Cud w Syrakuzach i lista powieszonych w Hameln

Łzy w sercu miasta
Jest w muzeum miasta Hameln pewna niewielka gablotka, w której wyeksponowano kilka pożółkłych kartek z listą zawierającą różne nazwiska osób. Ktoś, kto nie zna powojennej historii tego miasta może przejść całkiem obojętnie obok tego artefaktu. Jeśli jednak kiedyś tam będziecie, warto zatrzymać się na dłużej, pochylić się nad szklaną obudową oraz popatrzeć z uwagą, czyje nazwiska wypisane są maszynowym pismem na delikatnych bibułkowych kartkach. Bowiem zawierają one listę osób powieszonych w więzieniu nad Wezerą między grudniem 1945 roku a grudniem 1949 roku...
Przez cztery lata więzienie w Hameln stało się centralnym miejscem wykonywania kar śmierci przez Brytyjską Armię Renu. Osobami skazanymi na śmierć przez powieszenie byli zbrodniarze wojenni oraz ci, którzy popełnili różnego rodzaju przestępstwa kryminalne, a za które brytyjski wymiar sprawiedliwości przewidywał najsurowszą karę... Wśród powieszonych osób byli więc członkowie załóg obozów koncentracyjnych, pracownicy placówek Gestapo lub niemieckich nazistowskich aresztów, zbrodniarze wojenni należący do różnych jednostek militarnych, a także osoby innych narodowości, w tym 30 Polaków.
Listę otwierają nazwiska osób powieszonych w pierwszej serii egzekucji w dniu 13 grudnia 1945 roku. Na jednej z zachowanych kopii można zauważyć zakreślone imię i nazwisko Irmy Grese, która po ośmiu latach od swojej śmierci wciąż wzbudzała duże zainteresowanie. Kiedy w lipcu 2025 roku poszłam do archiwum miasta Hameln, miałam okazję zapoznać się z zachowanymi dokumentami wśród których było kilka odpisów tej samej listy powieszonych osób. Każdy zawierał tę samą datę: 29 sierpnia 1953, jednak zamieszczone dane osobowe nieco się od siebie różniły w poszczególnych wersjach.
Na ostatniej liście ktoś ręcznie dopisał numery rejestracyjne zgonów każdej ze zmarłych osób. Przez długi czas pracownicy administracyjni miasta Hameln nie wiedzieli, kto dokładnie został powieszonych za murami więzienia w ciągu czterech lat od zakończenia wojny. Brytyjczycy kierujący zakładem karnym w Hameln dopilnowali, aby szczegółowe informacje o egzekucjach oraz pochówkach nie przedostały się do powszechnej wiedzy niemieckiego społeczeństwa. Część dokumentacji wywieziono do Anglii pod koniec lat 40. XX wieku.
z dnia 29 sierpnia 1953 roku, zawierających listy powieszonych osób.
Kiedy weszłam do domu, na którym zobaczyłam tabliczkę z numerem "9", wówczas moje oczy spotkały się z oczami Świętej Łucji. Była ubrana w zieloną suknię i czerwony płaszcz. W jednej ręce trzymała liść palmowy, a w drugiej - swoje oczy na płaskiej tacy. Jednak dom przy via degli Orti znalazł się na ustach całego świata z zupełnie innego powodu, chociaż też i w tej historii pojawiła się niezwykła symbolika oczu.
W 1953 roku w domu małżeństwa Angelo i Antoniny Iannuso, gipsowa figurka Matki Bożej zaczęła płakać ludzkimi łzami. 29 sierpnia krople łez spływały po twarzy Maryi i wsiąkały w wezgłowie łóżka, nad którym zawieszona była gipsowa figurka. Antonina, będąca wówczas w ciąży, myślała, że doświadczyła chwilowych halucynacji związanych ze zmęczeniem.
Nie były to jednak przewidzenia. Cud płynących łez potwierdziły inne osoby, będące tamtego dnia w domu razem z Antoniną. Wieść o niezwykłym wydarzeniu szybko rozeszła się wśród sąsiadów oraz innych mieszkańców Syrakuz. Przez kolejne dni przed domem państwa Iannuso gromadziły się tłumy wiernych, chcących na własne oczy zobaczyć płaczącą figurkę.
Już w dniu 25 września, specjalnie powołany Trybunał Kościelny rozpoczął szerokie badania nad zjawiskiem lakrymacji. Jego autentyczność potwierdziło ponad dwustu, przesłuchiwanych pod przysięgą naocznych świadków. Łzy Maryi były jak najbardziej prawdziwe.
