Wojna, która w nas trwa: opłakiwać śmierć każdego dnia

Jedno miasto, trzy pokolenia i wojna, która wciąż w nas trwa...
1 września 1939 roku to dla polskiego społeczeństwa data symboliczna. Po niemieckiej agresji na Polskę, w Europie rozpoczęła się II wojna światowa, a w kolejnych miesiącach działania militarne swoim zasięgiem objęły cały świat. Od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już ponad 80 lat. Już za kilka lat obchodzić będziemy 90. rocznicę wybuchu największego konfliktu zbrojnego, który pochłonął wiele milionów ludzi. Z perspektywy 2026 roku, tamta data jawi się młodszemu pokoleniu niczym odległy, koszmarny sen. Jednak dla niektórych jest to sen, który uparcie powraca zwłaszcza wtedy, gdy chce się o nim zapomnieć.
Kiedy spacerowałam w lipcu 2026 roku wokół katedry świętego Bonifacego lub zatapiałam się w otoczonych zielenią alejkach leśnego cmentarza Wehl, uświadomiłam sobie, że od wielu lat podróżuję do miejsc, które naznaczone są tragedią II wojny światowej. Wyrobiłam sobie już taki osobisty rytuał: zawsze kiedy jestem w Hameln zapalam lampki na żeliwnym świeczniku przy ołtarzu ku pamięci poległych w wojnach światowych, a potem schodzę na dół do krypty i tam wpisuję się do księgi pielgrzyma. W 2026 roku zauważyłam, że księga z wpisami nie została wymieniona, a ja zobaczyłam swoje własne wpisy z poprzedniej wizyty.
To prawda, co napisałam w książce "Schnell!", że od wielu lat "krążę" z Irmą Grese między Ravensbrück, Auschwitz a miastem Hameln. Pisząc swoje opracowanie w 2025 roku znowu odbyłam cykl dalekich podróży, chociaż tego nie zaplanowałam. Od 2013 roku regularnie jeździłam do Miejsca Pamięci Ravensbrück, przez prawie dwa lata studiowałam na terenie Muzeum Auschwitz, a obecnie "przeniosłam się" ze swoimi badaniami naukowymi do Hameln i nie ukrywam, że całkowicie pochłonęła mnie praca w niemieckich archiwach.
W czasie tych spacerów po mieście Hameln między katedrą, starówką, nadbrzeżem Wezery, dawnym więzieniem a cmentarzem - miałam wiele przemyśleń: pozytywnych, ale także gorzkich lub nawet pesymistycznych. Wiele udało mi się zrobić przez ostatnie dwa lata, jednak wiem dobrze, że jeszcze dużo pracy przede mną. Pisząc własne opracowanie "Schnell!" i prowadząc badania historyczne, uświadomiłam sobie pewną prawdę, której wcześniej nie potrafiłam zauważyć: oto w jednym mieście spotkały się trzy pokolenia, a każde z nich przeżywa na swój sposób wydarzenia II wojny światowej.
Osoby, na których wykonywano wyroki śmierci w więzieniu Hameln, to "pierwsze pokolenie", pokolenie sprawców i jednocześnie bezpośrednich uczestników wydarzeń z przeszłości. Pan Gelderblom, z którym rozpoczęłam współpracę - reprezentuje tzw. "drugie pokolenie" - jego ojciec brał czynny udział w germanizowaniu terenów przyłączonych do Rzeszy. Bernhard Gelderblom jako małe dziecko doświadczył tragedii mniejszości niemieckiej, która została wypędzona ze swoich dotychczasowych domów, a jako nastolatek nie mógł otwarcie rozmawiać z ojcem o jego udziale w wojnie. I jestem też ja - autorka książki - osoba, która urodziła się wiele lat po wojnie, a której dziadek zginął w obozie koncentracyjnym. Należę więc do "trzeciego pokolenia", a wojnę znam z archiwalnych dokumentów, książek oraz opowieści naocznych świadków, których mogłam posłuchać.
