Ohne Trauer auf dem Friedhof: Ein Rundgang

Der Friedhof Wehl ist nicht nur die letzte Ruhestätte für die Verstorbenen. Er ist auch ein Ort der Ruhe für die Lebenden. Ein vielseitiger Park, der nicht allein von Trauernden aufgesucht wird und mit einigen Besonderheiten aufwartet. Ein Rundgang.
HAMELN. Das Wetter meint es gut mit den rund 20 Teilnehmern an diesem Dienstagnachmittag. Pünktlich zu Beginn des Rundgangs, zu dem Friedhofsmeister Rainer Marcek und Lena Barsch von der städtischen Friedhofsverwaltung eingeladen haben, hört der Regen auf und lichten sich die Wolken. Los geht’s.
Der Friedhof Wehl ist mit zirka 24 Hektar der größte Friedhof der Stadt. Es ist ein Waldfriedhof. Mehr als 5000 Bäume gibt es hier, von der Buche bis zum Mammutbaum, allesamt katalogisiert. Für Friedhofsmeister Marcek und seine Mitarbeiter sind die Bäume Fluch und Segen zugleich. Die Wurzeln heben die Wege an, das Laub muss entsorgt werden. "Das hat auch Schattenseiten – im wahrsten Sinne des Wortes", sagt Marcek.
"Heimat der Toten unter dem Klagesberg", "Dewezet", 21.11.1964
Der Friedhof Wehl ist im Grunde angelegt wie ein Park, was in Deutschland keine Seltenheit ist. Deshalb sei die deutsche Friedhofskultur auch zum immateriellen Kulturerbe erklärt worden, so Barsch. Von der Parkstruktur zeugen die aufwendig angelegten Brunnen und künstlerische Skulpturen sowie die geschmückten und größtenteils gepflegten Gräber selbst. Bänke an den Wegesrändern laden zum Verweilen ein. Manch alter Grabstein überdauert die Einebnung der Grabstätte und bekommt einen Ehrenplatz. "Bei so einem schönen Friedhof kann man schon Lust zu sterben bekommen", sagt Marcek. Gelächter.
Kleine Teerstraßen geben dem Friedhof Struktur, ihre Namen dienen der Orientierung. Auch unter Tieren erfreut sich der Friedhof Beliebtheit, Eichhörnchen huschen vorbei, von den vielen Vögeln ganz zu schweigen, für sie gibt es Schutzhäuschen. Manchmal locke es Rehe auf den Friedhof, weil es hier "so viel zu schnabulieren" gebe, so Marcek. Die würden dann in eine Fangreuse getrieben und so wieder in den angrenzenden Wald geschleust.
Die Pflege des Friedhofs erfordere enormen Aufwand und Kosten, sagt Marcek geradeheraus. Aber die Besucher sollen sich hier ja auch wohlfühlen – und sicher sein. Die Bäume müssen beschnitten, Stolperfallen in Form von Wurzeln beseitigt und die teilweise sehr großen Grabsteine auf ihre Standfestigkeit überprüft werden, damit es nicht zu Unfällen kommt. Rein betriebswirtschaftlich aber wohl ein eher fragwürdiges Unterfangen. "Wir könnten den Deisterfriedhof und alle Ortsfriedhöfe schließen und der Wehl wäre immer noch nicht ausgelastet", sagt Marcek.
Der Friedhof Wehl verfüge über Grabstätten für etwa 22 700 Verstorbene, sagt Lena Barsch auf Nachfrage. Belegt seien sie etwa zur Hälfte. Die Grabstätten verteilen sich auf verschiedene Grabfelder und Grabarten. So gibt es etwa neben den meist christlich geprägten Grabfeldern auch ein jüdisches sowie ein muslimisches Grabfeld. Ferner gibt es ein imposantes Grabfeld "ohne besondere Gestaltungspflichten", wo jedes Grab ein Gewölbe habe, was heute, so Marcek, fast nur noch von Sinti gewünscht werde. Zudem gibt es ein Grabfeld für die sogenannten Sternenkinder. Darüber hinaus ist gleich im Eingangsbereich ein "Katastrophenfeld". Es ist noch ganz frei und, wie der Name schon sagt, den tödlichen Folgen von Katastrophen vorbehalten. Von den letzten zeugen an anderer Stelle die Kriegsgräber.
Bei der Grabart seien früher vor allem Wahlgräber gefragt gewesen, also klassische Erd-bestattungen mit Sarg. Heute seien pflegefreie Urnengemeinschafts- sowie Baumgräber im Trend, führt Lena Barsch aus.
Nach knapp zwei Stunden neigt sich der Rundgang dem Ende zu. Eine Dame zieht zufrieden Bilanz: "Ohne Trauer auf dem Friedhof!". Eine Trauergesellschaft sieht anders aus.
