłonęła miłość dla tego obcego człowieka, która omal nie powaliła mnie z nóg. Zrozumiałam wtedy, że uzdrowienie tego świata nie zależy od naszego przebaczenia, naszej dobroci, ale od Jego przebaczenia i Jego dobroci. Nauczając nas, byśmy kochali naszych wrogów, wraz z tym poleceniem daje nam tę miłość".
Corrie ten Boom, "Bezpieczna kryjówka", Wydawnictwo "Słowo prawdy", Warszawa 1988

Kiedy Jezus wymaga od nas, byśmy kochali naszych wrogów, obdarza nas miłością, której od nas oczekuje. Jesteśmy kanałami Jego miłości, a nie jej zbiornikami. Gdybym rzeczywiście była zbiornikiem, w tej chwili pojawiłaby się w nim wielka dziura i cała miłość wyciekłaby na zewnątrz. Bez Pana jestem niczym. Ale kiedy jestem zjednoczona z Tym, który modlił się na krzyżu: 'Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią', potrafię przebaczać i zapominać, a nawet kochać moich wrogów. Bez Niego ogarnia mnie zgorzknienie i skłaniam się ku nienawiści. Dlatego pragnę zawsze pozostawać blisko Niego, tak jak latorośl przylega do winorośli. Kiedy nauczymy się kochać naszych wrogów, dotrzemy do oceanu Bożej miłości jak nigdy dotąd.















W 1959 roku Corrie przeżywała okres głębokiej refleksji, gdy ponownie spacerowała ulicami obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Minęło piętnaście lat. Jakież myśli musiały wypełniać jej umysł! Bóg rozumie, że przebaczenie wymaga świadomego wysiłku. Corrie podjęła ten wysiłek, a Bóg obdarzył ją pokojem. Właśnie wtedy odkryła, że jej zwolnienie z Ravensbrück było pomyłką, błędem urzędniczym. W niebie nie ma niespodzianek. Boże plany są doskonałe!

*

Corrie pomogła swoim słuchaczom spojrzeć z odpowiedniej perspektywy na problemy, które mogą pojawić się w ich życiu. Pokazała wszystkim tylną stronę haftu – jasnoniebieską tkaninę, z której wystawały nitki. Wielu zastanawiało się, czy przypadkiem nie pokazała przez pomyłkę niewłaściwej strony. Trzymając nadal w dłoni tę nieuporządkowaną stronę haftu, zadała ważne pytanie:

Czy Bóg zawsze spełnia to, o co prosimy w modlitwie? Nie zawsze. Czasami odpowiada: Nie. Dzieje się tak, ponieważ Bóg wie to, czego my nie wiemy. Bóg wie wszystko. Spójrzcie na ten haft. Odwrotna strona to chaos. Ale spójrzcie na ten piękny obraz po drugiej stronie – na prawą stronę.

Z triumfem odwróciła materiał i ukazała misternie haftowaną koronę – symbolizującą naszą koronę życia wiecznego. Korona była misternie wyszyta. Składała się z wielobarwnych nici, w tym złotych i srebrnych, pokrytych perłami. Następnie Corrie zarecytowała jeden ze swoich ulubionych wierszy:

Moje życie jest jak tkanina, utkana między mną a moim Bogiem,
Nie ja wybieram kolory, On pracuje nieustannie,
Często wplata smutek, a ja w swojej głupiej dumie
Zapominam, że On widzi wierzch, a ja tylko spód.
Dopiero gdy krosno zamilknie, a czółenka przestaną latać,
Bóg rozwinie płótno i wyjaśni, dlaczego tak się stało.
Ciemne nici są tak samo potrzebne w rękach zręcznego Tkacza,
Jak nici złota i srebra w wzorze, który On zaplanował.
(Grand Colfax Tullar)

Corrie dodała z namysłem: My widzimy teraz tę złą stronę; Bóg zaś zawsze widzi swoją stronę. Pewnego dnia ujrzymy ten haft z Jego perspektywy i będziemy Mu wdzięczni za każdą wysłuchaną i niewysłuchaną modlitwę.


O czym Corrie chce, żebyście pamiętali...

Wydaje się właściwe, aby to sama Corrie zakończyła tę wycieczkę po swoim domu i życiu. Te słowa pochodzą ze specjalnej taśmy, którą nagrała dla odwiedzających "The Hiding Place":

Mam nadzieję, że spodobała się wam wycieczka do Haarlemu i wizyta w Beje. W tym domu przeżyliśmy szczęśliwe życie rodzinne. Był to dom, w którym ludzie w potrzebie znajdowali pomoc i miłość. Wiele osób usłyszało w tym domu o Panu Jezusie. Odkryli radość z poznawania Tego, który jest gotów obdarzyć nas przebaczeniem grzechów i zwycięskim życiem. Tak, mogliśmy im powiedzieć, że tych, którzy przychodzą do Jezusa, On w żadnym wypadku nie odrzuci ani nie odeśle.

Powiedz, czy kiedykolwiek przyszedłeś do Niego? On powiedział: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy się trudzicie i jesteście obciążeni, a Ja dam wam ukojenie.