Każdy z nas na swój sposób został dotknięty wojną lub jej konsekwencjami: Irma Grese poniosła śmierć za bezpośredni udział w zbrodni Zagłady, pan Gelderblom zmagał się z zasłoną milczenia i niemożnością rozmowy z własnym ojcem, a ja - nigdy nie poznałam swojego dziadka, który zmarł w obozie Mauthausen-Gusen w styczniu 1945 roku. Nasza trójka reprezentująca trzy pokolenia połączone traumą wojny i jej skutkami - spotkała się w 2025 roku na cmentarzu Wehl, aby ponownie przyjrzeć się wydarzeniom zza więziennych murów. Pomimo naszych osobistych emocji i różnych doświadczeń, po upływie 80 lat od zakończenia wojny rozpoczęliśmy naszą niemiecko-polską współpracę w cieniu brytyjskiej szubienicy.
Może być też i tak, że tego końca naprawdę nigdy nie będzie. Ta myśl uparcie towarzyszyła mi w czasie ostatniego pobytu w mieście nad Wezerą. Może nigdy nie uda się dopisać zakończenia opowieści o powieszonych? Miasto Hameln również mocno zostało naznaczone II wojną światową. Mury starego więzienia widziały przemoc wobec ofiar nazistowskiego terroru, a w czasie brytyjskiej okupacji przez cztery lata pod nogami skazanych otwierała się drewniana zapadnia. To prawda co powiedział Churchill, że "trawa nigdy nie urośnie na szubienicy", jednak dziś gęste leśne poszycie szczelnie zakryło opuszczoną "mogiłę powieszonych". Czas płynie swoim rytmem, ale tamta wojna wciąż w nas trwa i trwać będzie - podobnie jak sami zmarli, którzy nie odeszli, tylko... żyją wśród nas.
Zapraszam teraz do przeczytania dwóch artykułów prasowych autorstwa historyka Bernharda Gelderbloma, który opisuje trudną drogę mieszkańców miasta Hameln do wspólnego uzgodnienia sposobu na upamiętnienie osób poległych w dwóch wojnach światowych.
*
Opłakiwać śmierć każdego dnia
Cmentarz Wehl jako miejsce grobów wojennych
Na początku lat 60. XX wieku organizacja Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorge przekształciła centralną oś cmentarza przy Wehl w "gaj honorowy", w centrum którego ustawiono trzy duże kamienne krzyże. W tym obszarze powstały rozległe pola grobowe dla niemieckich żołnierzy oraz ofiar bombardowań. W ten sposób zrealizowano plany, które po raz pierwszy opracowano w 1940 roku.
"Dewezet", 17.11,1962
Pierwsza oficjalna wzmianka o wojskowym "cmentarzu honorowym" przy Wehl pochodzi z kwietnia i czerwca 1940 roku. Od inwazji na Polskę minęło zaledwie kilka miesięcy. Miasto rozważało przeniesienie na Wehl ciał poległych w I wojnie światowej, spoczywających na cmentarzu garnizonowym przy Deisterstraße, aby uniknąć problemów z miejscem podczas przyszłych "uroczystości zwycięstwa". Dla cmentarza honorowego zarezerwowano centralną oś cmentarza.
Wciąż żołnierze Hitlera odnosili kolejne zwycięstwa, a wojna wydawała się odległa od Hameln. Trzy lata później, w 1943 roku, sytuacja uległa zmianie. Odpowiedzialne osoby rozpoczęły wstępne planowanie miejsc, w których mogliby zostać pochowani zmarli w wyniku trwającej wojny. Uhonorowanie poległych z miasta Hameln miało nastąpić po zwycięskim zakończeniu wojny w planowanym "gaju honorowym".
Po wielkich nalotach bombowych na Hanower w 1943 roku problem stał się pilny. Miasto Hameln podjęło środki zapobiegawcze, utworzono tymczasowe schronienia dla osób, które straciły domy w wyniku bombardowań, zgromadzono podstawowe artykuły spożywcze oraz przygotowano 134 trumny dla dorosłych i 48 dla dzieci. Na Wehl przewidziano "cmentarz ofiar bombardowań" obejmujący 324 miejsca pochówku wraz z "miejscem poświęcenia".