Płacz Matki Bożej w Syrakuzach trwał od nocy z 28 na 29 sierpnia i trwał do dnia 1 września 1953 roku. Wieść o cudzie szybko rozeszła się wśród mieszkańców Syrakuz, którzy tłumnie przychodzili pod domu państwa Iannuso. Władze kościelne oraz naukowcy chcąc zbadać nietypowe zjawisko lakrymacji, pobrali kilkanaście próbek cieczy wypływającej z gipsowej figurki. Po wielu dniach laboratoryjnych badań, specjalna komisja przeprowadziła analizy, które wykazały, że łzy mają taki sam skład jak ludzkie. Kościół katolicki, po starannym dochodzeniu, uznał cud za autentyczny. Papież Pius XII wypowiedział się na temat objawienia, podkreślając jego niezwykły charakter. Po objawieniu wybudowano sanktuarium "Madonna delle Lacrime", które stało się celem pielgrzymek z całego świata. Łzy Madonny są inspiracją dla wiernych do modlitwy i duchowej refleksji.
Matka Boża płakała przy via degli Orti roniąc ludzkie łzy w sercu Miasta Światła. Wiele kropli spłynęło wówczas ze świętego oblicza, opłakującego ludzką nędzę i marność. Spacerując wokół terenu ogromnego Sanktuarium Madonny delle Lacrime, zastanawiałam się czy można zaradzić temu, aby na świecie było jak najmniej smutku oraz cierpienia i aby nikt już nigdy nie płakał w drodze na swój własny szafot...
Górujące na wysokość 103 metrów Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej (Santuario della Madonna delle Lacrime) jest dziś jedną z najbardziej charakterystycznych budowli w Syrakuzach. Nie da się jej nie zauważyć, gdyż swoją wysokością znacznie przewyższa wszystkie inne budynki miasta. Stożkowy, modernistyczny kształt przypomina spływającą wielką łzę, zwieńczoną brązową figurą Madonny.
"Sanktuarium w Syrakuzach jawi się nam, jako kurtyna i wielka łza spadająca z góry, w której czujemy się zanurzeni, a jednocześnie wyniesieni ku Bogu. Ten dom Boży, który przechowuje płaczący wizerunek z 1953 roku, zaprasza nas do spojrzenia w górę, wiedząc, że jest Ktoś, kto czuwa nad nami, wspiera nas, daję siłę i ociera łzy z naszych oczu. Wszystkie nasze zmagania, rany, rozczarowania, wątpliwości i cierpienia zanurzone są we łzach Matki, która mówi nam: przynieś swoje łzy do Mnie!".
Biskup Paolo Ricciardi, homilia w Sanktuarium w Syrakuzach, 31.08.2023.
Wokół Sanktuarium posadzono wiele drzew, niektóre przypominały mi z daleka magnolie. Gdy podeszłam bliżej, aby przyjrzeć się uważniej niezwykłym kwiatom, zauważyłam, że pnie drzew pokryte były ostrymi kolcami. Kwitnące puchowce wspaniałe zdobią park Sanktuarium, a przy jednym z drzew na tyłach budowli, odnalazłam też figurkę Świętej Łucji.
Jest w tym pewna tajemnica, że z mrocznych oraz ciasnych korytarzy więzienia Hameln, które stało się symbolem "szubienicznej Golgoty", swoją wieloletnią podróż zakończyłam spacerując słonecznymi ulicami starożytnych Syrakuz. Dzisiaj patrzę na wydarzenia z przeszłości bardziej pogodnymi oczami, a 13 grudnia stał się dniem światła i nadziei.
Może to tylko przypadek, że na elewacji domu przy via degli Orti zobaczyłam czarny numer "9" na białym tle... Może to tylko przypadek, że wysokość Sanktuarium Płaczącej Madonny wynosi 103 metry... Może to tylko przypadek, że łzy z oczu gipsowej figurki zaczęły płynąć dokładnie 29 sierpnia 1953 roku, kiedy w niemieckim mieście przygotowywano się do ekshumacji szczątek ludzi wzgardzonych przez historię, a ta sama data zapisana została na archiwalnym dokumencie... A może było tak, że to właśnie Matka Boża z Syrakuz jako jedyna potrafiła szczerze zapłakać nad tragedią osób powieszonych w Hameln...
Wykorzystano fragmenty publikacji "Schnell! Appendix A", 2025.
Zobacz też:


















Komentarze
Prześlij komentarz