W ciągu ostatnich 30 lat pracowałam w 63 krajach i wiecie, nigdy nie spotkałam nikogo, kto powiedziałby mi, że żałuje, iż poprosił Jezusa, by wszedł do jego serca. Nie oznacza to oczywiście, że po tym nie ma już żadnych kłopotów ani problemów. Zobaczycie to na przykładzie ludu Beje. Ale oni doświadczyli, że żadna otchłań nie jest tak głęboka, by wieczne ramiona Pana nie sięgały jeszcze głębiej. 
Z Jezusem może to być walka, ale jest to walka zwycięska! Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia! On, Jezus, nigdy się nie poddaje. My dwoje wygramy, Jezus i ja. Z twoją słabą dłonią w Jego silnej dłoni stoisz na gruncie zwycięstwa. Jak On cię kocha! Alleluja!

Jezus był zwycięzcą, Jezus jest zwycięzcą, Jezus będzie zwycięzcą!...

Dziękuję i niech Bóg cię błogosławi!"

Wykorzystano fragmenty publikacji "More Than a Hiding Place. The Life-Changing Experiences of Corrie ten Boom", Emily S. Smith, Corrie ten Boom House Foundation, Haarlem, The Netherlands, 2002.

Odwiedź stronę internetową:
*

Po skończonym urlopie w Holandii, w drodze powrotnej do Polski, zatrzymałam się jeszcze na dwa dni w Ravensbrück. Swoim zwyczajem poszłam porozmawiać z Irmą Grese na wystawie "Im Gefolge der SS" i sprawdzić, czy screen z moim blogiem nadal jest wyświetlany na monitorze w dziale "Fakty i fikcje - nadzorczynie SS w kulturze popularnej". Nie byłam wcale zaskoczona, że zarówno Irma Grese, jak i screen z blogiem znajdowały się w tym samym miejscu, w którym widziałam je rok wcześniej. Irma Grese wciąż stała z miną pełną oburzenia - wcale się jej nie dziwię, bo musi codziennie patrzeć na tę kiepską replikę uniformu nadzorczyni, a na bocznym panelu informacyjnym podano niewłaściwy dzień egzekucji w więzieniu Hameln. Powiedziałam, że jej przebaczam i że spróbuję jakoś pomóc poprzez napisanie rzetelnej książki popartej autentycznymi dokumentami, które miałam nadzieję odnaleźć w archiwalnych zasobach. Z perspektywy czasu wiem, że był to dobry gest, natomiast kwerenda zakończyła się pełnym sukcesem. Lepiej być na dobrej stopie z kimś, o kim pisze się książkę (choćby nawet ten ktoś był już w formie duchowej), niż wiecznie rozpamiętywać wydarzenia z przeszłości, podszyte traumą wojny, przemocą i nienawiścią. 

15 kwietnia to dzień, w którym warto skierować kroki do domu Corrie ten Boom, aby tam odnaleźć swoją "bezpieczną kryjówkę", a w niej ukryty prawdziwy skarb: zdolność do współczucia i kochania innych! Życie jest niczym tkanina: czasem widzimy tylko spodnią plątaninę faktur oraz kolorów, które na pozór niczego konkretnego nie przedstawiają. Wystarczy tylko w odpowiednim czasie odwrócić ten obraz i ujrzeć to, co było dotychczas ukryte przed naszym wzrokiem. Niejeden z nas będzie pozytywnie zaskoczony efektem końcowym tego misternego dzieła!

Przyjdzie taki dzień, kiedy z odwagą wyruszymy w daleką podróż, aby odkryć to, co jest w życiu najważniejsze. Dla mnie ten dzień nadszedł 18 lipca 2024 roku, gdy przekroczyłam próg domu przy ulicy Barteljorisstraat 19 w Haarlem. Miłość i przebaczenie stały się nadrzędnym przesłaniem, które Corrie zawsze zabierała ze sobą w drogę do najdalszych zakątków świata. Jej niezwykła historia jest inspiracją dla przyszłych pokoleń, która uczy nas, że można znaleźć w sobie siłę do przebaczenia niewybaczalnego, tym samym wielkie zło pokonać małym dobrem, aby nie zatracić swojego własnego człowieczeństwa!

Zobacz też:

Komentarze

  1. This is amazing. Yes, over my own victimisations in life I do struggle to forgive. I do try to. I do try to trust in Jesus. Corrie was such an example of this.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yes, forgiveness is a difficult act. But perhaps that very act is the purpose of our lives?

      Usuń
    2. that's actually a truly amazing thought!

      And yes, to become one with Jesus, to leave the Lord to administer his undeserved compassion to others as He has done to us also, plus his justice, that as a Christian is to live eternally in his presence and the presence of all the saints. Not easy though ...

      Usuń
    3. It’s not easy, because we’re only human – we keep making the same mistakes. But it’s always worth taking a chance and choosing the path of forgiveness: then we’ll see the brighter side of our ‘fabric of life’!

      Usuń

Prześlij komentarz


Popularne posty:

Translate