Pół roku później po raz pierwszy zapełniono ten cmentarz. Po tym, jak 7 lipca 1944 r. samoloty zrzuciły bomby na osadę przy Basbergu, odbyła się tu pierwsza duża ceremonia pogrzebowa dla 19 zmarłych.
W grudniu 1944 roku na skraju cmentarza, w bardzo ustronnym miejscu, utworzono kolejne pole grobowe. Chociaż nie przeprowadzano tam egzekucji, w trakcie wojny wielu mężczyzn zmarło w więzieniu z powodu złego wyżywienia, braku higieny i nadmiernie ciężkiej pracy.
"Dewezet", 5.5.2014
W tym samym czasie zginęli również mężczyźni, kobiety i dzieci z grupy zagranicznych robotników przymusowych. 10 000 osób zostało tu i w okolicach Hameln wywiezionych głównie z Polski i Związku Radzieckiego, a wiele również z Holandii i Francji. Gdzie należało pochować tych ludzi?
Na mocy rozporządzenia nakazano pochować "robotników ze Wschodu" i Polaków "w wystarczającej odległości" od Niemców. W związku z tym cmentarze, na których spoczywali Niemcy, nie wchodziły w grę. Po dłuższych rozważaniach w Hameln wpadli na pomysł, by pochować robotników przymusowych i poległych żołnierzy alianckich na tak zwanym "cmentarzu rosyjskim". Został on założony podczas I wojny światowej i był w pełni zapełniony ponad 700 grobami żołnierzy rosyjskich i serbskich. Jeszcze dziś tylko ten, kto przyjrzy się dokładnie, dostrzeże, że na tym cmentarzu spoczywają nie tylko żołnierze, ale także cywile – mężczyźni, kobiety i dzieci.
Pod koniec wojny śmierć w Hameln zbierała obfite żniwo. Robotnicy przymusowi, którzy umierali z powodu chorób wynikających z niedożywienia i byli bezbronni wobec nalotów bombowych, byli w końcu chowani na "cmentarzu rosyjskim" w masowych grobach. Kiedy od końca 1944 roku w więzieniu codziennie odnotowywano zgony, "więźniów" chowano bez trumien, układając po dwa ciała jedno na drugim.
Pogrzeby odbywały się również w miejscu nazywanym patetycznie "miejscem poświęconym ofiarom bombardowań". Straszliwy atak na dworzec kolejowy z 14 marca 1945 r. pochłonął prawie 200 ofiar śmiertelnych. Przygotowane trumny nie wystarczyły. Siedem dni później, 20 marca, na Wehl odbyła się "wzruszająca ceremonia pogrzebowa" (Dewezet). Tyle czasu zajęło przynajmniej częściowe zidentyfikowanie tak dużej liczby zwłok.
Wkrótce po wojnie zaczęto upamiętniać ofiary. 23 lipca 1947 r. w centralnej osi cmentarza powstawało "miejsce pochówku honorowego dla poległych". Projekt ten stanowił dopełnienie planów z 1940 r. To właśnie tutaj spoczywały ofiary bombardowań, o ile były to osoby niemieckie. Powstało tu również miejsce przeznaczone do przeniesienia szczątków niemieckich żołnierzy, którzy polegli podczas ostatnich walk o Hameln i tzw. "linii Wezery".
Podczas gdy ofiarom niemieckim oddano hołd w postaci centralnego "miejsca pochówku honorowego", ofiary zagraniczne oraz osoby zmarłe w zakładzie karnym spoczywały na samych obrzeżach cmentarza.
*
Pomnik poświęcony ofiarom wojen światowych
Spór o pomnik ku czci ofiar przy katedrze, odsłonięty w 1961 roku
Od 1955 roku w Hameln zaczęto publicznie dyskutować nad tym, jak powinno wyglądać upamiętnienie ofiar II wojny światowej. Oprócz poległych żołnierzy ogromne rozmiary przybrała liczba ofiar cywilnych. Wiele osób straciło życie podczas bombardowań, inne zginęły podczas ucieczki i wysiedleń. Należało jednak również upamiętnić – co dla wielu ludzi stawało się świadome dopiero stopniowo – miliony ludzi, których reżim nazistowski celowo doprowadził do śmierci z powodów rasowo-ideologicznych: osoby wyznania żydowskiego, "Cyganów", przeciwników politycznych oraz inne ofiary reżimu nazistowskiego, które nie miały bezpośredniego związku z wojną.