Na cmentarzu bez żałoby
Cmentarz Wehl to nie tylko miejsce ostatniego spoczynku zmarłych. To także oaza spokoju dla żyjących. Wszechstronny park, który odwiedzają nie tylko osoby w żałobie i który ma do zaoferowania kilka wyjątkowych atrakcji. Spacer po cmentarzu.
HAMELN. Pogoda sprzyja około 20 uczestnikom tego wtorkowego popołudnia. Dokładnie na początku spaceru, na który zaprosili zarządca cmentarza Rainer Marcek oraz Lena Barsch z miejskiego zarządu cmentarzy, przestaje padać deszcz, a chmury się rozrzedzają. Ruszamy.
Cmentarz Wehl, zajmujący powierzchnię około 24 hektarów, jest największym cmentarzem w mieście. Jest to cmentarz leśny. Znajduje się tu ponad 5000 drzew, od buków po sekwoje, wszystkie skatalogowane. Dla kierownika cmentarza Marceka i jego pracowników drzewa są jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem. Korzenie podnoszą nawierzchnię ścieżek, a liście trzeba usuwać. "Ma to też swoje ciemne strony – w dosłownym tego słowa znaczeniu", mówi Marcek.
Cmentarz Wehl jest w zasadzie zaprojektowany jak park, co w Niemczech nie jest rzadkością. Dlatego też niemiecka tradycja cmentarna została uznana za niematerialne dziedzictwo kulturowe – twierdzi Barsch. O parkowej strukturze świadczą starannie zaprojektowane fontanny i artystyczne rzeźby, a także same ozdobione i w większości zadbane groby. Ławki przy krawędziach ścieżek zachęcają do odpoczynku. Niektóre stare nagrobki przetrwały wyrównanie terenu cmentarza i otrzymały honorowe miejsce. "Na tak pięknym cmentarzu można aż nabrać ochoty na śmierć" – mówi Marcek. Śmiech.
Małe, asfaltowe drogi nadają cmentarzowi strukturę, a ich nazwy ułatwiają orientację. Cmentarz cieszy się popularnością również wśród zwierząt – przebiegają tu wiewiórki, nie wspominając już o licznych ptakach, dla których przygotowano schronienia. Czasami na cmentarz przychodzą sarny, ponieważ jest tu "tyle do podjadania" – mówi Marcek. Zostają one wtedy zapędzone do pułapki i w ten sposób przepuszczone z powrotem do sąsiedniego lasu.
Marcek mówi wprost, że utrzymanie cmentarza wymaga ogromnego nakładu pracy i kosztów. Ale przecież odwiedzający mają się tu czuć dobrze – i być bezpieczni. Drzewa trzeba przycinać, usuwać przeszkody w postaci korzeni oraz sprawdzać stabilność niektórych bardzo dużych nagrobków, aby nie doszło do wypadków. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia jest to jednak raczej wątpliwe przedsięwzięcie. "Moglibyśmy zamknąć cmentarz Deisterfriedhof i wszystkie cmentarze lokalne, a cmentarz Wehl i tak nie byłby w pełni wykorzystany" – mówi Marcek.
Cmentarz Wehl dysponuje miejscami pochówku dla około 22 700 zmarłych – wyjaśnia Lena Barsch na nasze zapytanie. Są one zajęte w około połowie. Miejsca pochówku są rozmieszczone na różnych polach cmentarnych i obejmują różne rodzaje grobów. Oprócz pól cmentarnych o charakterze głównie chrześcijańskim istnieje również pole żydowskie oraz muzułmańskie. Ponadto znajduje się tam imponujące pole cmentarne "bez szczególnych wymogów dotyczących aranżacji", gdzie każdy grób ma sklepienie, co – jak twierdzi Marcek – obecnie jest pożądane niemal wyłącznie przez Sintów. Ponadto istnieje sekcja dla tzw. dzieci gwiazd. Co więcej, tuż przy wejściu znajduje się "sekcja katastrof". Jest ona jeszcze całkowicie pusta i, jak sama nazwa wskazuje, zarezerwowana dla ofiar śmiertelnych katastrof. O tych ostatnich w innym miejscu świadczą groby wojenne.
Jeśli chodzi o rodzaj pochówku, dawniej największym zainteresowaniem cieszyły się przede wszystkim groby indywidualne, czyli klasyczne pochówki ziemne w trumnie. Dzisiaj modne są niewymagające pielęgnacji wspólne groby urnowe oraz groby pod drzewami – wyjaśnia Lena Barsch.
Po niecałych dwóch godzinach wycieczka dobiega końca. Pewna pani z zadowoleniem podsumowuje: "Na cmentarzu nie ma żałoby!". Grupa żałobników wygląda zupełnie inaczej.
Zobacz też:











Komentarze
Prześlij komentarz