Druzgocąca klęska i zbrodnie reżimu wywołały głębokie pytania o osobisty udział każdego z nas w winie, jaką Niemcy ściągnęły na siebie w ciągu dwunastu lat nazistowskich rządów. W przestrzeni publicznej obecny był szeroki nurt pacyfistyczny, potępiający wszelki militaryzm i nacjonalizm, który charakteryzował okres powojenny.
Czasopismo "Deutscher Baumarkt" napisało 2 sierpnia 1952 r. pod nagłówkiem "Wzór godny naśladowania!": "W Bad Honnef władze miasta zrezygnowały z tradycyjnego sposobu wznoszenia pomnika wojennego i budują jako pomnik dom dwurodzinny dla wdów po żołnierzach z licznym potomstwem".
"Klasyczne" pomniki wojenne początkowo wznoszono tylko sporadycznie. Na wsi, gdzie liczba poległych była mniejsza, do pomników z czasów I wojny światowej dodawano zazwyczaj nazwiska poległych w latach 1939–1945. Jeśli wznoszono nowe pomniki, zazwyczaj poświęcano je bez rozróżnienia wszystkim ofiarom "wojny i tyranii". Często spotyka się symbole chrześcijańskie, takie jak krzyż i Pietà.
W 1955 roku stowarzyszenia tradycji żołnierskiej – w tym Związek Kyffhäuser – zwróciły się do władz miasta z prośbą o wzniesienie pomnika ku czci poległych żołnierzy. Jako lokalizację zaproponowały południową stronę katedry. Jak wynika z dalszej części tekstu, pomysł stworzenia "klasycznego" pomnika żołnierzy spotkał się z przychylnością władz miasta.
Pierwszy list do redakcji ukazał się 19 czerwca 1951 r. w gazecie "Dewezet": "W bezprecedensowej sytuacji braku wolności, w jakiej pozostawiono naród niemiecki siedem lat po II wojnie światowej, oddanie oczywistego hołdu naszym bohaterom w postaci pomników musiało dotychczas niemal wszędzie pozostać zrealizowane. Mamy nadzieję, że nie jest już daleko moment, w którym również poległym w latach 1939–1945 zostanie oddany hołd w godny sposób…".
Związana z SPD gazeta "Hannoversche Presse" (13 czerwca 1956 r.) już na wczesnym etapie zgłosiła sprzeciw wobec tych planów, krytykując nie tylko wybór lokalizacji, ale także ograniczenie upamiętnienia wyłącznie do ofiar wojny: "Pomnik ku czci, najlepiej poświęcony wszystkim »ofiarom wojny i samowoli«, nie powinien stać na małym i nieodpowiednim placu przy katedrze. Powinno ono stanąć tam, gdzie miejsce to wręcz się do tego nadaje: na leśnym cmentarzu Wehl, charakteryzującym się niezrównaną atmosferą ciszy, spokoju i pamięci".
Rzeczywiście, w tamtym czasie organizacja Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorge przekształciła centralną oś cmentarza przy Wehl w "gaj pamięci", w centrum którego ustawiono trzy kamienne krzyże.
Miasto zaproponowało następujące możliwe inskrypcje na "pomniku honorowym" przy katedrze:
* "Poległym i ofiarom wojny 1939–1945, miasto Hameln" (główny dyrektor miasta, 29 sierpnia 1958 r.).
* "Swoim zmarłym – miasto Hameln – 1914–1918 – 1939–1945" (komisja administracyjna z dnia 31 marca 1959 r.).
Nie wspomniano zatem o osobach, które padły ofiarą zbrodni nazistowskich o podłożu politycznym i rasowym. Jeszcze zanim osiągnięto porozumienie co do tego, które grupy osób miał upamiętniać pomnik, komisja ds. kultury ogłosiła w 1958 r. konkurs. Do udziału w nim zaproszono artystów: Petera Szaifa z Pyrmontu, Arna Waltera z Hameln i Hansa Walthera z Erfurtu.
Arn Walter zaprojektował pomnik w formie kolumny z umieszczoną na szczycie figurą "Anioła z mieczem". Hans Walther zaprojektował grobowiec z dwiema grupami postaci po prawej i lewej stronie grobowca. Grobowiec miał znajdować się dokładnie naprzeciwko reliefu Walthera przedstawiającego Łowcę Szczurów, który znajdował się na ścianie auli szkoły zawodowej. Peter Szaif natomiast zaproponował dwa pylony z rzeźbą z brązu stojącą przed nimi.
Zgodnie z oczekiwaniami stowarzyszeń żołnierskich komisja administracyjna 15 grudnia 1958 r. jednogłośnie poparła projekt Petera Szaifa oraz wzniesienie pomnika przy katedrze. Komisja kulturalna oraz stowarzyszenia żołnierskie, które (reprezentowane przez generałów Thomasa i Roese) brały udział w procedurze selekcyjnej, już wcześniej opowiedziały się za projektem Szaifa.
Pomimo tej decyzji spór dotyczący inskrypcji oraz zasadniczych za i przeciw pomnikowi trwał nadal z niezmienną intensywnością. W komisji ds. kultury senator Helmut Greulich (SPD) zażądał 19 marca 1959 r. dodatkowo tablicy pamiątkowej poświęconej ofiarom nazizmu, wyraźnie jednak nie przy katedrze, lecz na cmentarzu przy Wehl. Również z ramienia SPD radny Rolf Wilhelms skrytykował w gazecie "Hannoversche Presse" z 29 kwietnia 1959 r. "dodatkowy" pomnik przy katedrze jako niepotrzebne ustępstwo wobec stowarzyszeń żołnierskich.
W podobnym tonie wypowiedział się pastor Wolfgang Theopold, w czasach nazistowskich zwolennik Kościoła Wyznającego, pod nagłówkiem "A teraz aż trzy pomniki?" (gazeta "Hannoversche Presse" z 5 maja 1959 r.). Oprócz cmentarza przy Wehl istnieje jeszcze jedno "bardzo godne miejsce pamięci" w postaci księgi pamiątkowej w krypcie katedry. "Możemy zrezygnować z trzeciego miejsca na zewnątrz katedry!" Theopold odrzucił pomysł upamiętniania wyłącznie poległych żołnierzy.
Głosy krytyczne pozostały bez echa. 13 lipca 1959 r. komisja administracyjna podjęła decyzję o wzniesieniu pomnika według projektu Petera Szaifa. Stowarzyszenia żołnierskie zamierzały partycypować w kosztach wynoszących łącznie 25 000 DM. Treść inskrypcji pozostawała wówczas jeszcze otwarta. W protokole odnotowano: "Kwestia, czy wraz z wzniesieniem tego pomnika na cmentarzu przy katedrze upamiętni się ofiary tyranii poprzez specjalny napis, czy też taki pomnik powinien zostać wzniesiony w innym miejscu, będzie przedmiotem odrębnych obrad komisji administracyjnej".
Ze strony Stowarzyszenia Niemieckich Żołnierzy/Związku Kyffhäuser narastała w międzyczasie niecierpliwość. Związek musiał już czekać pięć lat – tak brzmiała skarga skierowana do dyrektora miasta. List do redakcji opublikowany w gazecie "Dewezet" (z 30 sierpnia 1960 r.) odrzucał pomysł jednoczesnego upamiętnienia poległych i ofiar tyranii, wskazując, że w obozach koncentracyjnych przebywali również przestępcy. "My, byli żołnierze, nie chcemy, aby upamiętnienie naszych poległych towarzyszy broni było powiązane z tymi ostatnimi".
Z kolei gazeta "Hannoversche Presse" (z 2 lutego 1960 r.) skrytykowała "przeciąganie liny wokół kamiennych symboli" oraz – w obliczu zbliżającego się zakończenia budowy obiektu przy Wehl – nadmierną liczbę pomników żołnierskich w Hameln. Rada odkładała na później pilną debatę na temat tego, komu należy poświęcić pomnik przy katedrze. Gazeta wyraziła obawę, że pomnik przy katedrze może stać się miejscem zgromadzeń militarystów.
Partie reprezentowane w radzie długo wstrzymywały się od zabrania głosu w tej sprawie i wypowiedziały się dopiero na krótko przed posiedzeniem rady zaplanowanym na 30 sierpnia 1960 r. SPD chciała "ze względów finansowych" pomnika upamiętniającego wszystkie grupy ofiar. Jako napis proponowała: "Miasto Hameln swoim zmarłym". Inne partie początkowo odrzuciły tę propozycję, ponieważ według frakcji DP/CDU pomnik miał być przeznaczony wyłącznie i wyraźnie dla poległych. W związku z tym frakcja złożyła wniosek o wzniesienie kolejnego pomnika ku czci ofiar tyranii, nie precyzując jednak tej propozycji (Dewezet z 24 sierpnia 1960 r.). W projekcie administracji napis brzmiał: "Swoim zmarłym – miasto Hameln". Projekt ten został przyjęty przez wszystkich członków rady. Zgodziła się na niego również frakcja DP/CDU.
Jak więc wygląda pomnik, o który tak długo toczyła się dyskusja? Nad dwoma wygiętymi ku sobie filarami o wysokości około siedmiu metrów unosi się krzyż chrześcijański. Pomnik według projektu Peter Szaif zbudowano z piaskowca z Obernkirchen, a krzyż wykonano z brązu. Na filarach, które mają symbolizować podzielone Niemcy, widnieją daty obu wojen światowych. Pomiędzy nimi znajduje się płyta z napisem:
"Swoim zmarłym
Miasto Hameln".
Kompozycja podłoża ma przypominać kryptę z grobami rozrzuconymi we wszystkich kierunkach.
Pomnik został poświęcony w Dzień Pamięci Narodowej, 19 listopada 1961 r., przy dużym udziale mieszkańców. Po uroczystościach w sali festiwalowej Weserbergland-Festhalle długi marsz w ciszy ruszył w kierunku pomnika. Obecne były delegacje żołnierzy (relacje w gazecie "Hannoversche Presse" z 16 listopada oraz w "Dewezet" z 16 i 20 listopada 1961 r.).
"W końcu «wiatr» ucichł" – tak brzmiała nieco lekceważąca ocena gazety "Dewezet" (z 1 września 1960 r.) dotycząca zakończenia długotrwałej debaty. Czy ta dyskusja była warta zachodu? Pomnik przy katedrze jest poświęcony poległym w obu wojnach światowych. Liczne próby upamiętnienia, obok poległych żołnierzy i cywilów zmarłych w następstwie wojny, również ofiar nazistowskiego terroru wobec mniejszości i osób o odmiennych poglądach zakończyły się niepowodzeniem. Było jeszcze zbyt wcześnie na wspólną kulturę pamięci, która w sposób zróżnicowany wymieniałaby i oddawała hołd ofiarom wojny oraz ofiarom reżimu nazistowskiego.
Do dziś w Hameln nie wzniesiono pomnika poświęconego ofiarom nazizmu. Od 1963 roku mamy pierwsze, skromne miejsce pamięci poświęcone zniszczonej synagodze i zamordowanej gminie żydowskiej (przebudowane w 1996 roku). Od 2006 roku tablica umieszczona w ziemi upamiętnia ogromną liczbę ofiar więzienia (dzisiejszego hotelu Stadt Hameln), które w czasach nazistowskich było miejscem prześladowań. Ale gdzie w Hameln upamiętniamy poległych zagranicznych robotników przymusowych, osoby niepełnosprawne umysłowo i fizycznie zamordowane w ramach "eutanazji", deportowanych "Cyganów" oraz inne, często bezimienne ofiary?
*
Zdjęcia wykonałam w lipcu 2026 roku w Hameln.
*
Zdjęcia wykonałam w lipcu 2026 roku w Hameln.
Zobacz też:















Komentarze
Prześlij komentarz